Transwizje – księgi snów i widzeń

Księga Popol Vuh, kronika Wyjścia

Popol Vuh. Księga Rady Narodu Quiche
(streszczenie z objaśnieniem kolejnej części kroniki Indian Majów z Gwademali)


KRONIKA ATLANTYDZKA. EXODUS

1. Bogowie Stwórcy zeszli się w ciemnościach na naradę i po długich zastanawianiach "znaleźli i odkryli to, z czego powinno być ciało człowieka". Ulepili pierwszych ludzi z ciasta białej i żółtej kukurydzy [prawdopodobnie jakaś mieszanka genów]. "Pierwszym człowiekiem był Balam-Quitze (zn. Tygrys o Słodkim lub Śmiertelnym Uśmiechu), drugim Balam-Acab (zn. Tygrys Nocy), trzecim Mahucutah (zn. Nieuczesany) i czwartym Iqui-Balam (zn. Tygrys Księżyca, lub Czarny Tygrys)". 
Nie byli zrodzeni z kobiety, ale "skoro mieli ludzki wygląd byli ludźmi; mówili, rozmawiali, widzieli, słyszeli, chodzili, chwytali przedmioty, byli ludźmi dobrymi i pięknymi i ich postać była postacią mężczyzny." Byli obdarzeni wszystkimi cechami bogów, a więc telepatią, jasnowidzeniem, zdolnością przewidywania i rozróżniania, oraz długowiecznością i zdolnością świadomego inkarnowania, co wynika z dalszych relacji. Bardzo szybko poznali całą Ziemię i wszystko, co na niej było i pomimo, że okazywali Bogu wdzięczność za swe stworzenie nie spodobali się - tacy doskonali - Sercu Nieba. 

[Według odkryć Gustawa Junga Czwórca, jako symbol Pełni składa się zawsze z 3 elementów jednakowych i jednego odmiennego od tamtych, dopełniającego trójcę i oznaczającego sferę cienia. Jung dodaje również, że czwarty element z jakichś powodów w naszej kulturze oderwał się od świadomości i popadł w "odstępstwo", nabierając cech szatańskich i wyklętych. Re-integracja osobowości i proces samodoskonalenia polega na wydobyciu tego czwartego elementu z piekła i "zbawieniu go", poprzez afirmację i akceptację cienia. Ważne jest zatem, że było trzech Balamów + jeden "Nieuczesany", czyli odmienny od reszty, szalony, przewrotny, wnoszący rewolucję oraz opozycyjny w stosunku do reszty. Wiedza o takim składzie Czwórcy pozostała np. u Azteków, którzy podczas swych wędrówek wystawiali na czoło kolumny czterech nosicieli bóstw plemiennych, 3 mężczyzn i kobietę. 
Ich imiona zawierają także element księżycowy, nocy, śmierci i czerni, co świadczy, że Balamowie byli samoświetliści pośród nocy nieświadomości, w której zaistnieli.
Księga daje opis doskonałych pra-ludzi, którzy już w pierwszym swoim życiu osiągali oświecenie, a także bardzo skrócona historia poprzednich er, gdy o oświecenie było bardzo łatwo z braku zakłócających sił. Z biegiem czasu wymienieni Czterej Pra-Ojcowie przekształcili się zapewne w najwyższych kapłanów strzegących Przekazu i ich imiona to świadectwo, że na początku potrafili regenerować swoje ciała fizyczne i osiągać znaczną długowieczność, a z biegiem czasu odradzali się nieustannie w sposób świadomy; dali także początek czterem głównym rodom, które wymienia dalej Księga. Mogły to być z biegiem czasu tytuły najwyższych stanowisk w hierarchii religijnej, przynależne potomkom Pra-ojców dziedzicznie. Liczba 4 sugeruje, że każdy z tych wtajemniczonych kapłanów strzegł później sekretu panowania nad jednym z czterech żywiołów; 4 odnosi się także do porządku społecznego, który zainicjowali i podziału społeczeństwa na 4 kasty, co pozostało w zdegenerowanej formie w Indiach do dzisiaj, a co pozwalało funkcjonować starożytnym społeczeństwom przez długi czas z sukcesem i bez większych zakłóceń] 


2. Obawiając się, że ludzie będą tacy sami jak inne stworzone przez Niego wcześniej istoty z wyższego Wymiaru Serce Nieba zdecydował zmienić "naturę swych dzieł, swych stworzeń." "Serce Nieba cisnął im oparem w oczy (...), oczy ich zaćmiły się i mogli widzieć jedynie to, co było blisko". "W taki oto sposób zostały zniszczone mądrość i wszelka wiedza owych czterech ludzi, którzy są źródłem i początkiem."

