TREŚĆ
Wracający z Krymu poseł księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, Jan Skrzetuski,
ratuje życie pułkownikowi kozackiemu, Bohdanowi Chmielnickiemu.
Gdy opowiada o
tym wydarzeniu w karczmie w pobliskim Czehrynie, atakuje go podstarosta
Czapliński, zawzięty wróg Chmielnickiego. Skrzetuski łatwo sobie radzi z
kłótliwym szlachcicem - "młody namiestnik chwycił jedną ręką Czaplińskiego za
kark, drugą za hajdawery poniżej krzyża, podniósł w górę rzucającego się jak
cyga (…) doszedł do drzwi, uderzył w nie Czaplińskim, roztworzył i wyrzucił
podstarościego na ulicę". Ten pokaz siły zaimponował zebranej w karczmie
szlachcie. Skrzetuski zyskał dwóch wiernych, jak się później okazało, przyjaciół
- Jana Onufrego Zagłobę i Longinusa Podbipiętę. Razem wyruszyli do Łubniów,
kwatery księcia Jeremiego.
W
drodze orszak Skrzetuskiego napotyka rozbitą kolaskę. Ratując z opresji dwie
kobiety - kniahinię Kurcewiczową i jej osiemnastoletnią bratanicę, Helenę.
Skrzetuski zakochuje się "od pierwszego wejrzenia" w pięknej Kurcewiczównie. Gdy
docierają do Rozłogów, posiadłości Kurcewiczów, Skrzetuski wyznaje miłość
Helenie i otrzymuje od niej zapewnienie o wzajemności. Ale Helena została już
obiecana komu innemu - szaleńczo w niej zakochanemu kozackiemu podpułkownikowi -
Jurko Bohunowi, który, ku uciesze kniahini, zgodził się na ślub, rezygnując z
prawa do Rozłogów, prawnie należących do Heleny. Skrzetuski straszy kniahinię,
że opowie księciu Jeremiemu o niegodziwościach, jakie mają miejsce w Rozłogach i
o krzywdzie, jaką chce ona wyrządzić swej krewniaczce. Po takim postawieniu
sprawy jego oświadczyny zostają oczywiście przyjęte.
Zakochany Skrzetuski wyrusza do księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, który wysyła
go z kolejną misją, tym razem na Sicz, gdzie ma zorientować się w nastrojach
kozactwa. Po drodze dowiaduje się o planowanym przez Chmielnickiego powstaniu i
wysyła swego pachołka, sprytnego i przebiegłego Rzędziana, z listem i prośbą do
kniahini, aby ta, wraz z całą rodziną udała się do Łubniów. W czasie gdy
Rzędzian podąża do kniahini, oddział Skrzetuskiego zostaje rozbity, a on sam
dostaje się do niewoli. Z rąk Tuhaj-beja, wodza Tatarów, którzy przyszli z
pomocą Kozakom, wykupuje go, rozpoznając w nim swego niedawnego wybawcę, sam
przywódca powstania, Bohdan Chmielnicki. Chory Skrzetuski obserwuje w niewoli
bitwę pod Żółtymi Wodami. Uwolniony, z listem żelaznym - buławą pułkownikowską,
wręczoną mu przez Chmielnickiego, udaje się do Rozłogów. Ku swemu przerażeniu
zastaje tam tylko zgliszcza. Okazuje się bowiem, iż wysłany z listem Rzędzian
dostał się w ręce Bohuna, który, dowiedziawszy się z przechwyconego listu o
złamaniu przez kniahinię danego mu słowa, wyruszył do Rozłogów. Okrutnie zemścił
się na Kurcewiczach - ginie kniahini i jej synowie. Helenie udaje się uciec
dzięki Zagłobie, który wcześniej przyłączył się do oddziału Bohuna. Po licznych
perypetiach, po zmyleniu pościgu, udaje się tej dwójce dotrzeć do Baru, "zamku
potężnego i żadnej się inwazjej nie bojącego".
Skrzetuski,
wydelegowany przez księcia Wiśniowieckiego do walki z buntującymi się Kozakami,
dowiaduje się o tym pod Zasławiem. Gdy chce wyruszyć po ukochaną, dociera wieść:
"Bar wzięty".
W zdobytym
zamku odnajduje Helenę Bohun. Zobaczywszy go, piękna Kurcewiczówna próbuje
popełnić samobójstwo. Ciężko ranną odwozi Bohun do Czarciego Jaru, do
zaprzyjaźnionej z nim czarownicy i wróżbitki, "ogromnej dziewki wróżącej z koła
młyńskiego" - Horpyny. Helena zostaje pod strażą i opieką Horpyny i jej
szpetnego brata Czeremisa. Tymczasem Bohun wyrusza na wojnę.
Skrzetuski
dzieli swój oddział na cztery mniejsze i każdy wyrusza w innym kierunku.
Zagłoba, dowódca jednego z oddziałów, przyjmuje zaproszenie na wesele, na którym
to znakomicie się bawi. Opowiada swoje historie i pije, dużo pije.
Koniec tej
zabawy jest dużo mniej przyjemny - Zagłoba budzi się związany "w kij" do własnej
szabli, a przyglądający się mu Bohun każe wrzucić go do chlewa. Zagłobie udaje
się jednak oswobodzić i szukając ratunku ucieka na strych. Na niewiele by się
zdała ta kryjówka, gdyby nie atak Wołodyjowskiego na oddział Bohuna. Bohun
ucieka, lecz wkrótce spotyka się niespodziewanie z Zagłobą i Wołodyjowskim. W
pojedynku z Małym Rycerzem zostaje ciężko ranny.
Rzędzian,
który opiekując się rannym Bohunem, zyskał jego zaufanie, podstępem dowiaduje
się o miejscu pobytu Heleny, kradnie bohunowy piernacz i wyrusza zawiadomić o
swym odkryciu Skrzetuskiego. Po drodze spotyka Wołodyjowskiego, Zagłobę i
Podbipiętę i od nich dowiaduje się, że jego pan "pojechał do Kijowa panny
szukać". Rzędzian, Wołodyjowski i Zagłoba udają się do Czarciego Jaru i - po
zabiciu Horpyny i Czeremisa - uwalniają Helenę. W drodze powrotnej napada na
nich sprzymierzony z Kozakami oddział Tatarów. Rzędzian ucieka z Heleną, a
Zagłoba z Wołodyjowskim próbują powstrzymać napastników. Z pomocą przychodzą im
oddziały polskie, z którymi rycerze wracają do Zbaraża.
W trakcie
oblężenia czterej rycerze dokonują wielu bohaterskich czynów - Podbipięcie,
który ginie przy próbie przedostania się do króla, udaje się wcześniej dopełnić
ślubowania i ścina za jednym zamachem trzy pogańskie głowy. Jako następny
wyrusza Skrzetuski. Kiedy wyczerpany dociera do króla Jana Kazimierza, ten
postanawia wyruszyć z odsieczą.
Kiedy, po
kilku dniach, Skrzetuski odzyskuje przytomność, dowiaduje się od Rzędziana, że
panna Helena Kurcewiczówna żyje i przebywa w zamku. W końcu młodzi spotykają
się.
Do Toporowa
przybywają Wołodyjowski i Zagłoba, gdzie zostają ogłoszone zaręczyny Heleny i
Skrzetuskiego.
Skrzetuski
dostaje "w prezencie" pojmanego Bohuna, którego uwalnia.
Bohun odjeżdża
w step.
PIERWOWZORY HISTORYCZNE BOHATERÓW "OGNIEM I
MIECZEM"
Główni
bohaterowie "Ogniem i mieczem" to w większości postacie, których
pierwowzory odnajdziemy w siedemnastowiecznych dokumentach. Ich charaktery
różnią się od tych, jakie im przypisała wyobraźnia Henryka Sienkiewicza.
Mikołaj
Skrzetuski (ok. 1610 - 1673 roku) pochodził z ubogiej, wielkopolskiej szlachty.
Na Ukrainę wyruszył po sławę, zaszczyty i pieniądze. Skrzetuski wydostał się z
oblężonego Zbaraża i dostarczył królowi Janowi Kazimierzowi informacji, które
zadecydowały o kontynuacji marszu wojsk króla. Za czyn ten zostało mu obiecane
starostwo, lecz obietnicy nigdy nie spełniono. Po bitwie zbaraskiej na pewno
jest już oficerem, choć możliwe, że był nim i wcześniej. Walczył pod
Beresteczkiem, a potem w dziesiątkach kampanii, służąc w wojskach czterech
monarchów - od Zygmunta III po Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Był z
Czarnieckim w Danii, bronił Wielkiego Księstwa przed Rosjanami. Na przełomie lat
60. i 70. walczy pod Sobieskim na Ukrainie, gdzie być może spotyka stolnika
przemyskiego Jerzego Wołodyjowskiego. Te przewagi wojenne przeplatają się z
burdami, awanturami i gwałtami. Cztery razy był pan Skrzetuski sądzony i za
każdym razem skazywano go na infamię. Umiera w 1673 roku i zgodnie z ostatnią
wolą zostaje pochowany w Poznaniu.
