PIORUNOWE OSTRZE

Namu kara tan no, tora ya ya, namu ori ya, boryo ki chi, shihu ra ya, fuji sato bo ya, moko sato bo ya, mo ko kya runi kya ya, en, sa hara ha ei shu tan, no tan sha, namu shiki ri toi mo, ori ya, boryo ki chi, shihu ra rin to bo, na mu no ra kin ji ki ri, mo ko ho do, sha mi sa bo, o to jo shu ben, o shu in, sa bo sa to , no mo bo gya, mo ha te cho to ji to en, o bo ryo ki, ryu gya chi, kya ra chi, i kiri mo ko, fuji sa to, sa bo sa bo, mo ra mo ra, mo ki mo ki, ri to in ku ryo ku ryo, ke mo to ryo to ryo, ho ja ya chi, mo ko ho ja ya chi, to ra to ra, chiri ni, shihu ra ya, sha ro sha ro, mo mo ha mo ra, ho chiri ha za ha zan, fura sha ya, ku ryo ku ryo, mo ra ku ryo ku ryo, ki ri sha ro sha ro, shi ri shi ri, su ryo su ryo, fuji ya fuji ya, fudo ya fudo ya, mi chiri ya, nora kin ji, chiri shuni no, hoya mono somo ko, shido ya, somo ko, moko shido ya, somo ko, shido yu ki, shihu ra ya, somo ko, nora kin ji, somo ko, mo ra no ra, somo ko, shira su, omo gya ya, somo ko, sobo moko shido ya, somo ko, shaki ra, oshi do ya, somo ko, hodo mogya shido ya, somo ko, nora kin ji, ha gyara ya, somo ko, mo hori shin, gyara ya, somo ko, namu kara tan no, tora ya ya, namu ori ya, boryo ki chi, shihu ra ya, somo ko, shite do, modo ra, hodo ya, so mo ko.

(Daihi Shin Darani, recytowana do dziś w buddyjskich klasztorach Japonii)

NOWE CZASY

Budda Vairocana w swiatyni shingon.

Nasiąknięta deszczem i pokryta bujną roślinnością równina Gangesu w piątym wieku naszej ery wyglądała inaczej niż w piątym wieku przed naszą erą. Ponad tysiąc lat minęło od pamiętnego wydarzenia pod rozłożystym drzewem w pobliżu miasta Gaia. Zmienił się język, zmienił się zakres ludzkiej wiedzy, nawiązane zostały kontakty z odległymi krajami leżącymi na przeciwległych krańcach kontynentu Eurazji. Inaczej prowadzony był handel, inaczej wyglądały instytucje państwa. Inaczej wyglądał też zakon Budzicieli, uczniów Mędrca Sakyów.

WACHLARZ TEMATóW

W okresie późnej starożytności na równinie Gangesu powstawały klasztory, które z biegiem czasu stawały się wielkimi ośrodkami buddyjskiej nauki, prawdziwymi uniwersytetami. Najstarszy i najsławniejszy z nich założony został przez maharadżów z dynastii Gupta w miejscowości Nalanda, położonej o kilkadziesiąt kilometrów od - stojącego jeszcze wówczas - sławetnego drzewa w pobliżu Gai. O stulecie później królowie z dynastii Maitraka w Gujaracie założyli podobny klasztor uniwersytet w pobliżu swojej stolicy Valabhi; wkrótce osiągnął on podobną sławę i stał się czymś w rodzaju konkurenta Nalandy. A po upadku Guptów panująca nad dolnym Gangesem dynastia Pala nadal utrzymywała Nalandę, ale oprócz tego fundowała inne podobne ośrodki, z których największą renomę osiągnął powstały w ósmym wieku uniwersytet Vikramaśila. Były to buddyjskie klasztory, gdzie przestrzegano zakonnej reguły, jedzono tylko dwa posiłki dziennie, recytowano sutry itd., ale oprócz tego studiowano i pisano księgi dotyczące bardzo szerokiego wachlarza tematów. Pośród przedmiotów wykładanych były ciksavidya (medycyna), hetuvidya (logika), śabdavidya (filologia), atharvaveda (rytuał), sankhya (filozofia).