3. W tym czasie mieli już oni swoje żony, które Bogowie stworzyli im z całą starannością podczas ich snu i spłodzili dzieci, stając się dziadkami i ojcami 9 wielkich rodów Cavec, 9 wielkich rodów Nihaib i 4 wielkich rodów Ahau-Quiche. 

[Zastanawiająca jest tutaj zbieżność z liczbami 9+9+4=22, zawartymi w Wielkich Arkanach Tarota Marsylskiego, oraz ilością liter w alfabecie hebrajskim. Ilość rodów może stanowić szyfr liczbowy co do ilości wzmocnień Przekazu w Czasoprzestrzeni na przestrzeni całych dziejów ludzkości. Chyba nieprzypadkowo w starożytnym Egipcie czczono dwie Enneady bogów, w jednej z nich każdego boga tytułowano Ptahem. Natomiast w hinduizmie przyjmuje i czci się 22 inkarnacje Najwyższego]
 
"Wiele ludzi zostało uczynionych i w ciemnościach rozmnożyli się." "Byli tam wówczas (na wschodzie) w wielkiej ilości ludzie czarni i ludzie biali, ludzie różnych rodzajów, ludzie różnych języków, które wprawiały w podziw, gdy się ich słuchało." 

[Uważam, że wzmianka o kraju na wschodzie sugeruje Atlantydę i dalsze kontynenty, patrząc z punktu widzenia Amerykanów i Atlantydów, którzy wyemigrowali potem do Ameryki, przenosząc tam swój przekaz Wiedzy. Autorzy zapisu, których posądza się o prymitywny światopogląd - wiedzieli zatem, że ludzie z innych kontynentów tworzyli swoje wielkie kultury i kontaktowali się ze sobą, przybywając na Atlantydę ze wschodu, z Europy, Afryki i Azji. Dla porównania Platon w "Kritiasie" zapisał, że na początku bogowie podzielili Ziemię między siebie drogą losowania, budując ośrodki cywilizacyjne w różnych miejscach, Atlantyda była więc jednym z kilku takich miejsc]

Oprócz tych cywilizowanych byli też ludzie dzicy, "których twarzy nie widać; nie mają domów, tylko wędrują po górach małych i dużych, jak szaleni", pogardzano nimi jako dzikusami. 

[Brak twarzy to brak tożsamości plemiennej i kulturowo-religijnej, albo też na odwrót, brak zindywidualizowania i świadomości swojej duchowej istoty, chodzi również o koczowników i prymitywnych łowców]

Na wschodzie [tu zapewne Kronika ma już na myśli tylko Atlantydę] jednak "jeden był język wszystkich" i panowała jedna religia. Modlono się do Serca Nieba, czekając z utęsknieniem na obiecany świt i transformację ciała. Czczono także jutrzenkę, czyli Wenus, jako zwiastunkę wyczekiwanego świtu i realizację obietnicy Boga. 

[Kultura atlantydzka współistniała zatem z istotami ludzkimi na bardzo pierwotnym poziomie rozwoju ewolucji. Istniała w niej rozległa i szczegółowa wiedza astronomiczna, a także nieskażona jeszcze na początku Wiedza o drodze do Boga. To stamtąd i z wtedy pochodzi święty kalendarz Majów oparty o rok wenusjański. Kontaktowano się także z istotami nazywającymi siebie Zwiastunami Świtu. Z wyliczeń rytmu obrotów Wenus daje się obliczyć moment "wzejścia słońca" i wizyty Armii Światła w Czasoprzestrzeni, bo choć wypadnie ona na końcu Czasów, to jednak nie jest wykluczone, że Plan zawarł 9x2 "wejścia" Wysokich Istot (strażników świata) + 4 wizyty Słońca, czyli statku Bogów Stwórców z wyższego wymiaru w różne okresy historyczne na Ziemi]

4. Pierwsi doskonali ludzie żyli nadal, aż znużyli się długim wyczekiwaniem na świt. Postanowili powołać kulty "obrazu, wspomnienia ich Stwórcy i Twórcy", nadając zewnętrzne formy Najwyższej Istocie. "A nazwa miejsca, do którego skierowali się (...) była Tulan-Zuiva (Jaskinia w Tulan), Vucub-Pec (7 Jaskiń), Vucub-Zivan (7 Wąwozów)." 