Iwan
Teodorowicz Bohun (ok. 1615 - 1664 roku) był synem drobnego szlachcica,
dzierżawcy wsi Bubnowa. W dokumentach pojawia się w 1649 jako zwykły kozak pułku
czehryńskiego, a w 1651 roku jest już pułkownikiem bracławskim. Był to jeden z
najdzielniejszych i najkonsekwentniejszych wodzów kozackich. Tak jak nie chciał
podporządkować się Polakom, tak i nie chciał zależności od Rosji. W 1661 roku
walczył w szeregach polskich. Za niesubordynację został osadzony w Malborku. W
trakcie wyprawy przeciwko stronnikowi Rosji, Brzuchowieckiemu, zostaje oskarżony
o zdradę i sabotaż po czym rozstrzelany. Długo jeszcze po jego śmierci lud
ukraiński zręczne manewry wojskowe nazywał "bohunowskimi figlami".
Jan Onufry
Zagłoba to, niestety, postać całkowicie fikcyjna. W dokumentach z epoki możemy
znaleźć jedynie jego herb - Wczele.
Podobnie
przedstawia się sprawa z Heleną. Owszem, ród Kurcewiczów był znany, jednak nic
nie wiadomo o tym konkretnym rodzie z Rozłogów. Pierwowzoru pięknej Heleny,
podobnie jak i pierwowzoru Zagłoby, należy szukać wśród współczesnych
Sienkiewiczowi.
WYBÓR WĄTKÓW
"Ogniem i
mieczem" wzbudzało kontrowersje już od momentu wydania. Bolesław Prus,
doceniając walory czytelnicze powieści, zarzucał Sienkiewiczowi zbyt lekkie
traktowanie historii. Temperatura dyskusji wokół "Trylogii" nie osłabła do dnia
dzisiejszego. Z jednej strony Jerzy Giedroyć stwierdza, że: w obecnej sytuacji
geopolitycznej kręcenie "Ogniem i mieczem" jest niezmiernie szkodliwe, z
drugiej strony ktoś oburza się na Hoffmana za wybór wątków (chodzi o rezygnację
z przedstawienia w filmie bitwy pod Beresteczkiem) zarzuca reżyserowi uleganie
modzie na polityczną poprawność i kieruje list do marszałka Senatu z prośbą o
interwencję.
Jerzy Hoffman
przypomina: Ja nie filmuję podręcznika historii, ale Sienkiewicza i prosi o
cierpliwość oraz o wstrzymanie się z dyskusjami, choćby do momentu zobaczenia
filmu. Zarzuty o antyukraińskości filmu powinien rozwiać choćby rzut oka na
obsadę - Chmielnickiego gra Bohdan Stupka, jeden z najwybitniejszych aktorów
ukraińskich, Horpynę gra Ukrainka, Bohuna - Rosjanin ukraińskiego
pochodzenia.
Niektóre wątki
musiały zostać w ekranizacji pominięte: "Ogniem i mieczem" to
powieść-rzeka i nie ma możliwości przeniesienia na ekran wszystkich jej wątków -
mówi Jerzy Hoffman. - Idziemy tropem naszych bohaterów, wybierając te wątki,
które niosą ich osobiste losy, losy ludzkie rzucone na tragiczne tło wojny
domowej. Ma to być opowieść o ludzkich namiętnościach: miłości, nienawiści,
zazdrości, żądzy władzy, które od czasów Kaina i Abla po dzień dzisiejszy
sterują naszym postępowaniem. Każda historia, nawet ubrana w kostium
historyczny, aby była autentyczna, musi o nich opowiadać. Film powinien być
równie dobrze rozumiany i w Polsce i na świecie - namiętności to sprawy, które
nie mają granic.
SPRAWY UKRAIŃSKIE
Jeśli nawet
ktoś nie był na Ukrainie, nosi w sobie jej obraz. Jest to ziemia niezwykła.
Przyciąga wędrowców, badaczy przeszłości, awanturniczych poszukiwaczy przygód i
artystów. Trafiają tu zarówno ci, którzy chcą wypocząć, jak i spragnieni mocnych
wrażeń czy też gotowi zainwestować nie tylko swój kapitał, lecz własne
doświadczenie, umiejętności i pracę. Wprawdzie nie każdy znajduje to, czego
szukał, ale każdy wie, że osiągnie zamierzony cel, jeśli tylko dopisze mu
szczęście.
Jest to ziemia
niesłychanej piękności. I chociaż już wielokrotnie opiewali ją poeci i malowali
mistrzowie palety, nie zdołali oddać wszystkiego. Bo przecież tak naprawdę nie
wiadomo, co kryje się w ciemnym, przepastnym borze, co czeka wśród, jak dawniej,
wysoko rosnących na stepie traw i co znaleźć można w porośniętych szuwarami
zakamarkach dnieprowego limanu. Niemal każda miejscowość i każda jej nazwa
przypomina wydarzenia sprzed wieków, jakie złączyły ze sobą losy dwóch narodów:
polskiego i ukraińskiego. To prawda, że często i całkiem niepotrzebnie lała się
tu krew, a emocje brały górę nad rozumem. Może jednak dlatego tak bardzo się
wzajemnie potrzebujemy. Barwna przeszłość kozacka, chociaż pełna ludzkiej
niedoli i osobistej tragedii jednostek, stała się nierozerwalną cząstką historii
Polski i Ukrainy.
Dzisiaj, w
filmie Jerzego Hoffmana, znowu do niej wracamy.
Dzieło oparte
na sienkiewiczowskim "Ogniem i mieczem" obejmuje najbarwniejszy i, z
ukraińskiego punktu widzenia, najchlubniejszy - lecz również najbardziej krwawy
- okres w dziejach Kozaczyzny, gdy ta rozpaczliwie szukała bezpiecznej
możliwości zapewnienia sobie uznania pozycji, uzyskanej w ramach
Rzeczypospolitej, a następnie co najmniej autonomii. Jak wiemy, dramatyczna
walka Kozaków ukraińskich o wolność doprowadziła w rezultacie do ich całkowitego
zniewolenia w granicach imperium rosyjskiego pod carską zwierzchnością, o którą
- co za paradoks! - sami zabiegali.
Pierwsza
połowa powstania Chmielnickiego i walki polsko-kozacko-tatarskie nie przesądziły
jeszcze o niczym, stanowiły jednak ważne doświadczenie dla obydwu stron. Okazało
się bowiem, że przeciw sobie mogą stanąć co najmniej równe siły, ścierające się
z zaciekłością przypominającą gorzką prawdę, iż wojna nie jest rzemiosłem
uprawianym przez ludzi słabych, a jej romantyczna legenda powstaje dopiero
wówczas, gdy umilkną wystrzały, ucichnie szczęk krzyżujących się szabel i jęki
żołnierzy pokaleczonych w bitwach. Wojny kozackie, także powstanie
Chmielnickiego, nie stanowiły żadnego wyjątku. Przeciwnie. Były bardziej okrutne
niż inne, bowiem w tej walce nie uznawano żadnych rycerskich obyczajów. Biorący
w nich udział chłopi nie znali ich nawet, Tatarzy nie przestrzegali, Polacy zaś
widzieli w swych przeciwnikach jedynie zwykłych naruszycieli prawa
obowiązującego w Rzeczypospolitej, a więc przestępców wymagających odpowiednio
surowego traktowania. Już kilkanaście lat wcześniej senatorowie na kozacką uwagę
wypowiedzianą przed elekcją 1632 roku, że wszyscy są "członkami jednej
Rzeczypospolitej", odpowiedzieli: "Tak, ale Kozacy jako paznokcie i włosy, które
często przystrzygać trzeba, by nie wyrosły nadmiernie".
Ziemię
ukraińską często najeżdżali Tatarzy, niszcząc domy, grabiąc majątki i
uprowadzając licznych jeńców, w tym kobiety wraz z dziećmi. Kozackie powstania
oraz krwawe po nich represje również pozostawiały po sobie ruiny, zgliszcza i
mogiły rozrzucone na Kijowskiem, Wołyniu, Bracławskiem i Podolu. Mimo to jednak
trwała, ba i umacniała się nawet, legenda Ukrainy - ziemi "mlekiem i miodem
płynącej, gdzie ziarno w ziemię wrzucone wielokrotny plon wydaje". Może dlatego,
że była ona tak daleko i że rzeczywiście, jak to na wojnie, można tam było
stosunkowo łatwo dojść do sporego nawet majątku, chociaż bez porównania łatwiej
- utracić życie.
"Ogniem i
mieczem" otwiera "Trylogię" Henryka Sienkiewicza, najpopularniejszy cykl
powieściowy w Polsce, a występujące w nim osoby są dzisiaj w kraju nadal
najbardziej znanymi bohaterami. Można tylko mieć nadzieję, że i zawarte w
książce autorskie przesłanie, nawołujące do chrześcijańskiej miłości między
Polakami a Ukraińcami, nie będzie zapomniane ani przez jednych, ani przez
drugich. Hoffman w swym filmie przesłaniu temu poświęcił szczególnie wiele
uwagi. To bardzo ważne.
