ZMODYFIKOWANY FRACHTOWIEC GALLOFREE YARDS

Rebelia używała najrozmaitszych jednostek transportowych, gdyż żadna armia nie może prowadzić walki bez zaopatrzenia choćby w paliwo i amunicję, o innych artykułach nie wspominając. Częstokroć były to jednostki stare, kupowane na wyprzedaży lub po innych okazyjnych cenach. Nie zawsze były to jednostki firmowo przeznaczone do przewozu towarów, nader popularne były wycofane ze służby liniowce pasażerskie, naturalnie przerobione przez rebelianckich mechaników, ponieważ jednorazowo mogły zabrać duże ładunki. Najpopularniejsze i najczęściej spotykane wśród tej zbieraniny były frachtowce budowane w Gallofree Yards, a to dlatego, że gdy stocznia splajtowała, agentom Sojuszu udało się kupić za pół darmo wszystkie niedokończone statki.
Miały one ładowność 19 tys. ton, co przy długości ledwie 90 m dawało fenomenalną pojemność. Poza tym miały konstrukcję wybirnie sprzyjającą szybkiemu załadunkowi i rozładunkowi - zewnętrzny kadłub był otwarty i przystosowany do przewozu modułów towarowych. Po załadowaniu uruchamiano pole magnetyczne, utrzymyjące ładunek wewnątrz, a próżnię na zewnątrz. Moduły, zwane też kontenerami, miały rozmaite kształty i kolory, najczęściej dla uproszczenia przypisane określonym towarom: inne dla amunicji, części zapasowych, lekarstw, broni i tym podobne. Kilka z nich zostało przerobionych na tankowce towarzyszące myśliwcom w dalekich operacjach. Można teżbyło wykorzystać je do przewozu wojsk lub pasażerów, umieszczając je w specjalnych kontenerach, wyposażonych w systemy podtrzymujące życie. Generalnie, jeśli była mowa o rebelianckich transportowcach, miano na myśli te właśnie statki.
Załoga liczyła 7 osób (w tym jeden strzelec) i zajmowała stosunkowo niewielką nadbudówkę, umieszczoną na gornej powierzchni kadłuba, podobnie jak generatory pól. Statek wyposażony był w hipernapęd, silniki grawitacyjne i jonowe oraz wsporniki do lądowania na powierzchni planety - umiejscowione były, podobnie jak rampa załadunkowa, w spodniej części kadłuba.
Najczęściej uzbrojenie stanowiły 4 podwójne działa laserowe, ale zdarzało się, że zdejmowano z nich uzbrojenie, jeśli było potrzebne akurat dla uszkodzonego okrętu wojennego. Zasadą było, że transportowce unikały walki i w ogóle spotkań z innymi statkami podczas podróży, w czym pomocne były dokładne szerokopasmowe sensory oraz systemy zakłócające pracę tego typu urządzeń na innych jednostkach. Najbezpieczniejsze dla nich były przeloty w konwojach pod osłoną myśliwców. Najpoważniejszy mankament statków tego typu to skłonność do awarii, tak że mechanicy Sojuszu zawsze mieli przy nich pełne ręce roboty.
Transportowce te zyskały sławę podczas Bitwy o Hoth, gdy z ich pomocą udało się ewakuować całą załogę i najważniejsze wyposażenie Bazy Echo. O odwadze załog najlepiej świadczy fakt, że przebijały się przez imperialną blokadę mając po dwa myśliwce eskorty na statek i osłonę w postaci kilku strzałów z planetarnych dział jonowych.