["Wąwozy" i "jaskinie" można by spróbować odnieść do 3 pierścieni z ziemi plus czwarta wyspa centralna i 3 z wody otaczających stolicę Atlantydy, po środku której stała świątynia Posejdona, bardzo pilnie strzeżona, co opisał Platon w dialogu "Kritias". Także górę Meru w Indiach przedstawiano w postaci siedmiu zawartych w sobie pierścieni, co symbolizuje m.in. rodzaj wibracji Światła, zamieszkującego wybrany obszar Ziemi i dotyczy albo budowy całej stolicy Atlantydy, albo centralnej świątyni Posejdona oraz funkcjonującego w niej Portalu w Czasie. Nazwa podkreśla wyjątkowe znaczenie liczby 7 dla Atlantydów, która ma związek z długością trwania obecnej rasy ludzkości]
 
Balam-Quitze powołał boga Tohila [teraz jest to bóstwo deszczu i piorunów, identyfikowane jednak czasem w Księdze Rady z Quetzalcoatlem-Gucumatzem], ("wyniósł go na plecach w jego skrzyni"), Balam-Acab wydobył boga Avilix [nie zidentyfikowany], Macucutah wyniósł boga Hacavitza [nie zidentyfikowany, pozostało wzgórze jego imienia], a Iqui-Balam - Nicahtacaha (zn. Po środku Równiny, lub W Środku Ziemi)

[Były to materialne artefakty, generujące potężne energie, związane z czterema żywiołami, a także służące do "rozmów z Bogiem" i istotami wyższymi. Ich sposób powstania ma w sobie podobieństwo do powstania Arki Przymierza, której wzór pokazano Mojżeszowi na górze Synaj. Czwarte bóstwo, którego imię nie jest już później w Księdze wspominane mogło być bóstwem centralnym, najpotężniejszym, rządzącym żywiołem Ziemi, które z biegiem czasu zostało opanowane przez Ciemne Siły, co by odpowiadało mocom synów Caquixa "wstrząsania górami" opisanymi wcześniej. Można także wysnuć hipotezę, że odstępcą stał się jeden potomków Czwartego, w Księdze przedstawiony jako Zipacna, który przywłaszczył sobie artefakt. Od tamtej pory musiano zaprzestać systemu inicjowania i wtajemniczania genetycznych dziedziców Czwartego na tej ścieżce mocy, dlatego przedstawia się go potem w Kronice zawsze bez żony i dzieci; być może zatem był każdorazowo obierany spośród najbardziej uzdolnionych]

Lud Quiche przyjął jednego boga, Tohila, dlatego nie rozdzielili się i "zaprawdę wielka była potęga tych trzech". 

[Ta wzmianka sugeruje, że jednak doszło do rozdzielenia Trzech od Czwartego, z powodu odstępstwa tego ostatniego]
 
"Na początku byli Tohil, Avilix i Hacavitz. Wielka była ich chwała, ich siła i ich władza nad bogami wszystkich plemion. Liczne były ich cuda i niezliczone wędrówki i pielgrzymki pośród zimna [czyli w epoce lodowcowej], i serce plemion pełne było lęku." 

[Wynika z opisu, że Jasna Strona, sprzymierzona i zjednoczona ze sobą przeważała w rysującym się dopiero  rozłamie i długo udawało się utrzymać równowagę. Jest to także wzmianka o absolutnej dominacji Atlantydy na świecie w pewnym okresie dziejów. Przenosiny tych najważniejszych artefaktów na inny ląd zostały przez Greków zapamiętane, jako orszak Posejdona wychodzący wprost z morza, co podpowiada, że zamiast przewozić bóstwo statkiem uruchamiano potężną energię do tego rodzaju świętej pielgrzymki-wędrówki, budziło to z pewnością ogromną cześć i lęk w ludziach, którzy na to patrzyli]

Przybyły także w pielgrzymce do Tulan ludy z bardzo daleka, także biedne i dzikie, ale "o nadprzyrodzonej naturze", a wszystko po to, aby otrzymać przekaz o swym bogu. 
"I tam właśnie zostały rozdzielone języki plemion." 

[Istnieli więc także ludzie o niższej genetycznie naturze, niezdolni do pojęcia spraw duchowych. Nasuwa mi się w tym miejscu mit hinduski o Hanumanie, królu małp, który zawiera prawdopodobnie informację o tych "niższych ludziach", być może niezbyt jeszcze udanych tworach genetycznych Atlantydów, lub jakichś hybryd ludzi ze zwierzętami. Orszak Posejdona według wyobrażeń Greków pełen był istot hybrydycznych, na pół-ludzkich, na pół-zwierzęcych. Balamowie, rozsyłając nauczycieli po świecie przyjęli zapewne strategię afirmowania lokalnych wierzeń i charakteru plemion, bez narzucania im własnego języka i Wiedzy, wynika to choćby z analizy tekstów staroegipskich, sumeryjskich i greckich, które brzmią jak przemówienia do dzieci, mają elementy teatralne, obliczone na uruchamianie prawej półkuli mózgu i nieświadomości ludzi. Służyło to temu, aby Przekaz lepiej i głębiej się utrwalił i mógł być przeniesiony poprzez czas do wyczekiwanegfo okresu rozwiązania. W takim razie oprócz kasty kapłanów wykształconych przez nich przez długi czas musiała istnieć najgłębiej ukryta, tajemna kasta Atlantydów, zachowujących długo nawet inny, wyższy rodzaj percepcji i to ich prymitywne narody nazywały "bogami"] 

Ludzie skupieni wokół boga Tohila dysponowali ogniem, który "płonął już, gdy go ujrzeli Balam-Quitze i Balam-Acab", co zrodziło ich dominację nad plemionami, które nie umiały go rozpalać.  