Każdy naród
inaczej postrzega dzieje, nawet te same wydarzenia i te same postacie
historyczne. Jest to nie tylko jego prawo, lecz i obowiązek. Ważne jednak, aby
przy tej okazji nie odbiegł od prawdy, nie usiłował przemilczeć lub fałszować
faktów. Od wypełnienia tej powinności nikt nie może czuć się zwolniony: ani
historyk, ani pisarz, ani filmowiec, co więcej - talent, jak i szlachectwo,
zobowiązuje.
W każdym
filmie, jak pisałem we wstępie do swej książki "Na płonącej Ukrainie", i to
wydaje się najważniejsze w całej sprawie ukraińskiej, postrzeganej z polskiego
punktu widzenia, mimo rozlicznych sporów, kłótni, a nawet starć zbrojnych między
Polakami a Ukraińcami, okazało się, że są oni skazani na wspólne bytowanie, a
ich dziejów w żaden sposób nie da się rozerwać i traktować oddzielnie. Kultura
polska bez Ukrainy stałaby się uboga i zaściankowa, podobnie jak ukraińska bez
Polski. Również w świadomości społecznej obydwu narodów trwale istniejemy obok
siebie, dla siebie i ze sobą. Zanurzmy się w tamten świat: odległy od naszego,
istniejący wyłącznie w czasie przeszłym, a przecież bliski i nam, i
Ukraińcom.
Prof. dr hab.
Władysław A. Serczyk, konsultant historyczny
OBSADA
Odtwórcami
głównych ról w "Ogniem i mieczem" są młodzi aktorzy: Michał Żebrowski -
Jan Skrzetuski, Izabella Scorupco - Helena Kurcewiczówna i Aleksander Domogarow
- Bohun. Czwartą główną rolę w filmie gra Krzysztof Kowalewski - Zagłoba, postać
która łączy wszystkie podejmowane wątki i komentuje zdarzenia językiem
najbardziej sienkiewiczowskim. W filmie biorą udział inni wybitni polscy
aktorzy: Andrzej Seweryn - książę Jeremi Wiśniowiecki, Zbigniew Zamachowski -
Michał Wołodyjowski, Wiktor Zborowski - Longinus Podbipięta, Wojciech Malajkat -
Rzędzian, Daniel Olbrychski - Tuhaj-bej, Gustaw Holoubek - Kisiel, Marek Kondrat
- król Jan Kazimierz, Andrzej Kopiczyński - Zaćwilichowski, Jerzy Bończak -
Czapliński oraz wybitny aktor ukraiński Bohdan Stupka - Bohdan Chmielnicki.
Praca nad
"Ogniem i mieczem" przebiegała, według słów Jerzego Hoffmana, "na dwa
baty", to znaczy reżyser dzielił plany z samodzielnym reżyserem, Adkiem
Drabińskim (takie rozwiązanie podyktowane było przede wszystkim dość ostrym
rygorem czasowym, związanym z warunkami kredytowania filmu).
Adek Drabiński
wspomina: Spotkałem się z Jurkiem Hoffmanem, a on, żeby mnie zachęcić,
opowiedział mi pierwszą scenę filmu, którego jeszcze nie było. Opowiedział w ten
sposób, że rżał, udając konia, spadał z tego konia. "A tu gdzieś w tle inne
konie zasuwają" - objaśniał. Przekonało mnie to, że powinienem na tych koniach
pojeździć.
Kompletowanie
obsady rozpoczęło się w mediach - jeszcze wtedy, gdy nie wiadomo było, czy uda
się zgromadzić fundusze, gazety prześcigały się w organizowaniu konkursów, które
miały wyłonić odtwórców głównych ról. Do biura produkcji filmu napływały tysiące
listów od osób chętnych do statystowania. 1500 fotografii przysłali aktorzy,
zgłaszając w ten sposób gotowość wystąpienia w filmie.
Jerzy Hoffman,
hołdujący zasadzie, że sztuka nie znosi demokracji, decyzję, co do obsady,
zostawił sobie. Twierdzi, że nie było to zbyt trudne, bo: autor "Trylogii"
znakomicie scharakteryzował swoich bohaterów. Wiktor Zborowski ma nie tylko
wzrost Longinusa, ale i jego łagodność charakteru, co łączy z dużym talentem
aktorskim. Zbigniew Zamachowski, wzrostu mniej niż średniego, pokazał małego
rycerza o wielkim sercu w sposób absolutnie wiarygodny.
Duży wpływ na
wybór aktorów miała żona Jerzego Hoffmana, pani Walentyna. To za jej sprawą - i
ku zaskoczeniu większości - rolę Heleny powierzono Izabelli Scorupco,
dziewczynie Bonda. Scorupco wygląda nieco inaczej niż Helena opisywana przez
Sienkiewicza, ale idealnie odpowiada gustom i wyobrażeniom dzisiejszych widzów.
Aktorka, mieszkająca od 20 lat w Szwecji, "Ogniem i mieczem" przeczytała
pierwszy raz dopiero po otrzymaniu propozycji od Hoffmana. I od razu przyjęła tę
rolę. Jestem szczęśliwa, że mogę zagrać Helenę - mówi. Chce, by kreowana przez
nią Helena mniej mdlała i była odważniejsza w kontaktach z mężczyznami. Co do
mężczyzn, to twierdzi, że wybrałaby też tak, jak Helena, Skrzetuskiego, ponieważ
może on zapewnić kobiecie bezpieczeństwo. Chociaż, według jej słów Bohun to taki
męski zwierzak, niebywale przystojny i pociągający.
Na punkcie
Heleny wszyscy zwariują. Jest to osoba wielkiej urody, ciepła i serdeczności, a
przy tym doskonała aktorka. Założę się, że publiczność od razu ją pokocha - to
słowa Wiktora Zborowskiego. Adek Drabiński dodaje: Muszę przyznać, że Scorupco
jest świetną aktorką, technicznie bomba. Zrobiła dowcip, który Jurek Hoffman
kupił bezboleśnie. Rzecz dotyczy ostatniej sceny. Przywożą Bohuna, Skrzetuski go
uwalnia. Bohun, odjeżdżając, odwraca się, spogląda na Helenę. A ona, bez słów,
patrzy na niego w taki sposób, jakby miała wątpliwości, czy została z właściwym
facetem. A to przecież finał filmu. Jurek był zaskoczony, bo Scorupco zagrała to
bez ostrzeżenia.
Aleksander
Domogarow, kreujący postać Bohuna, to kolejne zaskoczenia dla widzów. Mówiono,
że tę rolę ma dostać Bogusław Linda. Jednak każdy, kto zobaczy
ucharakteryzowanego Domogarowa, nie będzie mógł już inaczej wyobrazić sobie
Bohuna. Domogarow, który jest bardzo popularny w Rosji, w Polsce pozostawał
dotąd nieznany. Gdy otrzymał od Hoffmana propozycję zagrania w "Ogniem i
mieczem", zastanawiał się, kogo miałby zagrać. Sięgnąłem jeszcze raz po
Sienkiewicza, którego znałem ze szkoły i stwierdziłem, że może to być tylko
Bohun.
Bohun kreowany
przez Domogarowa, to przede wszystkim człowiek, który szaleńczo kocha. Jest
wojownikiem, ale wystarczy, że spojrzy w oczy ukochanej, a świat przestaje dla
niego istnieć. Opowiada Adek Drabiński: Domogarow to taki rosyjski aktor, bardzo
emocjonalny. Scena u Kurcewiczów przekonała mnie, że dobrze kombinuje. W
scenariuszu było tak: Bohun wyrzyna Kurcewiczów, co obserwuje przez szparę w
drzwiach Helena. Bohun jest ranny, gdy wstaje, ich spojrzenia się krzyżują.
Helena patrzy na niego z obrzydzeniem. Widziałem, że Domogarow przekonuje do
czegoś Jurka, by scenę zagrać inaczej. Bohun zarżnął już wszystkich, dźwiga się
i patrzy na Helenę tak, jakby mówił: Zobacz, k..., coś zrobiła. Na ekranie
widać, że to jest dobre.
Przeciwnikiem
Bohuna w walce o kobietę jest Jan Skrzetuski, którego zagrał chyba najbardziej
skryty polski aktor młodego pokolenia, Michał Żebrowski. Stanął on przed trudnym
zadaniem - jak z niemal świętego Skrzetuskiego uczynić postać z krwi i kości.
Jerzy Hoffman mówi: Znalazłem u Sienkiewicza bardzo wiele opisów, pozwalających
stworzyć żywą, pełnokrwistą postać.
Wszyscy
podkreślają zaangażowanie i profesjonalizm Żebrowskiego. Po każdym ujęciu
podchodził do reżysera, oglądał nagrany materiał i chciał powtarzać ujęcia, aby
lepiej zagrać. Warto dodać, że jako pierwszy zapuścił, potrzebny Skrzetuskiemu,
zarost.
Trudnego
zadania podjęli się Zbigniew Zamachowski i Krzysztof Kowalewski. Obydwaj, siłą
rzeczy, będą porównywani ze swoimi poprzednikami. Zbigniew Zamachowski twierdzi,
że traktuje tę rolę jako: nagłe zastępstwo za kogoś, kogo nie ma i hołd dla
Tadeusza Łomnickiego. Nawet strój, w którym występuje, jest prawie taki sam jak
strój wielkiego poprzednika. Podobnie, zawadiacko, podkręca wąsa. I równie
dobrze włada szablą. Bohun i Wołodyjowski walczą na lądzie i na wodzie. To
bardzo dynamiczny pojedynek. Ustawiało go dwóch wspaniałych szermierzy.