ODPĘDZANIE DEMONóW

Wszystkie badania i poszukiwania na tych uniwersytetach miały zawsze jeden cel: doprowadzenia człowieka do spostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości. To były Indie: sposoby opanowania przyrody czy też historie królestw nie były uważane za godne zapisywania w księgach. Medycyna to co innego: do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości potrzebne jest ciało. Logika również: nie zrozumie rzeczywistości, także tej Niewidzialnej, kto nie potrafi logicznie myśleć. A filologia? W Indiach nie była to nauka języków obcych, ale badania i analiza jednego konkretnego używanego wówczas języka: sanskrytu. Buddyjskich uczonych fascynowało jedno: jak to jest, że dźwięk działa na umysł, wywołuje w nim obraz lub uczucie? Badano więc język, opracowano doskonałą gramatykę sanskrytu; tak naprawdę sama nazwa "sanskryt" oznacza "opisany". Badano znaczenia i zestawy znaczeń, badano w jaki sposób sekwencje znaczeń wywołują uczucia i inne stany umysłu. I wyciągano wnioski: powstawały teksty, w których sekwencja znaczeń miała doprowadzić umysł do stanu sprzyjającego - oczywiście - dostrzeżeniu... Tak właśnie skonstruowane są wielkie sutry Wielkiego Wozu. Badano również zestawy dźwięków pozbawione znaczeń, w jaki sposób same dźwięki i ich sekwencje działają na umysł. Działają podobnie jak muzyka; indyjscy uczeni uznali, że same sylaby mogą też w umyśle wywołać konkretny stan uczuciowy. Ta wiedza również została wykorzystana: powstawały pozbawione znaczenia teksty, przeznaczone do regularnej recytacji zestawy sylab zwane dharani. Ich funkcją miało być "odpędzanie demonów", czyli niepożądanych stanów umysłu, natrętnych myśli itd. Nikt jednak działania sekwencji znaczeń w sutrach ani sekwencji dźwięków w dharani nie uważał za automatyczne. Uniwersytecki buddyzm bynajmniej nie odrzucił wcześniejszej nauki o tym, że czyny mają wpływ na późniejszy stan umysłu, recytacja sutr i dharani jest techniką pomocną w zmianie kursu, tak że nowe czyny mogą mieć pozytywny skutek, nie jest natomiast mechanicznym działaniem mającym zawsze ten sam efekt.

PALENIE ILUZII

Podobny był cel badań nad rytuałem, tyle że jego przedmiotem był nie język, lecz gesty i używane przedmioty. Celem rytuału jest również "zmiana kursu", jego skuteczność jest również zależna od przeszłych czynów uczestnika. Powstawały nowe, rozbudowane rytuały. Na przykład rytuał "palenia grzechów", a właściwie nie tylko grzechów, ale wszystkiego co może stać na przeszkodzie w dostrzeżeniu... "Grzechy" czy też "wady charakteru" wypisane na palmowych liściach lub cienkich drewnianych listwach wrzucano po kolei w ogień recytując cały czas sutrę; bardziej zaawansowani adepci wrzucali w ogień wypisane imiona nawet najważniejszych buddów, łącznie z Wielkimsłońcem, bowiem przywiązywanie się do imion i obrazów i filozofii jest również przywiązywaniem się do iluzji i przeszkodą w widzeniu rzeczywistości. Nowe nurty filozofii kwitły wprawdzie na indyjskich uniwersytetach, ale nie powstawały po to by się do nich przywiązywać.

Mandala Piorunu

ŚWIAT PRAWDY

Powstająca wówczas filozofia była pozornie opisem niewidzialnej rzeczywistości, ale tylko pozornie, nikt bowiem nie miał wątpliwości, że owej rzeczywistości opisać się nie da. Na buddyjskich uniwersytetach wykładano różne systemy filozofii i traktowano je jak ćwiczenia umysłowe pozwalające tę rzeczywistość dostrzec. Nawet niektóre sutry, na przykład "Wieniec Kwiatów", wykładają kolejno po sobie w zupełnie afirmatywnym tonie różne poglądy na świat i nikt nie widzi w tym żadnej sprzeczności. Tym niemniej (a może właśnie dlatego) pojawiły się wówczas bardzo ciekawe obrazy świata. Rozszerzyło się przede wszystkim znaczenie słowa "Obudzony" (po sanskrycku buddha) oraz uważanego za równoznaczne z nim wyrażenia "Takprzeszedł" (po sanskrycku tathagata). Obudzony, czyli Takprzeszedł, to nie tylko Mędrzec Siakyów, który urodził się w Kapilavastu itd. Takprzeszedł istnieje zawsze i wszędzie, nie ma początku ani końca, a tylko objawia się. Jego "Ciało Prawdziwe" (po sanskrycku dharmakaya) jest nieobejmowalne nawet umysłem, jego "Ciało Szczęśliwe" (po sanskrycku sambhogakaya) może być dostrzeżone umysłem, a tylko jego "Ciało Materialne" (po sanskrycku rupakaya) widzialne jest dla oka. Co więcej, może być więcej Takprzeszedłów, z których każdy jest emanacją prowadzącą w kierunku tego najgłębszego, który niczym Wielkie Słońce (po sanskrycku Vairocana) rozświetla całą Niewidzialną Rzeczywistość. Czterech najważniejszych przewodników przeprowadza przez cztery bramy ku Wielkimu Słońcu. Takprzeszedł Synklejnotu (po sanskrycku Tathagata Ratnasambhava), wielki dawca, przeprowadza przez bramę dawania. Takprzeszedł Niewzruszony (po sanskrycku Tathagata Aksobhya) przeprowadza przez bramę niewzruszonego świadczenia prawdzie. Takprzeszedł Pewiensukcesu (po sanskrycku Tathagata Amoghasiddhi) przeprowadza przez bramę przyjaźni i współczucia. Takprzeszedł Bezmiernyblask (po sanskrycku Tathagata Amitabha) przeprowadza przez bramę słuchania ciszy w głębokim skupieniu. Ale łudzi się kto sądzi, że do owego Swiata Prawdy (po sanskrycku Dharmadhatu) wejdzie ktoś niepożądany. Przed każdą bramą stoi bowiem emanacja wściekła, z wielkimi zębami, z głową w płomieniach, wymachująca bronią białą i gotowa rozszarpać na kawałki każdego demona. "Demona", czyli niepożądany stan umysłu, na przykład nieszczerość.