[Ów pra-ogień jest więc pierwotną energią Żródła, a Balamowie posiadali wrodzoną umiejętność jej użytkowania pochodzącą jeszcze z czasów, gdy dysponowano Mocą wywoływaną umysłem, wolą i zanim jeszcze ustanowiono system kapłański przechowujący pradawną Wiedzę]

5. "Nagle zaczęła się wielka ulewa (...) Wielka ilość gradu spadła na głowy wszystkich plemion i ogień zgasł..."
Pierwsi ludzie poprosili Tohila i ten nauczył ludzi sztuki mechanicznego rozpalania ognia, "wiercąc w swym bucie".

[Zaczął się okres zlodowacenia. "Wiercenie w bucie" to rozpalanie ognia za pomocą pocierania patyczków o siebie. Obdarowywano ludzi znajomością techniki w sposób duchowy, tajemnica rozpalania ognia była zbyt cenna, aby nią szafować, zapraszano zatem szamanów plemion do udziału w rytuale, ci składali ofiarę ze swojej krwi i zwierząt, po czym dostępowali uświadamiających wizji, w ten sposób uzyskana tajemnica pozostawała nadal święta i mogła być nadal "sprzedawana" przez Atlantydów następnym niewiedzącym. Grecki mit o Prometeuszu, przynoszącym ludziom ogień zawiera zapewne elementy tamtej historii Atlantydów rozdających Wiedzę jeszcze w sposób chojny i pełen współczucia dla cierpiących nieświadomych ludzi. Znaleziono azteckie figurki schylonego człowieka dźwigającego palenisko, które nazywa się Starym Bogiem, być może chodzi o przedstawienie Tohila]

Były jednak plemiona Vucamag (wrogowie ludu Quiche), które nie otrzymały tej sztuki i zostały odprawione z kwitkiem sprzed oblicza Balamów. Nie potrafiły zrozumieć ich języka, co ich bardzo zasmuciło. 

[Ta wzmianka sugeruje, że zaistniały już wtedy pierwsze wyraźne oznaki rozłamu wartości. Zrodziły się rasy wprowadzane przez odstępczych potomków Czwartego. Ich percepcja i biologia różniły się czymś ważnym od dotychczasowych ludzi, to odpowiada historii Abla i Kaina z Biblii, lub/także historii zrodzenia się gigantów przez kobiety współżyjące z Nefilim. Niektóre modlitwy i rytuały oparte o zmienione tradycje nie uruchamiały już mocy artefaktów bóstw, zaczęły się pojawiać zafałszowane formy wierzeń, co uświadomiło prawomyślnym Atlantydom rozmiar postępującej degradacji świadomości]


6. Wtedy pojawił się przed Pierwszymi Ludźmi wysłannik Xibalba o skrzydłach nietoperza. 

[Nastąpiło w ten sposób wejście na arenę dziejów Ziemi gadzich istot. Zło, kumulujące się powoli na planecie przyciągnęło kontrolerów ciemności, zainteresowanych wzięciem udziału w toczącej się Grze. Wówczas i w ten sposób rozpoczął się ich najazd na planetę. Swoją drogą zastanawiające jest częste przedstawianie tych istot z błoniastymi skrzydłami np. w opowiadaniach Lovecrafta, u Żuławskiego w "trylogii księżycowej", u Borrougsa w "Zaginionym Świecie", czy w obrazach złych smoków. Ja również miałam wizję takiej istoty, przypominającej czarnego smoka o krokodylim pysku, wielkich, migdałowych, czarnych oczach i skrzydłach nietoperza]
 
Podał się za zwiastuna wieści od Serca Nieba i polecił im w imieniu Tohila, aby w zamian za tajemnicę rozpalania ognia pobierali zapłatę, czyli ofiary. 