Myśleliśmy, że będą musieli dublować aktorów w planach ogólnych, ale Domogarow i
Zamachowski tak się zapalili, że całość zagrali sami - opowiada Jerzy Hoffman.
W "Ogniem i
mieczem" najważniejszą postacią jest chyba Zagłoba. To on najwięcej mówi, to
on, według koncepcji reżysera dzieli, łączy i komentuje niczym narrator.
Krzysztof Kowalewski, filmowy Zagłoba, pierwszy raz czytał "Ogniem i
mieczem" w wieku lat dwunastu. Jak mówi: Przyznaję, że właśnie Zagłoba był
moją ulubioną postacią. Zafascynowało mnie jego niezrównane samochwalstwo,
świadczące o fantazji. Ileż ten człowiek dawał opisów tego samego wydarzenia,
ileż wersji jego przyczyn. Ale chyba najbardziej uwodzi mnie w panu Zagłobie to,
czego wszystkim bym życzył - jego rozum. Bajeczny koncept zamiast walenia łbem
na ślepo. Dla mnie Zagłoba to pełny człowiek, tchórz i zarazem bohater. Za
pierwowzór Zagłoby Sienkiewicz obrał Falstaffa, który z kolei wzorowany był na
postaci Tobiasza Czkawki z "Wieczoru Trzech Króli", a ja tę rolę, nagradzaną na
festiwalach teatralnych, już grałem, więc, dodawszy psychiczną bliskość postaci,
"wejście w Zagłobę" nie było trudne. Boję się tylko, czy sprostam wyobrażeniom o
tym fajnym facecie.
Najwyższym
aktorem w "Ogniem i mieczem" jest Wiktor Zborowski, który mówi: 10 lat
temu, gdy Hoffman robił pierwsze przymiarki do " Ogniem i mieczem"
zadeklarowałem, że przyjdę na próbne zdjęcia do roli Podbipięty - opowiada
Zborowski. - Hoffman popatrzyl na mnie i powiedział tylko: "Bracie, aleś ty
wysoki". I po 10 latach zaproponował mi tę rolę. Momentami jestem strasznie
zmęczony graniem najsilniejszego człowieka, ciągle muszę coś dźwigać, a mój
pełny rynsztunek waży chyba ze 30 kilo. Filmowy Podbipięta wspomina również, że
w młodości najbardziej z sienkiewiczowskich bohaterów lubił Bohuna.
Daniel
Olbrychski jest jedynym aktorem, który zagrał we wszystkich częściach
"Trylogii". Początkowo miał zagrać w "Ogniem i mieczem" księcia
Jeremiego, ale stwierdził, że do tej roli jest za stary i stanęło na Tuhaj-beju.
Jerzy Hoffman tak o tym mówi: Gdybym kręcił poszczególne części chronologicznie,
Daniel zagrałby trzy postaci - Bohuna, Kmicica i Azję. Teraz chcę, by był
łącznikiem między dawnymi a nowymi czasami. Jeszcze dwóch aktorów ma za sobą
udział w dwóch częściach filmowej "Trylogii" - Krzysztof Kowalewski zagrał w
"Potopie", omotanego przez Zagłobę, Rocha Kowalskiego, a Leszek Teleszyński
kreował postać podstępnego księcia Bogusława Radziwiłła.
Po skończeniu
zdjęć Jerzy Hoffman tak mówił o aktorach: Bóg dał mi świetnych aktorów! Wszyscy
są wspaniali. Każdy stworzył postać, jaką wyśniłem, jaką sobie wyobrażałem od
dawna. Często było tak, że ich role rozrastały się. Więcej jest Wołodyjowskiego
- Zamachowskiego, więcej jest również Rzędziana - Malajkata i Podbipięty -
Zborowskiego. Krzywonos miał być śladową postacią, tymczasem Maciej Kozłowski
sprawił, że nie można go nie zauważyć. A kto zdobędzie serca i sympatię widzów?
To się okaże.
WYBÓR PLANÓW
Jesienią - 13
października 1997 roku Jerzy Hoffman przystąpił do realizacji trzygodzinnego
filmu fabularnego i czterogodzinnego serialu telewizyjnego. Realizacja filmu
"Ogniem i mieczem" trwała 118 dni zdjęciowych.
Pierwsza tura
zdjęć rozpoczęła się w poniedziałek 13 października 1997 roku na terenie Muzeum
Wsi Mazowieckiej (skansen w Sierpcu) i trwała 19 dni zdjęciowych. W dniu 18
lutego 1998 roku, w atelier WFDiF w Warszawie, rozpoczęto II turę zdjęć, która
trwała do 29 czerwca 1998 roku.
Początkowo
"Ogniem i mieczem" miało być kręcone "po świecie". Jerzy Hoffman planował
m.in. kręcenie dużych fragmentów filmu w scenerii ukraińskich stepów. Jednak po
podróży na Ukrainę zrezygnował z pomysłu. Zdaniem reżysera tamtejszy krajobraz
niewiele dziś przypomina opisywane przez Sienkiewicza tereny. Tempo realizacji i
niezbyt duże, jak na taką produkcję, pieniądze przesądziły o tym, że cały film
nakręcono w Polsce. I tak: Zbaraż został zbudowany na poligonie w Biedrusku, na
terenie skansenu w Sierpcu powstał dwór w Rozłogach, z obejściem i wsią, a
Biskupin został zamieniony w pełną Kozaków Sicz. Do zdjęć wykorzystano skansen w
Zubrzycy Górnej Jezioro, po którym płynie czajką Skrzetuski (filmowa czajka
robiła wcześniej za łódź św. Wojciecha) to Zalew nad Ropą koło Szymbarku.
Najtrudniej
było znaleźć miejsce, które mogłoby "zagrać" Zbaraż. Chodziło o to, by znaleźć
miejsce, którego pole widoczności miałoby 360° , aby można było kręcić zdjęcia
dookoła - opowiada Andrzej Haliński, scenograf "Ogniem i mieczem".
Autorzy filmu zdecydowali się w końcu na wybudowanie Zbaraża na poligonie w
Biedrusku. Cieśle z podhalańskiego Jaworka, towarzyszący ekipie "Ogniem i
mieczem" niemal od początku, wybudowali, z przygotowanego przez wojsko
drewna, potężne, stumetrowe mury obronne. Pomimo ogromnej dekoracji, trzeba było
dorysować komputerowo miasto i resztę murów obronnych - mówi Jerzy Hoffman.
Zbaraż to była
mała twierdza, miała wymiary 80 na 80 metrów. Więc mury Zbaraża, wybudowane do
filmu, są rzeczywistym odwzorowaniem ich wielkości - opowiada dalej Andrzej
Haliński. - Nasza brama ma 12 metrów wysokości (o trzy mniej niż w prawdziwym
Zbarażu), a wieńczący ją herb rodziny Wiśniowieckich 3,5 metra wysokości (nieco
więcej niż w rzeczywistości).
Na terenie
poligonu w Biedrusku ekipa filmowa przebywała najdłużej, zrealizowano tam
wielkie sceny batalistyczne: bitwę pod Żółtymi Wodami i oczywiście obronę
Zbaraża.
KŁOPOTY Z POGODĄ
Realizacja
"Ogniem i mieczem" to nieustanny wyścig z czasem - chyba jeszcze nigdy
nie było w Polsce tak dużego filmu zrealizowanego w tak szybkim tempie. Ale na
realizatorów tej największej produkcji filmowej III Rzeczypospolitej czekały nie
zawsze przyjemne niespodzianki.
Zima nastała
tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętają podobnej - czytamy na pierwszej
stronie "Ogniem i mieczem". Tymczasem, gdy ekipa przyjechała na plan, 26
października 1997, w środku jesieni powitał ją siarczysty mróz i dużo śniegu.
Gdy desperackie próby usunięcia go nie powiodły się, Jerzy Hoffman zarządził:
kręcimy w śniegu. Wymusiło to pewne zmiany w scenariuszu, trzeba było wprowadzić
do filmu czwartą porę roku - bardzo malowniczą, śnieżną zimę.
Pojedynek
Bohuna z Wołodyjowskim miał być kręcony przy silnym wietrze. Niestety, nie udało
się ani wypożyczyć dwóch silników lotniczych, ani doczekać na odpowiedni wiatr.
W trakcie realizacji filmu ekipa przekonała się, że najłatwiej kręcić sceny w
deszczu - czasem trudno doczekać się na słońce, nie sposób przywołać burzę, na
strażaków można jednak zawsze liczyć.
ZDJĘCIA
Grzegorz
Kędzierski, autor zdjęć, mówi: Realizacja "Ogniem i mieczem" to
realizacja trzeciego, ostatniego - chociaż chronologicznie pierwszego - odcinka
"Trylogii". Adaptacje poprzednich części, realizowane każda przez innego
znakomitego operatora ("Pan Wołodyjowski" - Jerzy Lipman, "Potop" - Jerzy
Wójcik), są już tak oddalone w czasie, że realizację "Ogniem i mieczem"
musiałem potraktować absolutnie suwerennie.