BRAMA NICOŚCI

Ów Swiat Prawdy - Dharmadhatu - ma ponadto dwa aspekty, czy też dwie prowadzące doń drogi: kobiecą i męską, lotosu i diamentu, dzwonu i piorunowego ostrza, czyli po sasnskrycku Garbhadhatu i Vajradhatu. Wyjaśnienie tego w kilku słowach jest niemożliwe. Nie dlatego, że trzeba by do tego wielu słów, ale dlatego, że nigdy tego nie wyjaśniano nieprzygotowanym słuchaczom. Był to nurt w buddyźmie zwany tantryzmem, który utrzymywał, że osiągnięcie Obudzenia już w tym życiu jest możliwe, ale trzeba adepta prowadzić przez kolejne stopnie; trochę tak, jak z nauką obcego języka, gdzie rozpoczynanie od końca podręcznika nie miałoby wiele sensu. Tak więc kto nie nauczy się bezinteresownego dawania, ten nie będzie w stanie odrzucić chciwości; kto nie nauczy się bezinteresownego przyjmowania darów, ten nie osiągnie nigdy prawdziwej pokory; kto nie odrzuci chciwości i nie nauczy się pokory, ten z pewnością nie przejdzie przez "Bramę Nicości", czyli nie będzie w stanie pojąć, że nic na tym świecie tak naprawdę nie jest istotne; kto przez tę bramę nie przejdzie, temu dalej nic nie można wyjaśniać, bowiem arogancja i chciwość zawsze będą wracać i zniekształcać i jeśli ów ktoś się czegoś nauczy, to będzie się uważać za lepszego od innych, a jeśli jakiegoś wtajemniczenia mu się odmówi, to będzie myślał że "chciwy mistrz chce tajemnice zachować dla siebie". Kto jednak przejdzie przez "Bramę Nicości", ten może się stać Bojownikiem o Obudzenie (po sanskrycku bodhisattva).

SŁUCHAJACY PŁACZÓW

Pojęcie "Bojownika o Obudzenie" również zostało rozszerzone. Dawniej oznaczało ono Bojownika o Obudzenie własne; w systemach filozoficznych Wielkiego Wozu jest on także - a może przede wszystkim - Bojownikiem o Obudzenie innych. Jest on kolejną emanacją Obudzonego. W człowieka może wstąpić "demon", ale może weń też "wstąpić" Bojownik o Obudzenie. I tak ktokolwiek słyszy płacz cierpiących i przychodzi im z pomocą jest w pewnym sensie emanacją Pana Słuchającego Płaczów Swiata (po sanskrycku Avalokita Iśvara), który ma tysiąc rąk; są to ręce przychodzących z pomocą. Ktokolwiek pomaga rozcinać złudzenia jest w pewnym sensie emanacja Rozcinacza Iluzji (noszącego sanskryckie imię Mañjuśri). Taka jest właśnie funkcja nauczyciela tantryzmu, bowiem uczeń nie zawsze wie którędy podążać w labiryncie idei i praktyk.