[Do kontaktu doszło podczas rytuału poświęconego bogu Tohilowi; bóstwo zadziałało na zasadzie urządzenia transponującego różne rodzaje energii z wyższego wymiaru, dlatego funkcjonowało niezależnie od tego, kto nim dysponował, np. mogło materializować astralne sobowtóry lub pomagać zagęścić ciała wyższych istot do tego stopnia, że stawały się widoczne dla ludzi podczas kontaktów. Atlantydzi byli jeszcze zbyt świadomi duchowo, aby ich zwodzić, dlatego gadzie istoty przedstawiły im swoją wolę w formie kontraktu handlowego, a Jasna Strona, zmuszona do zgody na niego mogła potajemnie strzec realizacji Planu Przetrwania w Czasie] 

7. Plemiona zaatakowane przez zmiany klimatyczne znów licznie przybyły na miejsce, gdzie przebywali w spokoju Balamowie. 

[Atlantyda w tych czasach była najmniej dotknięta zlodowaceniem]

Ci spytali Tohila, czego chce w zamian, czy może pieniędzy? ale ten, zamiast materialnych korzyści zażyczył sobie, aby mu "ofiarować swą pierś i swój bok". 

[Chodzi o wyrywanie serca i wątroby, składanej w ofierze gadzim bogom. Jest to zbieżne z wydziobywaną i odrastającą wiecznie "wątrobą" Prometeusza przykutego do skały Kaukazu, czyli na terenach poza-atlantydzkich, symbol odpowiedzialnego i oświeconego władcy-kapłana z Atlantydy, który został "ukrzyżowany", ubezwłasnowolniony jakimś odgórnym dekretem i odtąd musiał albo spełniać obowiązki poborcy nienawistnych mu ofiar za coś, co pragnąłby oddać darmo albo sam dobrowolnie stać się ofiarą]

Miało to służyć temu, aby Tohil "ścisnął je w swych rękach". 

[Zaczęły się wtedy rpzwijać demoniczne i ciemne kulty, ze składaniem krwawych ofiar z ludzi, świadomie podsycane przez odstępczych Atlantydów. Służyło to utrzymaniu reszty kontynentów w strachu i uległości i tym samym zabezpieczeniu się przed inwazją i zalewem barbarzyństwa. Zależało im na utrzymaniu wygodnej roli "bogów". Intencją Tohila mogło być doprowadzenie do koncentracji negatywnej energii i uruchomieniu jakichś sił astralnych, które mogłyby pojawić się w efekcie i przywrócić utraconą równowagę. Być może to z tych czasów pochodzą mityczne opowieści Greków np. o Posejdonie, który założył m. in. Troję, a potem wszczął wojnę z powodu nieuiszczania umówionej wcześniej ofiary przez króla Troi, było nią oddanie córki na pożarcie wypełzającemu z morza smokowi, albo o Polifemie, jednookim synu Posejdona, przedstawiającym tak naprawdę kapłana atlantydzkiego, sprawującego pieczę nad jakimś potężnym artefaktem, któremu składano ofiary z ludzi]
 
Miało to nastąpić "powoli, po trochu". 

[Proces został obliczony na wiele lat i był to trwały plan strategiczny z jednej strony gadzich istot i odłamu Atlantydów, który zdecydował się na współpracę z nimi oraz tych z potomków Balamów, którzy zmuszeni zostali do walki z przeważającymi ciemnymi siłami]
 
Plemiona zgodziły się i "otrzymały ogień". "Nie robiono tego jednak aż do chwili, gdy Tohil przepowiedział objęcie władzy i panowania" przez Balamów. 

[Balamowie nie posiadali pełni władzy, a jedynie autorytet duchowy wśród Atlantydów, kasta władców, rządzących Atlantydą była już oddzielona i z biegiem czasu "odszczepiła się", narzucając społeczeństwu podstępem i przemocą fałszywy obraz sytuacji i fałszywe cele. Dopiero, gdy zatroskani o ludzkość Balamowie dzięki nawiązaniu kontaktu z przyszłością dowiedzieli się o ostatecznym zwycięstwie światła, zainicjowano budowę ośrodków władzy i piramid na innych kontynentach, aby - gdy nadejdzie wyznaczony czas - odegrały one swoją rolę w historii świata. Prawdopodobne, że zaczęto przygotowywać sobie drogę ucieczki z zagrożonej Atlantydy, budując wielkie miasta-przedstawicielstwa ich cywilizacji na innych kontynentach, w Indiach, Egipcie, Grecji i Ameryce Południowej]

Jedno plemię z rodu Zotzil (Nietoperza), czczące Chamalcana [obecnie jest to nazwa dużego węża] o postaci nietoperza skradło jednak ogień, przechodząc przez dym. Nie chcieli się ukorzyć przed Tohilem i oddać swych serc na ofiarę.

