Artykuł z magazynu "Tylko Rock"
Nr 1 (41) Styczeń 1995
Collage
Więcej do powiedzenia
Collage nagrał Moonshine na Zachodzie, dla holenderskiej wytwórni i jest to najlepsza (jak dotąd) płyta w dorobku kwintetu. Debiutancki longplay Baśnie, z 1990 roku, był potwierdzeniem umiejętności warsztatowych i inwencji kolorystycznej. Ale przede wszystkim był intrygującym - w owych czasach w Polsce - wyznaniem wiary w art rock. W tytułowym utworze i melodia, i rytmika, i nawet śpiew ówczesnego wokalisty zdradzały słabość do wczesnego Genesis. Choć tez - w Jeszcze jeden dzień - zespół potrafił zaproponować coś prostszego i nowocześniejszego, miłego dla ucha zwolenników ówczesnych poczynań Marillionu i Vangelisa... Później Collage zaryzykował i spróbował zaadaptować piosenki Johna Lennona do swej ulubionej konwencji, a rezulatatem tego był kompakt Nine Songs Of John Lennon z 1993 roku. A w końcu zdecydował się na ten stylowy popis w blasku księżyca... ROBERT AMIRIAN: Brzmieniowo płyta jest super. Ale jestem z niej zadowolony - jak z większości rzeczy - tak na 30 procent. W pewnej chwili, po dwóch dniach nagrań, nie za bardzo byłem w stanie śpiewać. Miałem chore gardło i sforsowałem je. Zacząłem mieć krew w ustach, były naprawdę mocne momenty. Stąd też nie zawsze śpiewałem z taką werwą, jaką powinienem mieć. Ale na koncercie, gdy uderza adrenalina, wszystkie niedostatki jestem w stanie wynagrodzić... Na poprzedniej płycie Collage'u, tej z piosenkami Lennona, mało jest mnie. Cała płyta jest zaśpiewana cicho, zachowawczo, z taką małą niepewnością - to nie jest to, co lubię najbardziej. Byłem dopiero od tygodnia w Collage i nie wiedziałem, czego zespół ode mnie oczekuje. Chyba tylko "There's A Place" było już jakimś początkiem mojego wchodzenia w grupę. Za to "Moonshine" to już w moim przypadku płyta w pełni świadoma. Już wiedziałem, jak chcę zaśpiewac, sam wszystko wiedziałem - z tym, że po dwóch dniach już nie miałem siły na interpretację... Gdybym mógł, to ze cztery piosenki nagrałbym od nowa. Ta płyta dla Collage'u jest najważniejsza. Od niej zależy wszystko. Dzięki niej zespół może zacząć osiągać to, do czego dąży od początku. MIREK GIL: Uważam, że ta płyta to duży krok do przodu. Gramy inaczej, niż wszystkie zespoły artrockowe i dlatego w Holandii zainteresowano sie nami. Wydaje mi się, ze mamy coś więcej do powiedzenia i wypadamy bardziej świeżo na scenie... Amirian wyskakuje i od razu jest niesamowity kontakt z publicznością. Chciałbym, żebyś to napisał: dla mnie to jest najlepszy wokalista w Polsce. Jest wszechstronny i jeszcze świetnie gra na gitarze akustycznej. Będzie można się o tym przekonać na następnej płycie, którą zrobimy "pod" niego... Krzysiek Palczewski to też facet, który włożył w to mnóstwo roboty. Jest świetnym komputerowcem, bez niego napewno nie byłoby takich brzmień... Nasze kompozycje nie są pomyślane jako długie suity, ale są to jakby pocięte taśmy, fragmenciki... Nawet nie boimy się popowego refrenu w "In Your Eyes". "War Is Over" też jest popowym numerem... Pomysły na repertuar "Moonshine" są z różnych okresów. Utwór tytułowy ma szczególną historię, bo glówny temat wymyśliłem już bardzo dawno, w 84 roku, a wchodząc do studia wlaściwie mieliśmy tylko zarys utworu. Jest tam taka krótka wstawka gitarowa, której nagranie było moim marzeniem od 10 lat. Dla mnie to najlepszy utwór na płycie i być może brzmi najbardziej nowocześnie... Nagrywaliśmy to w dwa miesiace, ale oczywiście nie jestesmy zespołem typu Yes, który wchodzi do studia i dopiero wtedy zaczyna sie bawić w muzykę. Już mieliśmy prawie wszystko przygotowane, zazwyczaj tylko niektóre zagrywki gitarowe powstawały na gorąco... To było w studiach w Heeze, w Holandii, które ostanio były kupione przez Virgin, co o czymś świadczy. A firma SI Music to bodaj największa w Europie firma, skupiająca zespoły artrockowe. Współpracują z nimi IQ, Pendragon... Gitarzysta Camela będzie coś dla nich