DZIESIĄTKI WIZERUNKÓW

Centralną praktyką buddyzmu jest zawsze medytacja. Tak jak tantryczna nauka o języku wprowadziła kontrolę dźwięków recytowanych sutr, a tantryczna nauka o rytuale wprowadziła kontrolę gestów i rekwizytów, tak tantryczna medytacja wprowadziła kontrolę myśli. Tantryczna metoda medytacji zwana jest zwykle wizualizacją: adept usiłuje jak najdokładniej wyobrazić sobie, na przykład w otwartym lotosie tuż nad swoją głową, odpowiednią do swego stanu umysłu emanację z tantrycznego panteonu. Na wstępie może to być "Oczyściciel z grzechów", czyli Piorunowy Wojownik (po sanskrycku Vajrasattva). Później mogą być inne postacie, ale nie dowolne; zawsze za radą nauczyciela, który kiedyś sam przez podobny proces przeszedł i wie, czego uczeń na kolejnym etapie potrzebuje. W celu ułatwienia takiej wizualizacji powstała sztuka tantryczna, dziesiątki rzeźb i malowideł, wizerunków Obudzonych i Bojowników o Obudzenie, ze ścisłą ikonografią. Powstawały też całe obrazowe wykresy Swiata Niewidzialnego, z Wielkimsłońcem-Vairocaną pośrodku, z jego czterema głównymi emanacjami wokół, z czterema bramami wiodącymi do świętej przestrzeni i ze wściekłymi emanacjami stojącymi na straży przed każdą z bram. Powstawały też bardziej skomplikowane mandale, gdzie każda emanacja miała swoje kolejne emanacje, aż się z tego zrobił cały wielki tłum. Były te mandale w dwóch głównych rodzajach: Mandala Macierzy, gdzie w centrum znajdował się wielki ośmiopłatkowy lotos, w centrum lotosu Takprzeszedł Wielkiesłońce, na czterech głównych płatkach czterej główni Obudzeni, na pozostałych płatkach główni Bojownicy o Obudzenie, oraz Mandala Piorunu, gdzie nie było lotosu, za to każdy z pięciu wielkich Buddów miał po cztery własne emanacje. Na planach mandali budowano takiże wielkie świątynie i klasztory. Tak właśnie zaplanowano powstały w ósmym wieku w Tybecie klasztor Samyas. Był on, jak twierdzą źródła, wzorowany na wielkim klasztornym uniwersytecie w Odantapura nad Gangesem; uniwersytet ten zrównali z ziemią muzułmańscy najeźdźcy, ale można wnioskować, że i on był na planie mandali zbudowany. Niewątpliwie na takim planie zbudowano Borobudur, stojący do dziś pośród indonezyjskich dżungli.

CEREMONIE POGRZEBOWE

W 719 roku, na statku płynącym przez cieśniny pomiędzy wyspami Indonezji, przybył z Indii do Chin mnich imieniem Vajrabodhi. Był on mistrzem tantrycznej nauki i pierwszym, który ją wykładał w Państwie Srodka. Zmarł trzynaście lat po przybyciu do Chin, ale jego nauczanie kontynuował jego uczeń Amoghavajra, który razem z nim przybył z Indii i który po śmierci mistrza jeszcze raz pojechał do ojczystego kraju by przywieźć tantryczne księgi. Kiedy w 746 roku powrócił do Chin, przyjęty był z wielkimi honorami na dworze cesarza. Wedle tantrycznej nauki odpowiednio odprawiony obrzęd pogrzebowy może mieć wpływ na los duszy po śmierci (najistotniejsza jest wszakże asysta mistrza w ostatnich momentach przed śmiercią, bowiem mistrz tantryzmu wie w jaki sposób wywołać najkorzystniejszy stan umysłu umierającego) dlatego Amoghavajra wzywany był do prowadzenia ceremonii pogrzebowych członków rodziny cesarskiej. Prawdopodobnie stąd się wziął powszechny dziś w Chinach, a także w Japonii, zwyczaj buddyjskiego pogrzebu. Amoghavajra zmarł w 774 roku, jego następcą został już rodowity Chińczyk, Hui Guo. Prowadzona przezeń szkoła zwana była po chińsku Zhenyan, czyli Słowo Prawdy.