Współczesny
widz nie będzie oglądać naszego filmu w kontekście poprzednich części. Od samego
początku myślenia o tym filmie wiedziałem, że ma to być film wielki, epicki, a
więc szeroki ekran. Nie jest to takie oczywiste, gdy weźmie się pod uwagę, że
poprzedni film panoramiczny powstał w Polsce chyba 10 lat temu. Budżet filmu,
choć określany jako największy w historii polskiej kinematografii, oraz
wydłużony okres zdjęciowy nie pozwoliły na skorzystanie ze sprzętu Panavision. W
tej sytuacji jedyną szansą na szeroki ekran była realizacja w systemie Super 35.
Jeszcze we wczesnych latach 70-tych, jako operator kamery, uczestniczyłem w
superprodukcji "Noce i dnie", nominowanej do Oskara, która była w naszym kraju
prekursorską realizacją w systemie Super 35. System ten polega na realizacji
filmu panoramicznego w formacie 1:2,35 przy użyciu obiektywów sferycznych, a
następnie przekopiowaniu optycznym na format CinemaScope (z anamorfozą). O ile w
latach pięćdziesiątych Superscope (pierwotna wersja systemu Super 35) określano
pogardliwym mianem "panoramy dla ubogich", to już w latach siedemdziesiątych,
kiedy powstawały "Noce i dnie" rezultaty były zachęcające. Dziś obie technologie
są równoprawne, bo trudno posądzić produkcje typu "Air Force One" o problemy
finansowe, a znakomitych operatorów, jak Michael Balhaus czy Vilmos Zsigmond o
kompromisy jakościowe.
Realizacja
"Ogniem i mieczem" zbiegła się z powrotem, a nawet światową modą na Super
35. Jednak decyzja o zastosowaniu właśnie tej technologii nie przyszła wcale
łatwo. Od czasów "Nocy i dni" nie zrobiono żadnego filmu w tym formacie. Owszem,
sprzęt zdjęciowy nie przedstawiał większego problemu. Od tamtej pory również w
Polsce pojawiły się kamery, które faktycznie przystosowane były do adaptacji na
format Super - 35. Przede wszystkim Arri 535B. W świeżo zakupionym przez
wytwórnię warszawską komplecie znajdowała się ramka Super 35 1:2,35, symetrie
oraz odpowiednia matówka. Drugą kamerą była BL IV. Tę wyposażono w kanał full
frame, lecz fabryka w Monachium nie mogła nas zaopatrzyć w odpowiednią matówkę.
Z pomocą przyszła firma amerykańska, która zamówienie zrealizowała w ciągu dwóch
tygodni. Obie te kamery mają gniazdo obiektywów przestawiane w pozycję Super 35.
Trzecią kamerą była kamera Arri III z Łodzi, która montowana była na Steadycamie
oraz często służyła jako kamera rapidowa. Obie wytwórnie, warszawska i łódzka,
mogły jeszcze przygotować po jednej kamerze do zdjęć masowych i batalistycznych.
No i pełen wybór obiektywów od 16 do 600 mm.
Nie ma w
Polsce możliwości optycznego kopiowania z duppozytywu Super 35 na dupnegatyw
CinemaScope. Prace laboratoryjne trzeba było podzielić między Polskę i Anglię.
Negatyw z kamery obrabiany był w Warszawie, tu wykonywano kopię dzienną,
następnie po montażu ścięto negatyw, wykonano korektę, a następnie kopię
wzorcową oraz duppozytyw. Technicolor Lab w Londynie wykonało kopiowanie
optyczne, które w efekcie dało dupnegatyw CinemaScope - materiał wyjściowy do
produkcji kopii dystrybucyjnych.
Jerzy Hoffman:
Powstała w kinie teoria o rozległej duszy słowiańskiej, poetyce języka
słowiańskiego, długich ujęciach. Z biedy tak było, ponieważ współczynnik taśm
wynosił 1:4, to jak można było nie robić długich ujęć? Nie było pieniędzy na
drugą kamerę, nie mówiąc o trzeciej i to płynęło, szło, a krytyka pisała - dusza
słowiańska nieujarzmiona. Przy "Ogniem i mieczem" przepuściliśmy obraz
przez trzy stałe kamery, nie mówiąc o stadycamie i nie mówiąc o czwartej kamerze
w niektórych scenach batalistycznych. Nakręciliśmy około 130 km taśmy. Potem
usiedli moi dwaj montażyści, pistolety absolutne, młodzi ludzie bez
najmniejszych obciążeń i skrupułów. Pracowali paralelnie na dwóch komputerach.
Inaczej ten film byłby montowany co najmniej przez rok.
MONTAŻ
"Ogniem i
mieczem" to film, który powinien trafić także do młodych, wychowanych na MTV
widzach. Stąd pewne uproszczenie sienkiewiczowskiego języka, (który zresztą też
nie pisał polszczyzną z XVII wieku, a używał zrozumiałej dla XIX-wiecznego
czytelnika archaizacji), stąd nowoczesny, teledyskowy montaż filmu. Jeśli "Pan
Wołodyjowski" był robiony stępa, "Potop" kłusem, to "Ogniem i mieczem"
musi być zrealizowane galopem - mawiał w trakcie realizacji Jerzy Hoffman.
Film był
montowany w dwóch montażowniach - na Mazurach i w Centrum Symulacji i
Wizualizacji Komputerowej Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Z
Hoffmanem pracowali dwaj młodzi montażyści: Cezary Grzesiuk i Marcin Bastkowski.
Adek Drabiński mówi o nich: Bez doświadczenia fabularnego, za to z ogromnym
doświadczeniem w reklamie, taki bandzior, który nie ma żadnego respektu dla
materiału mistrza, bierze kosę i tnie.
Jerzy Hoffman
przyznaje: Czasem, gdy za bardzo chłopaków poniosło, musiałem ich temperować.
Adek Drabiński dodaje: Pierwsze zderzenie z nimi to był dla Jurka lekki szok:
chłopcy poszatkowali z biglem jedną scenę. Jurek przyszedł to obejrzeć. Lekko go
zatkało. Tak wyznaczyliśmy rytm montażu. W scenach bójek fenomenalnie się to
sprawdza. Nie należy lekceważyć istnienia MTV. Jurek łyknął te zmiany bez bólu.
Mało tego - wspomniany montażysta ciął później sekwencję zbaraską, przyszedł
Hoffman, obejrzał to i mówi: "W porządku, tylko trzeba tu dodać trochę
tempa!".
Montażyści
mają mnóstwo materiału do wyboru. Jerzy Hoffman mówi: Przy niektórych scenach
używaliśmy trzech, a nawet czterech kamer. Każda scena to wiele różnych ustawień
kamery, wiele różnych planów: ogólny, średni, bliski. Najpierw zrobiliśmy montaż
elektroniczny, a potem przenieśliśmy to na taśmę światłoczułą. Gdy obaj
montażyści skończyli swoją robotę, we trójkę siedliśmy nad całością.
Marcin
Bastkowski: Materiału do montażu było bardzo dużo, natomiast zasadnicza rzecz,
która nas zdziwiła na początku montażu to fakt, że robiliśmy to we dwóch. W
każdym polskim filmie do tej pory pracował tylko jeden montażysta. To była
decyzja producenta i reżysera. Jedna osoba montowałaby ten film około roku,
dlatego, że jest to film z wieloma dynamicznymi scenami pojedynków, bitew. Przed
montażem trzeba było cały materiał poznać, a było to ponad 130 km taśmy
filmowej, setki tysięcy ujęć. Do każdej sceny było po kilka ujęć, do niektórych
kilkadziesiąt. Każdej klatki musieliśmy nauczyć się na pamięć. A tu była wspólna
odpowiedzialność i wspólna praca.
MUZYKA
Autorem
muzyki, która wspomaga obraz, jest Krzesimir Dębski. Została napisana tak, że
powinna spodobać się tak młodszym jak i starszym widzom "Ogniem i
mieczem". Opiera się na autentycznej muzyce kresów. Kompozytor wykorzystał
m.in. motyw "Na zielonej Ukrainie".
Ścieżka
dźwiękowa została nagrana w wykonaniu orkiestry Sinfonia Varsovia pod dyrekcją
kompozytora. W filmie usłyszymy też kapele instrumentów dawnych i ludowych oraz
piosenkę w wykonaniu Edyty Górniak i Mietka Szcześniaka oraz chóry z Polski i
Ukrainy.
Jerzy Hoffman:
Nie często się zdarza, aby kompozytor piszący muzykę do filmu towarzyszył ekipie
w czasie zdjęć. Krzesimir Dębski wielokrotnie odwiedzał plan filmowy i "wczuwał"
się w sienkiewiczowską atmosferę. Do nagrań używał starych ukraińskich
instrumentów. Rodzice Krzesimira - podobnie jak moja rodzina - pochodzili spod
Lwowa. Krzesimir wiedział z przekazów rodzinnych, jak tamta muzyka powinna
brzmieć. Wcześniej nie wiedziałem o jego korzeniach...