[Artefakty, będące w istocie swoistymi urządzeniami technicznymi były ukrywane w chmurze dymu, mgły, lub jakiejś energii i otoczone zabobonnym lękiem u prostych dzikusów. Mgła jest również symbolem zasłony iluzji, oddzielającej od siebie czwarty i trzeci wymiar. "Dym" może być tożsamy z "obłokiem" otaczającym Arkę i Namiot Przymierza. Bóstwo i moce, którymi dysponowało owo plemię przełamało energetyczną zasłonę, okazało się silniejsze, lub nie mniej skuteczne w swej straszliwości. Ludzie ci weszli we współpracę z nietoperzymi istotami, które ich chroniły. Byli to przeciwnicy Balamów w Grze, reprezentanci antychrysta dążącego do przejęcia władzy na Ziemi. Ofiara była konieczna do pozostania po stronie chrystusowej i dążenia drogą skierowaną do Boga]

8. Tulan-Zuiva było świętym miejscem, gdzie Balamowie odprawiali posty, upuszczali sobie krew z miękkich części ciała i modlili się, "oczekując nadejścia jutrzenki i wypatrując wschodu słońca". Zmieniali się po kolei w czuwaniu, aby "ujrzeć wielką gwiazdę zwaną Icoquih [zn. Tą, Która Dźwiga Słońce, tj. Wenus, ale być może chodzi o rozbłyśnięcie drugiego słońca w odległości analogicznej do Wenus], która wznosi się pierwsza przed słońcem, gdy rodzi się słońce, lśniącą Icoquih, która zawsze była przed nimi tam na wschodzie, gdy znajdowali się tam, w miejscu zwanym Tulan-Zuiva, skąd przybył ich bóg. 

[W stolicy Atlantydy, w jej najświętszym miejscu kontaktowano się z istotami spoza Czasu, które osiągnęły już cel, świetliste ciało i kierowano się w decyzjach państwa ich radami. Wg Platona w stolicy Atlantydy znajdowało się miejsce, otoczone największą czcią, "w którym na początku zostało poczęte i wydane na światło dzienne pokolenie dziesięciu synów królewskich" przez Posejdona, boskiego założyciela tej cywilizacji]

"To tam na Wschodzie podbili wszystkie plemiona na Ziemi, ofiarowując ich krew, ciało, serca i boki ludzi - Tohilowi" "i zdobyli swoją władzę; wielka była ich mądrość w ciemnościach i w nocy." "Następnie przybyli tu [tj. do Ameryki], wyrwali się stamtąd i opuścili wschód." "I płakali w swych pieśniach z powodu opuszczenia Tulan". 

[Balamom udało się koncentrować energię chrystusowego rodzaju, dzięki propagowaniu religijnej wiary w nadejście świtu]

Zwątpili, że obecna rasa ludzi doczeka świtu, "ale pozostawili w drodze nieco ludzi, aby czuwali." 

[Walkę o władzę zdawała się wygrywać Ciemna Strona i trzeba było zejść do "podziemia" z pradawną Wiedzą. Ci, co odeszli z odstępczej już teraz Atlantydy przekazywali wtajemniczenie na różnych terenach sąsiednich, a być może także obsiewali swoich ludzi w różnych liniach Czasu, aby Przekaz mógł przetrwać najgorszy okres]

"Nie jest jednak całkiem jasne, jakie było ich przejście przez morze; jakby nie było morza, przeszli na tę stronę; po kamieniach przeszli, po kamieniach okrągłych, leżących na piasku. (...) wędrowali pośród morza, pośród rozstępujących się przed nimi wód". Zabrali ze sobą bogów Tohila, Avilixa i Hacavitza.

[Podobieństwo do przejścia Żydów przez Morze Czerwone jest uderzające. Narody wybrane wyruszyły w zorganizowany sposób w świat, aby przygotować się no nowej rundy Gry w przyszłości. Musiał być to efekt zastosowania jakiejś potężnej energii podczas exodusu z Atlantydy. Jan Parandowski w swojej "Mitologii" napisał: "Nad morzem panuje wszechwładna wola Posejdona... Gdy wiatry nieopatrznie wzburzą fale, zjawia się... i jednym spojrzeniem ciemnych oczu uśmierza bałwany, a burze niesforne precz rozpędza. Trójzębem dźwiga okręty uwięzione wśród skał lub osiadłe na mieliznach, a rozbitkom posyła wartkie prądy, które ich niosą do bezpiecznych brzegów. Przed jego gniewem drży ziemia, morze i człowiek rzucony w lichej łupinie na wodne obszary..." - Grecy kultywowali daleką pamięć o Atlantydach rządzących żywiołami morza i ziemi. "Trójząb" zaś to obraz przyrządu przekazującego energię, którym się przy tym posługiwali. Mojżesz zsyłający plagi na Egipcjan, a tak naprawdę odstępczych Atlantydów, którzy zdołali przejąć władzę nad Egiptem posługiwał się również magiczną laską, którą otrzymał od Boga podczas spotkania na pustyni, podobne, choć słabsze w swojej mocy laski mieli kapłani faraona, toczący pojedynek na energie z Mojżeszem i Aaronem. Taką laską sprawił także, że wytrysnęło źródło na pustyni i rozstąpiły się wody Morza. Może były to swoiste "anteny-przekaźniki", zestrojone z energią skumulowaną wokół ukrytego w jakimś miejscu artefaktu]