OCEAN PUSTKI

W roku śmierci Amoghavajry na wyspach na Wschodnim Oceanie urodził się jego przyszły następca. Był synem japońskiego arystokraty, dlatego w wieku siedemnastu lat wysłano go do Nara do konfucjańskiej szkoły. Poznał więc dobrze nauki konfucjanizmu i wcześnie doszedł do wniosku, że nie jest to droga dla niego; w wieku dziewiętnastu lat zgolił głowę i wstąpił do buddyjskiego zakonu. Przyjął on wówczas imię Kukai, co znaczy Ocean Pustki, i pilnie studiował dostępne wówczas w Japonii buddyjskie doktryny. Ciągle jednak czuł niedosyt i kiedy w 804 roku poselstwo japońskiego cesarza wyruszyło do Chin, Kukai skorzystał z okazji i na tym samym statku dotarł do Państwa Srodka. Tam w końcu znalazł to czego szukał: u mistrza Hui Guo studiował nauki Zhenyan. Zdążył w sam czas, bowiem w 805 roku Hui Guo zmarł. Kukai był niezwykle zdolnym uczniem i (wedle japońskiej tradycji) w przeciągu roku został kolejnym patriarchą szkoły. A w 806 roku spakował manatki i powrócił na swoje wyspy na Wschodnim Oceanie. Początkowo mało kto zwracał uwagę na tego mnicha twierdzącego, że w przeciągu roku został mistrzem tajemnej doktryny i że posiada głęboką znajomość praktyk zdolnych przemieniać ludzką świadomość. Z czasem jednak jego nauka zyskiwała respekt. Początkowo głosił kazania gościnnie w różnych świątyniach; w 816 roku cesarz przyznał mu miejsce pod budowę własnego klasztoru na odległej od stolicy górze Koya. Datę tę uważa się zwykle za początek szkoły Słowa Prawdy (po japońsku Shingon) w wyspiarskim kraju na Wschodnim Oceanie. W 823 roku Kukai otrzymał od cesarza klasztor Toji na rubieżach Kyoto. Kiedy w 835 roku Kukai zmarł, szkoła Shingon była już jedną z dwóch głównych szkół japońskiego buddyzmu.

Mandala Macierzy.

STRONY ŚWIATA

Pojawiły się więc świątynie pełne rzeźbionych i malowanych pomocy do medytacji. Najważniejsze wśród nich są mandale. W świątyniach szkoły Shingon znajdują się z reguły dwie malowane mandale: po lewej stronie głównego ołtarza wisi Mandala Macierzy (sanskrycka Garbhadhatu, po japońsku Taizokai Mandara), po prawej stronie Mandala Piorunu (sanskrycka Vajradhatu, po japońsku Kongokai Mandara). Z jakiegoś względu spośród licznych wersji mandali tantrycznych spotykanych w innych buddyjskich krajach Japończycy przyjęli dwie i od ponad tysiąca lat ściśle je powtarzają, malując zawsze według tego samego schematu. Mandalę Macierzy dominuje duży ośmiopłatkowy lotos, pośrodku którego znajduje się Takprzeszedł Wielkiesłońce (po japońsku Dainichi Nyorai), a na jego płatkach czterej główni buddowie i czterej bodhisattvowie. W Mandali Piorunu nie ma ośmiopłatkowego lotosu, główni buddowie i ich emanacje wrysowani są w dyski ułożone na planie równoramiennego krzyża. W japońskich mandalach nie ma bram i strzegących je emanacji gniewnych, acz w Mandali Macierzy cztery gniewne postacie pojawiają się w rzędzie poniżej ośmiopłatkowego lotosu. W tantrycznach mandalach istotne są symboliczne kierunki świata; w japońskiej Mandali Macierzy północ jest zawsze po lewej stronie, a więc wschód jest ku górze, natomiast w Mandali Piorunu północ jest po prawej stronie, czyli ku górze jest zachód. Czterej główni buddowie-emanacje identyfikowani są ze stronami świata i zawsze pojawiają się po właściwej stronie Wielkiegosłońca. Tak więc Synklejnotu (czyli Ratnasambhava) pojawia się zawsze po południowej stronie, czyli w Mandali Macierzy po prawej, a w Mandali Piorunu po lewej; Niewzruszony (Aksobhya) jest zawsze na wschodzie; Pewiensukcesu (Amoghasiddhi) zawsze na północy, a Bezmiernyblask (Amitabha) zawsze na zachodzie. Owych buddów w ikonografii identyfikują gesty rąk (po sanskrycku mudra): w Mandali Piorunu Takprzeszedł Synklejnotu jest zawsze z gestem dawania (po sanskrycku danamudra);Takprzeszedł Bezmiernyblask z gestem skupienia (po sanskrycku dhyanamudra);Takprzeszedł Pewiensukcesu z gestem przyjaznego powitania (po sanskrycku abhayamudra), Takprzeszedł Niewzruszony dotyka dłonią ziemi powołując ją na świadka (po sanskrycku bhumisparśana mudra), natomiast Wielkiesłońce trzyma ręce w charakterystycznym geście Vairocanamudra - wskazujący palec lewej dłoni wsunięty jest w zaciśniętą w pięść prawą dłoń. W Mandali Macierzy te identyfikujące gesty są nieco inne. W Mandali Piorunu pojawiają się także wedyjscy bogowie podtrzymujący z czterech stron główny krąg. Pojawia się tam oni jako personifikacje czterech żywiołów: Prithivi jako ziemia, Varuna jako woda, Vayu jako powietrze i Agni jako ogień. Symbolizują oni nie tylko świat materialny, ale także stopnie postępu na drodze świata niewidzialnego (podobnie jak święty Jan, który chrzcił wodą, ale jego następca miał chrzcić wiatrem i ogniem). Japońska Mandala Piorunu właściwie nie jest jedną mandalą, lecz zestawem dziewięciu różnych mandal ilustrujących różne aspekty tantrycznej nauki. Jest tam między innymi mandala sanskryckich liter i mandala właściwych rytuałów, jest też mandala psychicznych barier. W tej ostatniej centralną postacią jest Vajrasattva, czyli bodhisattva oczyściciel; na południu jest personifikacja przyjemności, która jest barierą na drodze dawania, na zachodzie jest pragnienie - bariera na drodze skupienia; na północy jest pycha - bariera na drodze przyjaźni i współczucia, a na wschodzie jest chuć - bariera na drodze niewzruszoności.