Byliśmy zgodni
co do tego, że takie przedsięwzięcie potrzebuje wielkiej orkiestry. To co
usłyszałem jest przejmujące i jestem przekonany, że proponowana przez Krzesimira
muzyka trafi do ludzi, którzy tęsknią za kresami. Jest szansa, że uwiedzie ludzi
młodych - wolnych od sentymentów. Niektóre motywy w filmie opierają się na
autentycznych dumkach ukraińskich - tak jest w przypadku Bohuna, którego śpiew
usłyszymy w filmie. Bardzo chciałem, żeby w filmie zabrzmiała melodia "Na
zielonej Ukrainie" i Krzesimir Dębski wspaniale ją zaaranżował.
KOSTIUMY, MILITARIA, SCENOGRAFIA
"Ogniem i
mieczem" to z największym pietyzmem zrobiony polski film historyczny.
Zadbano o wszystkie szczegóły - poczynając od maści koni, które były przypisane
poszczególnym oddziałom, po dźwięk, jaki wydawała wyciągana z pochwy szabla
(wcale nie był to metaliczny szczęk - w filmie usłyszymy dźwięk, jaki wydaje
metal trący o drewno. Szable w XVII wieku trzymano w drewnianych pochwach).
Za militaria w
filmie odpowiadał Tomasz Biernawski. W "Ogniem i mieczem" "zagrało" w
sumie sześć armat, które specjalnie dla filmu przez pół roku odlewała z brązu
prywatna odlewnia ze Skoczowa. Do wykucia zbroi husarskich - dokładnie według
wzorów z epoki - zostali zaangażowani artyści metaloplastycy, a husarskie
skrzydła zostały przyozdobione prawdziwymi orlimi piórami, mozolnie skupowanymi
w ogrodach zoologicznych po 10 zł za sztukę. Do tego kolczugi, pracowicie
wyplatane przez wprawnych rzemieślników, szable, tarcze strzemiona, groty kopii,
hełmy i topory w pocie czoła wykuwane przez najlepszych polskich
kowali-płatnerzy.
Militaria są
ważne, ale jeszcze ważniejsze w filmie historycznym są kostiumy. Za kostiumy w
"Ogniem i mieczem" odpowiadali Magdalena Tesławska i Paweł Grabarczyk,
którzy projektowali stroje szyte potem ręcznie przez artystów-plastyków ze
specjalnie zamawianych tkanin, preparowanych według siedemnastowiecznych
receptur (tkane często na oryginalnych krosnach, przy wykorzystaniu ówczesnego
wzornictwa). W sumie od lutego 1997 roku wykonanych zostało ponad tysiąc
kostiumów. Główni aktorzy potrzebowali ich po kilka kompletów, na przykład
Helena dysponowała w sumie aż ośmioma, a przecież jej kostiumy były jednymi z
najtrudniejszych do przygotowania (niektóre z jej sukien ważyły ok. 4 kilogramów
i kosztowały ok. 10 tysięcy złotych). Bohun wystąpił w pięciu kostiumach,
Skrzetuski w siedmiu. Samych tylko butów wykonano ręcznie na potrzeby filmu
kilkaset par.
Przy
wykonywaniu kostiumów najwięcej pracy i czasu pochłaniało nadawanie im
odpowiedniego sznytu i klimatu. Trzeba było każdy kostium nieco spatynować, aby
wyglądał na używany, malować ręcznie, dobrać pasmanterię: hafty, aplikacje,
ozdobne guzy, a także biżuterię, dopracować w każdym szczególe tak, aby
ostatecznie zagrał pełnią barw i fakturą.
PRZYGODY CHARAKTERYZATORÓW
To fragment
błagalnego listu, apelu charakteryzatorów do statystów. Łatwiej zrozumieć
utyskiwania charakteryzatorów, gdy zobaczy się, z iloma problemami musieli się
zmagać. Dziesiąty dzień zdjęciowy. Siarczysty mróz. Klej nie chce trzymać. Wąsy
i brody odpadają... Czy wszyscy muszą mieć katar? I to na naszych wąsach!? -
wspomina Dariusz Krysiak, główny charakteryzator "Ogniem i mieczem". Sto
peruk, po dwie pary zarostów dla głównych bohaterów (dla Bohuna nawet pięć!),
tysiąc wąsów - kozackie, tatarskie, chłopskie i szlacheckie, a do tego dwa
śliczne warkocze dla Heleny, darzone przez ekipę szczególną troską - to tylko
część ekwipunku ekipy charakteryzatorskiej. Bohdan Stupka chętnie siada na
fotelu u charakteryzatora, opowiada dowcipy, śpiewa niezbyt przyzwoite piosenki,
ale i tu problem - nie można go ogolić, ponieważ jednocześnie z pracą w
"Ogniem i mieczem" występuje w kijowskim teatrze, gdzie gra króla Leara,
do której to roli specjalnie zapuszczał długie włosy. Po pertraktacjach staje na
tym, że dorobimy mu półperukę z długich włosów do teatru - opowiada dalej
Dariusz Krysiak.
Charakteryzacja aktorów pierwszoplanowych trwała od 40 minut do 1,5 godziny.
Najbardziej pracochłonna była postać Zagłoby - sklejone oko, maska lateksowa,
imitująca dziurę na czole i sumiasty wąs, a wszystko, jak i w przypadku innych
charakteryzowanych, w zgodzie z Sienkiewiczem, ikonografią i realiami epoki.
Próbowaliśmy opierać się na portretach, przekazach, jakie zachowały się z XVII
wieku, najważniejsze było jednak to, by aktor dobrze wyglądał. Oczkiem w głowie
jest Bohun - każda Polka powinna się w nim zakochać. I jeszcze Helena, z
warkoczami do kolan, z warkoczami, które w czasie tańca muszą owinąć się wokół
głowy Skrzetuskiego - mówi Dariusz Krysiak.
KONIE
W "Ogniem i
mieczem" wystąpiło 206 koni. Do scen bitewnych były przygotowywane przez
rok, selekcjonowane już w stadninach przez Marka Zaleskiego, filmowego
konsultanta do spraw koni, na co dzień prezesa Centrum Wyszkolenia Jeździeckiego
"Hipodrom Wola", a wcześniej dyrektora Łobeskiego Stada Ogierów. Do "spraw
końskich" filmowcy podeszli z wielkim pietyzmem. Dobieramy typ i maść do
odpowiednich formacji, uczymy chodzenia w szyku - mówi Tomasz Biernawski,
scenograf odpowiedzialny za militaria, a także konsultant do spraw koni - Kozacy
mają malutkie konie huculskie, Tatarzy - drobne, orientalne araby, regularna
jazda polska - kasztany, husaria - gniade, chorążowie - srokate i szpaki. Każda
formacja jeździła w nieco inny sposób - to też znajdzie odzwierciedlenie w
filmie. Bardzo ważne było tzw. "ostrzeliwanie", czyli przyzwyczajenie koni do
huku wystrzałów, łopotu chorągwi i pióropuszy husarskich.
Trzeba
przyzwyczaić konie do jazdy w szyku, ataków ławą, galopów; najtrudniejsze będą
starcia - najazdy dwóch armii w pełnym galopie. Konie nie mogą się zderzać,
skutki takich zderzeń byłyby tragiczne, jeźdźcy i konie muszą opanować trudną
sztukę wjeżdżania między siebie - mówił jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć Marek
Zaleski. Każdy jeździec musiał opanować sztukę prowadzenia konia jedną ręką - w
drugiej zwykle dzierżył szablę bądź kopię.
Na koniach, co
oczywiste, powinni jeździć i główni bohaterowie. Najmniej problemów miał z tym
Daniel Olbrychski, który przybył na plan z własnym ogierem - Cudnym. Koń,
dosiadany przez Zagłobę, miał na imię Cymbał, co początkowo trochę odstraszało
od niego Krzysztofa Kowalewskiego, doświadczonego jeźdźca, który jednak, jak sam
twierdzi, najlepszą kondycję jeździecką osiągnął za czasów Rocha Kowalskiego.
Świetnie radził sobie na koniu o imieniu Damar filmowy Bohun, czyli Sasza
Domogarow. Wcześniej grał w rosyjskim serialu o trzech muszkieterach, gdzie
spędzał dużo czasu w siodle. Nie gorsi od niego okazali się jeżdżący na koniu
Oskar, filmowy Skrzetuski (chociaż jemu zabraniał często jazdy Jerzy Hoffman),
jak również Podbipięta - Wiktor Zborowski, jeżdżący na Falsecie. Początkowo
pewne problemy z jazdą konną miał Zbigniew Zamachowski - Wołodyjowski, który tak
mówi o swoich wcześniejszych doświadczeniach: Jeszcze w szkole filmowej spadłem
z konia i złamałem obojczyk. Nabawiłem się lęku przed końmi i unikałem ich przez
wiele lat. Na planie "Ogniem i mieczem" stare lęki wróciły. Koń to
ogromna i nieprzewidywalna maszyna. Ma swój rozum i też czuł, że się go boję,
więc sobie nawzajem nie ufaliśmy. Ale bardzo dużo trenowałem, zacząłem lepiej
rozumieć mojego konia - Atamana - i im mniej się bałem, tym lepiej mi szło.