9. Zwołali potem wielką naradę ludu Quiche i plemion na szczycie góry Chi-Pixab (zn. W Rozkazie), gdzie odprawili wielki post w intencji przetrwania trzech ludów, zogniskowanych wokół idei oczekiwania na narodziny słońca i gwiazdy, która je poprzedzi. Wtedy przemówili do nich ich bogowie i nakazali im, aby ze względu na brak wyznawców i postępującą duchową ciemnotę ludzi, którzy zaczęli się mnożyć ukryto ich "w jakimś pewnym miejscu", aż do nadejścia świtu, który jest już blisko. 

[Świt odbywa się zatem cyklicznie i wielokrotnie, choć bardzo rzadko i ma związek z położeniem Ziemi w kosmosie]

Posłusznie "zanieśli Avilixa do wąwozu zwanego Euabal-Zivan (zn. Wąwóz Kryjówki) (...), do wielkiego leśnego wąwozu, który obecnie nazywa się Pavilix i tam go zostawili."  
Boga Hacavitza "pozostawili w ten sposób na wielkiej czerwonej piramidzie, na górze, która zwie się Hacavitz." "nie przebywał w lesie, lecz na wykarczowanym wzgórzu został ukryty..." "Tam założone zostało jego miasto..." [podobno jest to jedno ze wzgórz na płn. od Rabinal, 5 km od rzeki Chixoy]
Tohila ukryto w wielkim lesie, na wzgórzu Patohil, "w wąwozie, w jego schronieniu. Wielka ilość zaskrońców, jaguarów, żmij i jadowitych węży była w lesie, gdzie ukryty został przez kapłanów i ofiarników"
Istnieli również inni bogowie, którzy byli czczeni przez plemiona Tamub i Ilocab, mieli swoje miejsca ukrycia w Amac-Tan i Uquincat, "niedaleko gór" i na tych miejscach "świt zastał te plemiona".  

10. Po ukryciu tych artefaktów Balamowie, wraz z kapłanami i przedstawicielami plemion zebrali się na wzgórzu Hacavitz. Wszyscy "Nie spali, stali i wielka była tęsknota ich serc i trzewi za jutrzenką i świtem. Tam również odczuli bojaźń, ogarnął ich wielki smutek, wielka udręka i zostali przygnieceni bólem." 

[Niedawno miała miejsce zagłada Atlantydy, co wstrząsnęło sąsiednimi kontynentami i klimatem na Ziemi, było wiele zaburzeń w przyrodzie, typu ciemność, deszcze, huragany, wstrząsy podziemne]

"Spokojne w porównaniu z nimi były serca" Balamów. Nie tęsknili za bogami, ukrytymi w dżungli. "Znajdowali się w lesie, który dziś zowie się Zaquiribal Pa-Tohil, P`Avilix, Pa-Hacavitz (zn. Świt w Górach Tohila, Avilixa i Hacavitza). I wówczas wzeszła i zabłysła jutrzenka nad głowami naszych dziadków i naszych ojców."
Uwolniono trzech ofiarników, którzy spalili 3 święte kadzidła przywiezione jeszcze z Atlantydy, tańcząc z twarzami odwróconymi ku wschodowi. 
"Zanim wzeszło słońce wilgotna i błotnista była powierzchnia ziemi, ale słońce wstało i wzniosło się jak człowiek. I nie można było wytrzymać jego ciepła. Pojawiło się dopiero, gdy się narodziło i pozostało nieruchome jak zwierciadło. Nie było z pewnością tym samym słońcem, które my widzimy...".
  
[Kronika opisuje efekt powodzi po zatopieniu Atlantydy. A także efekty uboczne towarzyszące porze świtu. Rozbłyśnięcie Słońca powoduje podniesienie temperatury na Ziemi. Brzmi to także jak opis wielkiego pojazdu, rozsiewającego wokół wielki blask i ciepło, poruszającego się świadomie, czyli pod kontrolą jakiejś istoty i potrafiącego zawisnąć nieruchomo w powietrzu]
 
"Natychmiast przemienili się w kamień Tohil, Avilix i Hacavitz"
, a wraz z nimi istoty boskie i dzikie zwierzęta zagrażające ludziom. "I nie było tam wiele ludzi; było zaledwie trochę tych, którzy znajdowali się na górze Hacavitz".  