WYSTĄJACE KŁY

Wszystko to brzmi pięknie i logicznie, ale inaczej odbiera tę sztukę mnich ćwiczący się w tantrycznej medytacji, a inaczej prosty lud przychodzący do świątyni bić pokłony i składający ofiary. ów lud wcale nie musi rozumieć, że owe posągi to personifikacje stanów umysłu. Tak naprawdę to bardzo łatwo jest tego nie rozumieć i wyobrażać sobie, że bodhisattva to jakaś bezcielesna postać umiejąca czytać prośby powtarzane w myśli. Trudno więc się dziwić, że niektóre postacie z owego panteonu emanacji stały się szczególnie popularne i - poza mandalami - spotykane są w ikonografii znacznie częściej niż inne. Wszelkie rekordy popularności bije Pan Słuchający Płaczów, czyli Avalokita Iśvara, a po japońsku Kannon. Posiada on w ikonografii wiele aparycji, niektóre o tysiącu rąk i jedenastu głowach, a niektóre w ogóle żeńskie (czyli po polsku byłoby Pani Słuchająca Płaczów); w Japonii bezwzględnie najpopularniejsza jest właśnie ta żeńska wersja. Spośród pięciu głównych buddów, dzięki nurtowi religijnemu zwanemu amidyzmem, najpopularniejszym stał się Bezmiernyblask, pozostali są natomiast prawie zupełnie nieznani. Spośród czterech gniewnych strażników z jakichś względów szczególnie popularny stał się Acala, zwany po japońsku Fudo Myoo: w ikonografii postać otoczona płomieniami, z mieczem w jednej ręce, ze sznurem w drugiej, z kłami wystającymi z ust.

LEPSZE ZABAWKI

Owo różne rozumienie religii w zależności od mentalnych możliwości widzimy nie tylko my, widzieli je również buddyjscy mistrzowie przed tysiącami lat. Około 570 roku pewien chiński mnich Chan, imieniem Zhi Yi, doszedł do wniosku, że praktyka medytacji nie dla każdego jest przeznaczona i że inne praktyki przeznaczone dla innych ludzi też są ważne i godne podtrzymywania. Wówczas zresztą również nie była to nauka nowa, mistrzowie Wielkiego Wozu zawsze twierdzili, że ich sutry różnią się od sutr Małego wozu, ponieważ były głoszone do ludzi o różnej zdolności rozumienia. Obrazowo ilustruje tę tezę przypowieść zawarta w Sutrze Lotosu: zaczyna się palić dom, choć do pokoju dzieci ogień jeszcze nie dotarł; ojciec wbiega i krzyczy że dom się pali, a dzieci na to że nie dadzą się nabrać i że właśnie świetnie się bawią; wtedy ojciec krzyczy "Chodźcie na dwór, tam macie lepsze zabawki"; dzieci wybiegają na dwór i widzą, że zabawek wprawdzie nie ma, ale że dom się pali. W 575 roku Zhi Yi osiadł na górze Tiantai; wkrótce powstał tam wielki klasztor, centrum nowej prężnej szkoły, która od tej właśnie góry wzięła swą nazwę. Podstawą nauczania szkoły Tiantai była Sutra Lotosu, ale praktyki prowadzące do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości stosowano różne, w zależności od potrzeb i możliwości adeptów. Było tam miejsce dla różnych nurtów buddyzmu: medytacji Chan, tantryzmu, amidyzmu.