Jeździłem nawet galopem. Mój koń był bardzo spokojny i mądry, w końcu zaczęliśmy
sobie ufać.
KASKADERZY
Gdy nie trzeba
pokazywać twarzy, aktorów zastępowali dublerzy. Izabella Scorupco, chociaż
często sama dosiadała konia, w trudnych scenach miała aż dwie dublerki - Izę
Gronowską i Beatę Spendel. Beata Spendel, która dublowała konne przejazdy
Heleny, najgorzej wspomina te sceny, w których musiała nosić ciężkie, naszywane
koralikami suknie: Bo sceny kaskaderskie są dla kaskadera proste, wystarczy
umieć pracować w grupie. Nie sztuka spaść z konia, trzeba tak spaść, żeby nie
zrobić sobie krzywdy.
Koordynatorem
kaskaderów był Lech Adamowski, pracujący z Jerzym Hoffmanem już przy "Potopie",
w którym dublował Daniela Olbrychskiego. W "Ogniem i mieczem" Lech
Adamowski zastępuje w trudniejszych scenach Krzysztofa Kowalewskiego: Koń, na
którym jedzie Zagłoba, potyka się w biegu ze zmęczenia. Aby tak się stało, albo
kopiemy dół, w który koń wpadnie, albo podwiązujemy mu nogę linką i w biegu
pociągamy. Do tej pory żaden człowiek ani żaden koń nie ucierpiał - mówi.
Lech Adamowski
brał udział jako kaskader w ponad czterystu filmach. Jest założycielem rodea
konnego i samochodowego. Jak wspomniano, pracował jako konsultant przy filmach
Jerzego Hoffmana, a także z Andrzejem Wajdą, Krzysztofem Zanussim, Jerzym
Kawalerowiczem, Czesławem Petelskim i Romanem Polańskim. Był inicjatorem
zaangażowania polskich kaskaderów do filmu "Piraci". Lech Adamowski jest także
specjalistą od kaskaderskich efektów pirotechnicznych. Jako kaskader grał we
wszystkich filmach batalistycznych Jerzego Hoffmana.
Kaskaderzy nie
tylko muszą jeździć konno - gdy jest potrzeba, zamieniają się w nurków: Od
kolaski odpada koło, Podbipięta, człowiek o nadludzkiej sile, podnosi pojazd
jedną ręką - aby można to było zobaczyć w filmie, kaskaderzy, ubrani w pianki do
nurkowania, wchodzą pod wodę i dźwigają - mówi Lech Adamowski.
Sceny filmowe,
które odbywały się w wodzie, ochraniała grupa ratowników, którymi kierował Jerzy
Kulej. W sumie przy filmie pracowała przeszło 50-osobowa grupa kaskaderów.
Dubler
Longinusa, dwumetrowy Wojciech Nowacki, twierdzi, że kaskader jak kot, ma
dziewięć żywotów, każdy umierał już po kilka razy na planie, a to jako Kozak, a
to jako polski żołnierz.
EFEKTY SPECJALNE
Nie zawsze
można posłużyć się kaskaderami - gdy trzeba pokazać, na przykład, wypełnienie
ślubów Podbipięty, do akcji wkraczają specjaliści od efektów specjalnych. Do
pracy nad "Ogniem i mieczem" zatrudniono dwie firmy - Machine Shop, które
mają na swym koncie takie filmy jak "Waleczne serce - Braveheart", "Powrót
Batmana" czy "Terminator 2". To dzięki nim zobaczymy, jak strzały przeszywają
ciało Podbipięty, to oni są odpowiedzialni za nader realistyczny obraz ścinania
trzech tatarskich głów. Tak opisuje ich pracę Zdzisław Haczek w swym reportażu z
planu: Najpierw stawia się przed kamerą żywych statystów, stop-klatka na
monitorze podglądu, obrysowanie konturów głów pisakiem, miejsca statystów
zajmują bardzo podobne do nich kukły. Teraz wkłada się prezerwatywy z krwią w
miejsce cięcia na szyi. Miecz, umieszczony w specjalnym imadle, tnie
błyskawicznie. Spod spadających głów tryska czerwona farba, po sekundzie z
bezgłowych już korpusów wystrzelają fontanny krwi.
Za efekty
komputerowe, już mniej krwawe, odpowiedzialna była firma ARTLOGIC. To właśnie
oni "rozbudowali" Zbaraż, dodając komputerowo brakujące mury i miasteczko, to
oni sprawili, że na ekranie zobaczyć można wielotysięczne armie. Nowoczesne kino
nie może się już obejść bez komputerów.
PODSUMOWANIE
Jerzy Hoffman:
Właściwie powinienem podziękować każdemu z członków mojej ekipy. Każdemu.
Wszystkim tym, którzy byli ze mną przez cały ten czas sercem, duchem, potrafili
dodać sił. Ale, cholerny świat, ja dziękuję tym wszystkim, którzy robili
wszystko co mogli, żeby ten film nie powstał. Naprawdę, z całego serca im
dziękuję. Ja jestem potwornie uparte bydlę, w którym akcja wywołuje reakcję. Im
bardziej oni byli przeciwni, tym więcej siły i energii to we mnie wyzwalało. I
dlatego dziękuję przeciwnikom tego filmu. Naprawdę, bez najmniejszego
fałszu.
Adek
Drabiński: Mam wrażenie, że stworzenie niezwykłego zespołu ludzi, którzy
pracowali przy "Ogniem i mieczem" ma bezpośredni związek z osobą Jurka
Hoffmana. Jest to uroczy człowiek i niezwykłej osobowości, który potrafi swą
urodę sprzedać w koło i wszyscy chętnie dla niego pracują. I to nie jest żadna
kokieteria. Po prostu Jurek taki jest, potrafi wytworzyć wokół siebie cudowną
atmosferę, w której się świetnie pracuje.
o
"Trylogii"
W 1883 roku
zaczęła ukazywać się w "Słowie" powieść w odcinkach zatytułowana "Ogniem i
mieczem". Jej autorem był Henryk Sienkiewicz. Wydania książkowego doczekała
się już rok później. Po niej przyszły dalsze części - "Potop" i "Pan
Wołodyjowski", które były drukowane w "Słowie" do 1888 roku. Trylogia, choć
weszła na stałe do historii literatury i kultury polskiej, od początku wzbudzała
liczne kontrowersje. Dość niechętnie odnosili się do niej współcześni
Sienkiewiczowi pisarze i krytycy, natomiast z entuzjazmem powitali ją
czytelnicy. Trylogia stała się szybko najchętniej czytaną polską powieścią, a
jej popularność dotrwała i do naszych czasów.
"Ogniem i
mieczem", przetłumaczone na 26 języków, pierwszej adaptacji scenicznej
doczekało się już w 1904 roku, w teatrze Sary Bernhardt. Pierwsza filmowa wersja
powstała we Włoszech w 1961 roku.
Jerzy
Hoffman o "Trylogii"
Są takie
momenty w życiu człowieka, które na zawsze pozostają w pamięci. Polski uczyłem
się w nowosybirskiej obłasti i Ałtajskim kraju. Uciekając na Wschód przed
Niemcami. Ja i moja rodzina znaleźliśmy się pod okupacją radziecką i w roku 1940
zostaliśmy wywiezieni na Syberię. Moja matka, lekarka, wyjeżdżała do odległych
osad leczyć mieszkających tam Polaków. Zostawałem pod opieką dziadków, a matka
zadawała mi różne lektury. Na pamięć musiałem się uczyć fragmentów "Pana
Tadeusza", "Konrada Wallenroda", "Grażyny", wierszy Słonimskiego i
Broniewskiego. Musiałem, bo potem recytowałem te wiersze w domu starców,
odległym od nas o kilkanaście kilometrów. Drogę powrotną wieczorem przemierzałem
zimą na nartach, latem na piechotę. Kiedy tak szedłem przez ten las, każde
świecące w ciemności próchno przypominało wilcze oczy albo jeszcze coś gorszego.
Coś z tych "straszyłek", które opowiadały sobie dzieci przysiadające na
przyzbach w księżycowe noce, z tych opowieści o duchach, wiedźmach, czarownicach
i diabłach.
Pierwszy raz
zetknąłem się z Sienkiewiczem jeszcze tam, na Syberii. Ojciec, który wstąpił do
I Armii Wojska Polskiego im. Tadeusza Kościuszki, przysłał mi jego książki z
frontu. "Pan Wołodyjowski" przyszedł pierwszy, "Potop" jako drugi. "Ogniem i
mieczem" nie dotarło nigdy - nie przeszło przez cenzurę wojskową. Podobne
losy spotykały moje filmy. Realizację "Trylogii" zacząłem od końca. Najpierw był
"Pan Wołodyjowski", potem "Potop". Wydawało się już, że "Ogniem i
mieczem" nigdy nie powstanie...W chwili, kiedy piszę te słowa trwa ostatni
etap postprodukcji, a w lutym 1999 film wchodzi na ekrany polskich kin...