nagrywał. Na razie firma SI jest zadowolona z wyników sprzedaży naszej płyty. WOJTEK SZADKOWSKI: W trakcie pracy nie zastanawialiśmy sie, czy brzmienie musi być inne niż przedtem i czy to będzie bardziej komercyjne. Natomiast na pewno jest to płyta, ktorej mogę słuchać - w odróżnieniu od poprzednich. Tak jakbym słuchał innego zespołu. I nie wiem, czy to wynika z tego, że płyta nagrana jest w całości po angielsku i to mi daje dystans. Czy może to kwestia brzmienia, rzeczywiscie minimalnie innego i stanowiącego rozwinięcie naszego brzmienia z "Baśni", które uważam za dosyć oryginalne... Brzmienie "Moonshine" jest po prostu bardzo gładkie. Ale to na pewno wynika z ilosci pracy, którą w to włożyliśmy. I na pewno nie sterowaliśmy w stronę czegoś bardzo agresywnego... Gdyby "Basnie" były tak dopieszczone jak ta płyta, pewnie też by tak brzmiały. W trakcie nagrywania były chwile entuzjazmu. I tylko te fragmenty nagrania zostawały na taśmie. Ale poźniej również miałem momenty załamania: słuchałem i mowiłem, tu jest źle, tu mi się nie podoba... Prawdopodobnie był to wynik zmęczenia, jakiegos przeciążenia. Na nagranie tak olbrzymiego materiału, bo to są praktycznie dwie płyty, mieliśmy minimum czasu. Z producenta nie byliśmy za bardzo zadowoleni. Wspaniały specjalista: pokazał nam, że potrafi zmiksować nasz utwór w dwie godziny. Ale zdecydowaliśmy się na miks w Polsce - ze względu na brzmienie. Czuliśmy w Holandii, że tracimy swoje brzmienie. Nie łatwo było wziąć taśmy do Polski. Z nami chcieli rozmawiać tylko o sprawach muzycznych. O reszcie - tylko z menażerem, które to obowiązki pełniła Jola Ganczewska. Dzięki jej niezliczonym faksom, umiejętności dyplomacji i nieustępliwości w negocjacjach, udalo nam sie podpisać korzystny dla nas kontrakt oraz zyskać szacunek ze strony SI Music. W końcu udało jej się przekonać firmę o konieczności miksu w Polsce. Nie powiem, żeby ta płyta podobała mi sie w całosci, wiele rzeczy bym dzis poprawił, ale tez uważam, że "Moonshine" to najlepsze, co do tej pory nagraliśmy. Jeśli chodzi o utwory, wyróżniłbym "Moonshine", "Heroes Cry", "Livin' In The Moonlight". Może też "War Is Over", ale to ze szczególnych wzgledów: po raz pierwszy odważyłem się na skomponowanie utworu bardziej komercyjnego. Natomiast jeśli chodzi o te, które wymienilem wczesniej... "Moonshine" jest bardzo charakterystyczne dla naszego stylu: ma wiele częsci, wiele tam się dzieje. I jest to najbardziej dopracowany na płycie utwór pod względem brzmieniowym. Z kolei "Heroes Cry" miksowany był w potwornym pośpiechu, najkrócej ze wszystkich utworów i - o dziwo - wyszedł nam bardzo dobrze. A był moment, kiedy się załamałem. Nawet Tadek Mieczkowski, który to miksował, stwierdził, że tego utworu nie zrobimy: mamy jeszcze tylko parę godzin, a nic nie idzie... A jednak się udało. Tylko przez nasz upór. Natomiast "Livin' In The Moonlight" lubię za melodię, za elegancję. To również jeden z najlepszych moich tekstów. Płyta miała być po angielsku, bo przecież powstawała dla zagranicznej, holenderskiej wytwórni. Już samo to, że zdecydowalismy sie wysłać demo na Zachod, świadczy, że wiażemy jakieś nadzieje z tamtym rynkiem. Ośmieliła nas popularnosc "Basni" w tamtejszych kręgach progresywnych, dobre recenzje tej płyty w fanzinach. Tak więc mając do dyspozycji Roberta z jego rewelacyjnym angielskim i materiał, który - może nieskromnie - uważaliśmy za lepszy od większości tego typu produkcji na Zachodzie, postanowiliśmy nagrać "Moonshine". I uważamy, że przy odrobinie szczęścia i przy dobrej pomocy ze strony SI Music, możemy wypłynać na szersze wody. Nasza nadzieja została podsycona koncertem promocyjnym w Holandii, który i na ludziach, i na nas wywarł olbrzymie wrażenie. Prawie dwa tysiące osób śpiewało nasze teksty. Taka sytuacja polskim zespołom zdarza się bardzo rzadko.
Rozmawiał: Wiesław Królikowski
|
[Strona główna]
[Biografia]
[Dyskografia]
[Teksty utworów] [Zdjęcia]
[Aktualności!]