[Wynika z tego, że kontaktu mogli dostąpić tylko wybrani. Także na górę Synaj mógł wstąpić jedynie Mojżesz]
 
"Ale tutaj właśnie rozmnożyli się, na górze, i to było ich miasto; tu znajdowali się ponadto, gdy ukazało się słońce, księżyc i gwiazdy".
Tańcząc ku chwale słońca wyśpiewywali jednak swój ból i tęsknotę za "starszymi i młodszymi braćmi", którzy pozostali w kraju nazywanym Meksyk. 
"Była także pewna ilość ludzi, którzy pozostali tam na wschodzie, zwani Tepeu Oliman [przypuszczalnie Olmekowie]...".

[Przekaz najwyraźniej został rozczłonkowany w celu zwiększenia szans na jego przetrwanie w Czasie i utracono kontakt z wieloma ważnymi ośrodkami mocy i Wiedzy. Starsi i młodsi bracia oznaczają tych, którzy weszli w przeszłość i tych, którzy udali się w przyszłość Ziemi, a ci co pozostali na wschodzie - udali się w okres duchowej i cywilizacyjnej świetności Atlantydy istniejącej w wyższym wymiarze. Być może po to, aby pełnić funkcje koordynacji Planu w kontaktach z przybywającymi tam ludźmi i istotami z różnych czasów i przestrzeni, w pewnym sensie bowiem Tulan istnieje nadal, tyle że w swojej linii Czasu i ma pełną moc oddziaływania na teraźniejszość Ziemi]

11. Balamowie "poszli zobaczyć ich [tj. bóstwa Tohila, Avilixa i Hacawitza] i powitać, a także podziękować za pojawienie się jutrzenki. Znajdowali się oni w gąszczu pośród kamieni, tam w lesie." 
Po złożeniu ofiar przez kapłanów i ofiarników "tylko dzięki sztuce magii przemówili". "Mieli wygląd chłopców, gdy ujrzeli ich, przybywszy złożyć im ofiary". 
"A oni przemówili wówczas i rzekli: Zaprawdę tu będą nasze góry i nasze doliny. My należymy do was; wielka będzie nasza chwała i nasze potomstwo za sprawą wszystkich ludzi. Wasze są wszystkie plemiona i my, wasi towarzysze. Dbajcie o wasze miasto, a my damy wam swoją naukę."
 

[Przybysze ukazali się, byli nadzy, niewielkiego wzrostu, o dziecięco-niewinnej aurze. Prawdopodobnie były to istoty pracujące nad stworzeniem hybryd, nowej rasy ludzi dążących do zaistnienia w świetlistych ciałach. Przekazano ludziom wiedzę o przebiegu wydarzeń w przyszłości i zawarto z nimi układ. Istoty miały zacząć cykl inkarnowania na naszej planecie, aby rozwiązać problem odstępstwa i zrównoważyć na niej energię. Przypomina to również poprzedni kontrakt z Balamami, reprezentującymi całą ludzkość, którzy podjęli krwawą grę z Panami Xibalba. Traktuje o tym opowieść o "dwóch młodzieńcach" z poprzedniej części Księgi]

Bogowie zmienili obrządek i zażyczyli sobie ofiar "z synów trawy i synów pola, samic jeleni i samic ptaków". Ustanowili także kult jelenia, jako zastępczego obrazu ich mocy, mieli się ukazywać ludziom pod skórą jelenia podczas rytuałów religijnych. 

[Jeleń jest symbolem łagodnej istoty oświeconej, jego rogi symbolizują Drzewo Życia. Warto tu wspomnieć o tym, że w micie greckim o Aristajosie, nauczycielu ludzi, pojawiającym się i znikającym w Czasie, w przerwach pomiędzy wcieleniami/materializacjami jego dusza ukazywała się pod postacią jelenia, aby wreszcie zamienić się w znak Wodnika na niebie. W chrześcijaństwie katolickim istnieje kult Jelenia-Chrystusa, który ukazał się św. Hubertowi w lesie, ucząc go szacunku dla wszelkiego życia i istot innych od człowieka. O ówczesnym głębokim konflikcie wewnątrz religii świadczy także treść XV karty tarota "Diabeł", na której szatan nosi czapkę z rogami jelenia, co oznacza podszywanie się pod formę ofiarnika]

Pojony krwią składanych im w ofierze ptaków i zwierząt "natychmiast przemawiał kamień". Stworzono także wizerunki bogów ustawione na szczytach wzgórz i przed nimi palono kadzidła, co przynosiło podobny skutek.
Kapłani stali się grupą wędrowców, pozostawiających swoje rodziny i żony w samotności, podczas dnia wędrowali po górach, odżywiając się larwami owadów. 
"I nie były również znane drogi do ich domów ani nie wiedziano, gdzie pozostały ich żony."
 

[I tak ukryto wiedzę i moce starożytnej Atlantydy w Ameryce]...

copyright (c) by Ewa Seydlitz, 2002-05

<<wstecz

Popol Vuh cd.>>

do góry


1