USTRONNE POŁOŻENIE

` W 788 roku na górze Hiei wznoszącej się nad brzegiem wielkiego jeziora Biwa w centralnej Japonii osiadł mnich Saicho. Cztery lata wcześniej wstąpił on do klasztou w Nara, ale zniechęcony atmosferą panującą w stolicy wkrótce przeniósł się w bardziej ustronne miejsce. Dzięki swemu ustronnemu położeniu miejsce to - zdaniem Saicho - lepiej się nadawało na studia i ćwiczenia mające prowadzić do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości. Wkrótce na górze Hiei powstał prężny klasztor. W 804 roku Saicho wyjechał na dwa lata do Chin, gdzie większość czasu spędził na górze Tiantai; po powrocie zapoczątkował w swoim klasztorze szkołę zwaną po japońsku Tendai. Ustronne miejsce jednak niezbyt długo pozostawało ustronne: skoro góra Hiei nie chciała przyjść do stolicy, to stolica przyszła do góry Hiei.

NEGATYWNA ODPOWIEDŹ

Nie tylko Saicho rozczarowany był atmosferą panującą w klasztorach w Nara, rozczarowani byli również czołowi politycy. U schyłku epoki Nara stolicą wstrząsały skandale, w które nierzadko wplątani byli mnisi. Zdaje się, że mamy tu do czynienia z częstym zjawiskiem: otoczone powszechnym szacunkiem praktyki podchwytywane są przez karierowiczów, którzy wprawdzie często gęsto głoszą świątobliwe teksty, ale mowa - jak to mowa - jest na wiatr. Najgłośniejszy z tych skandali dotyczył mnicha szkoły Hosso, imieniem Dokyo, oraz cesarzowej Shotoku. Dokyo praktycznie rządził w imieniu cesarzowej, a w pewnym momencie ogłosił, że Hachiman - bóstwo żołnierzy - objawił mu się we śnie i nakazał objąć tron cesarski. Pod naciskiem otoczenia cesarzowa wysłała ministra imieniem Wake-no Kiyomaro do głównej świątymi Hachimana na wyspie Kyushu z pytaniem o wyrocznię; Kiyomaro wrócił z negatywną odpowiedzią i za karę podcięto mu ścięgna łydek. Kiedy jednak w 769 roku cesarzowa zmarła, Dokyo został przepędzony, a Kiyomaro mianowany pierwszym ministrem rządu. Następni cesarze czuli się jednak nieswojo w Nara; w 794 roku cesarz Kammu zbudował nową stolicę na równinie u stóp góry Hiei. Miasto nosiło oficjalną nazwę Heian-kyo, ale Japończycy zwykle zwali je - i zwą do dziś - mianem "stolica", po japońsku Kyoto.

OKRES ŚWIETNOSCI

Obaj założyciele nowych szkół - Saicho i Kukai - cieszyli się poważaniem cesarzy, obaj pośmiertnie otrzymali tytuł daishi, czyli "wielkiego nauczyciela". Saicho jest dziś znany jako Dengyo Daishi, Kukai jako Kobo Daishi. Obie szkoły zdominowały japoński buddyzm na następnych paręset lat, dawne szkoły zachowały wprawdzie swoje klasztory w Nara, ale większość nowych świątyń budowanych w prowincjach należyły do Tendai lub Shingon. Obie szkoły kładły nacisk na tantryzm jako drogę do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywiastości, szkoła Shingon od samego początku, szkoła Tendai od czasów mnicha Ennina, który przez dziewięć lat studiował tajemną naukę w Chinach, a po powrocie, w 854 roku, został opatem klasztoru na górze Hiei. Szkoła Tendai była generalnie bardziej otwarta na różne prądy; góra Hiei w czasach swej świetności przypominała indyjskie uniwersytety, studiowało tam jednocześnie tysiące mnichów i ścierały się różne opinie. Ow okres świetności trwał praktycznie przez całe średniowiecze, ale skończył się definitywnie w szesnastym wieku, kiedy armia ćwiczących się w sztukach walki mnichów z góry Hiei próbowała stawić opór samurajom Nobunagi; tym niemniej do dziś zakony Shingon i Tendai należą do największych w Japonii i posiadają setki świątyń na terenie całego kraju.

 

WEDYJSKI GROMOWŁADCA

Tantryczną świątynię buddyjską można natychmiast rozpoznać po stojących na ołtarzu dwóch przedmiotach używanych do rytuału, zwących się po sanskrycku vajra oraz gantha. Vajra to niewielki odlany z brązu przedmiot nie posiadający żadnego praktycznego zastosowania: pośrodku ma wąski uchwyt, z którego obu końców rozchodzą się po trzy zakrzywione szpikulce. Gantha znaczy po sanskrycku dzwon i jest to istotnie niewielki mosiężny dzwonek, którego rączka zakończona jest motywem podobnych trzech szpikulców. Słowo vajra ma w sanskrycie dwa znaczenia: "diament" lub "piorun"; ów tantryczny przedmiot diamentu z pewnością nie przypomina, dlatego zwykle określa się go mianem "piorunowe ostrze". Otrzymać go miał od Indry - wedyjskiego gromowładcy - pierwszy patriarcha tantrycznego buddyzmu, imieniem Vajrasattva. ów Vajrasattva, czyli Piorunowy Wojownik, to postać mityczna; medytacja polegająca na wizualizacji jego postaci ma oczyszczać z grzechów, to oczyszczenie jest pierwszym i niezbędnym krokiem na drodze ku Niewidzialnej Rzeczywiatości. Jego wizerunki często są spotykane w świątyniach tantrycznych, z reguły z "piorunowym ostrzem" w prawej dłoni, a dzwonkiem w lewej. Vajrasattva miał przekazać ów magiczny przedmiot Nagarjunie, słynnemu filozofowi, który uważany jest za drugiego patriarchę tantryzmu. Według legend Nagarjuna istotnie posiadał magiczne moce, ale ciekawa jest także gra słów: jedną z najpopularniejszych sutr Wielkiego Wozu jest Vajracchedika, co się zwykle tłumaczy na Diamentowe Ostrze, ale równie dobrze może znaczyć Ostrze Piorunowe; sutra ta ma wymowę bardzo podobną do słynnego dzieła Nagarjuny - Madhyamaka śastra. Oba teksty są piorunująco absurdalne. Jednakże, jak pokazuje historia, jeśli ktoś bardzo chce, to się zaindoktrynuje nawet najbardziej absurdalnymi tekstami.

Kamienna pagoda z sanskryckimi literami na gorze Hiei.

SANSKRYCKIE LITERY

Na terenie japońskich klasztorów tantrycznych znajdują się również charakterystyczne kamienne stupy z wyrytymi na nich sanskryckimi literami. Znajomość sanskryckiego alfabetu jest bardzo ważna, tantryczna medytacja rozpoczyna się zwykle od wizualizacji sanskryckiej litery stojącej pośrodku otwartego białego lotosu. Litera jest oczywiście zapisem dźwięku i owa medytacja wiąże się z tezą mistrzów tantryzmu o działaniu dźwięku na umysł. Ciekawe, że Japończycy używają do tego celu liter sanskryckich, choć w czasach Kukai mieli już własny japoński alfabet. Zdaje się, że mamy do czynienia z wciąż i wciąż powracającym zjawiskiem: intencje twórców pewnych rytów i zachowań zostają zapomniane, powtarzana jest forma kosztem istoty. Indyjscy mistrzowie Wielkiego Wozu pisali swe teksty w sanskrycie, a nie w wymarłym w ich czasach języku Mędrca Sakyów, ponieważ sanskryt był językiem wówczas w Indiach używanym; w Japonii sanskryt uważany jest za język święty i do dziś w niektórych świątyniach przechowywane są sanskryckie rękopisy, które mało kto potrafi przeczytać.

OLŚNIEWAJACY RYTUAŁ

Tantryczne świątynie w Japonii olśniewają wystrojem, wspaniałymi rzeźbami i malowidłami. Olśniewa również rozbudowany rytuał. Dzisiejszy widz jednak odnosi często wrażenie, że jest to rytuał skostniały, powtarzający na zasadzie uwarunkowania praktyki może niegdyś istotne, ale niezbyt przystające do dzisiejszego świata. Nie tylko dzisiejszy widz takie wrażenie odnosi, do podobnego wniosku dochodzili już niektórzy mnisi studiujący na górze Hiei w XII wieku. I - jak to nierzadko w historii buddyzmu bywało - dochodzili do kolejnego wniosku, że aby dojść do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości, trzeba to uwarunkowanie przełamać.

A co do dharani, czyli owych wprowadzonych przez tantryzm tekstów bez znaczenia, to mają one jedną niezaprzeczalną zaletę: niezwykle trudno się nimi zaindoktrynować. Uznali to nawet mistrzowie zakonu najbardziej zwalczającego uwarunkowania i indoktrynacje, zwanego w Japonii Zen: w klasztorach tego zakonu są one codziennie recytowane.

No mo san man da moto nan oha ra chi koto sha sono nan to ji to en gya gya gya ki gya ki un nun shihu ra shihu ra hara shihu ra hara shihu ra chishu sa chishu sa chishu ri chishu ri sowa ja sowa ja sen chi gya shiri ei so mo ko.

(Shosaimyo Kichijo Darani, recytowana do dziś w buddyjskich klasztorach Japonii)







Strona główna