Realizując
film "Ogniem i mieczem" miałem świadomość, że zmienił się widz i
czytelnik, chociaż "Trylogia" jest ciągle najczęściej wypożyczaną książką w
polskich bibliotekach. Minęły czasy, kiedy na sienkiewiczowskiej "Trylogii"
wychowywane były całe pokolenia, ale jednocześnie pracowałem na planie z
dwudziestokilkulatkiem, którego znajomość "Trylogii" zachwycała wszystkich i
który został w końcu moim asystentem.
Zmienił się
język kina i mój ostatni film, będący ekranizacją pierwszej części
sienkiewiczowskiej "Trylogii" musi odpowiadać oczekiwaniom nie tylko tych,
którzy Sienkiewicza czytali lub znają na pamięć całe ustępy jego książek. Muszę
także odpowiedzieć na zapotrzebowania tych, którzy nigdy "Ogniem i
mieczem" nie przeczytali. Może film sprawi, że sięgną po książkę. Z
Sienkiewicza wybrałem tylko te wątki, które opowiadają o losach bohaterów. Mówię
o sprawach, które wydają się uniwersalne. Proponuję opowieść o ludzkich
namiętnościach - o miłości, nienawiści, żądzy władzy. Są to problemy
ogólnoludzkie - niezależnie od miejsca i czasu.
"Ogniem i
mieczem" różni się od filmowych wersji "Pana Wołodyjowskiego" i "Potopu", bo
inne jest tempo akcji, inna narracja. Mówiąc o różnicach między tymi filmami
używam konsekwentnie "końskiego" języka. "Pan Wołodyjowski" robiony był stępa, a
"Potop" kłusem. "Ogniem i mieczem" musiało być w galopie. Nie wolno mi
było nie skorzystać ze zdobyczy współczesnego kina i techniki, która z
powodzeniem temu kinu służy. W moim filmie nie zabraknie efektów specjalnych,
proponuję też dynamiczny montaż. Nie wydaje się, aby z powodu unowocześnienia
języka filmowej opowieści film miałby być niedostępny dla starszych pokoleń
widzów, o których nie zapomniałem ani przez chwilę przy realizacji "Ogniem i
mieczem". Chciałem bardzo przenieść do filmu atmosferę dzikich pól,
siedemnastowiecznych kresów. Starałem się ocalić sienkiewiczowski humor - przede
wszystkim w kwestiach Zagłoby czy Rzędziana. Musiałem z konieczności zrezygnować
z łaciny, która - od dawna będąc językiem martwym - przez młode pokolenie nie
jest rozumiana. Miejscami film jest brutalny, ale tylko wtedy, kiedy jest to
dramaturgicznie uzasadnione, ale jest też liryczny, bo przecież jest to film o
miłości. Ocenę filmu zostawiam krytyce i publiczności. Ja jestem reżyserem.
Zrobiłem dwa filmy na podstawie Sienkiewicza, które do widowni trafiły. Mam
nadzieje, że ten trzeci trafi również.
W czasie
realizacji filmu często musiałem odpowiadać na pytanie: czy film wzbudzi
kontrowersje. Myślę, że wzbudzi jak każda opowieść poruszająca tematy drażliwe.
Na Ukrainie w pewnych kręgach ciągle książka Sienkiewicza uznawana jest za
antyukraińską. Rozumiem ten problem, ale kiedy byłem w Kijowie na wielkim forum
intelektualistów, spotkało się ze mną kilkaset osób, przedstawicieli różnych
kręgów, o różnych zapatrywaniach. W czasie kilkugodzinnej dyskusji padł tylko
jeden głos przeciwko realizowanemu filmowi. Nie dano mi szansy odpowiedzi na
zarzuty - odparła je sala. Poza jednym przypadkiem wszyscy uważali, że chwała i
sława, że wreszcie wyszliśmy z okresu, kiedy artystom cenzurowano tematy.
Wszyscy byli zwolennikami podjęcia tego problemu. Wielu z moich rozmówców
uważnie czytało "Ogniem i mieczem". Cytowali całe fragmenty, w których
autor "Trylogii" równie ostro traktował szlachtę polską, jak i Kozaczyznę. Dla
obu stron jasne było, że rezultatem tej tragicznej wojny był fakt upadku zarówno
Rzeczypospolitej, jak i Siczy Zaporoskiej. Mam świadomość, że film może wzburzyć
na Ukrainie tych, dla których wszystko, co złe, to Polska, a u nas ludzi, którzy
dopatrują się zła wyłącznie u Ukraińców. Mój film nie przekona pewnie
zwolenników ekstremalnych postaw.
Mam nadzieję,
że poruszy tych, którzy zechcą nad nim trochę pomyśleć. Filmowa opowieść
"Ogniem i mieczem" zaczyna się od czytanego zza kadru wprowadzenia o
dziwnym roku 1647, w "którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały
jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia". Te słowa ilustruje panorama po okręgu
360 stopni, pokazująca Dzikie Pola. Film kończę też Sienkiewiczem, ostatnim
akapitem z powieści kończącym się słowami: "Nienawiść wrosła w serca i zatruła
krew pobratymczą - i żadne usta długo nie mówiły: 'Chwała na wysokościach Bogu,
a na ziemi pokój ludziom dobrej woli'". Od siebie dodałem tylko jedno zdanie:
"150 lat później Katarzyna II, caryca Rosji, podbiła Chanat Krymski,
zlikwidowała Sicz Zaporoską i walnie przyczyniła się do upadku
Rzeczypospolitej". W scenie uczty u Chmielnickiego, gdzie ostateczną klęskę
ponosi z gruntu ugodowy Kisiel, świadomie umieściłem wśród ucztujących trzech
bojarów, którzy uważnie wszystkiemu się przyglądają.
O realizację
"Ogniem i mieczem" walczyłem 11 lat. Tych lat nie przetrwałbym, gdyby nie
moja żona Walentyna, która okazała wielki hart ducha, wspierając mnie w
sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych i gdyby nie producent Jerzy Michaluk,
który związał się ze mną na dobre i na złe.
Wywołane przez
media zjawisko "ogniomieczomanii" po prostu cieszy i może spowoduje że
dorastające pokolenia, tak żądne mocnych wrażeń, znowu sięgną po
Sienkiewicza.
PRODUCENT
JERZY MICHALUK O WSPÓŁPRACY Z JERZYM HOFFMANEM
Podejmując się
współpracy z Jerzym Hoffmanem w 1986 roku postawiłem jeden warunek. Chciałem,
aby dla tego niezwykłego przedsięwzięcia stworzyć niezależne przedsiębiorstwo,
którego celem statutowym byłoby zrealizowanie "Ogniem i mieczem". I
rzeczywiście Ministerstwo Kultury i Sztuki poprzez Komitet Kinematografii
powołało Studio Filmowe "Lauda". Moja decyzja o współpracy z Jerzym Hoffmanem
podyktowana była dwoma prywatnymi względami. Po pierwsze kocham historię i lubię
pomagać innym twórcom przy odtwarzaniu przeszłych czasów. Drugim powodem był sam
Jurek Hoffman. Nigdy wcześniej z nim nie pracowałem, ale często spotykaliśmy się
na forum koleżeńskim. Znałem go dobrze, przyglądałem się Jego twórczości, która
zawsze mnie fascynowała. Byłem też świadkiem Jego małych wojen o możliwość
realizacji kolejnych filmów. Niestety, bywało tak, że reżyserzy tworzący wówczas
bardzo często płacili za to swoim osobistym i zawodowym życiem. Tak było i w
Jego przypadku. Szczególnym wyrazem tego był "Pan Wołodyjowski". Ale też i przy
"Potopie" i innych filmach dostał za swoje. Podejmując współpracę z Hoffmanem
byłem świadom wyzwań, jakie przede mną stały, wiedziałem też z jakim człowiekiem
przyjdzie mi pracować.
Jurek zawsze
urzekał mnie swoją bezpośredniością, swoim temperamentem, swoimi emocjami, które
malowały się na Jego twarzy. Nigdy, podobnie jak ja, nie potrafił skrywać swoich
uczuć. Z Jerzym spotkałem się w 1974 roku. Ja byłem po realizacji filmu Jerzego
Antczaka "Noce i dnie", gdzie miałem zaszczyt być kierownikiem planu. Jerzy
kończył wtedy z sukcesem "Potop", w tymże roku otrzymał nominację do Oscara.
Wówczas zacząłem uważniej przyglądać się Jego twórczości.
Myślę, że
nasza współpraca układała się dobrze. Jerzy jest bardzo otwartym człowiekiem.
Postrzega ludzi podmiotowo. Wie i rozumie, że sensem tworzenia jest człowiek
jako odbiorca.
W ciągu
ostatnich 13 lat utrzymywaliśmy bardzo bliskie kontakty; przebywaliśmy ze sobą
po 14 godzin na dobę. Studio Filmowe ZODIAK pod naszym kierownictwem
zrealizowało w tym czasie osiem filmów fabularnych. Wciąż jednak myśleliśmy o
tym jak znaleźć drogę do realizacji naszego największego wówczas marzenia -
ekranizacji "Ogniem i mieczem". Odnalezienie owej drogi nie było łatwe,
za to pełne upokorzeń, różnych komplikacji. Ale warto było. Dzisiaj film jest
praktycznie w pudełku.
Warto
zaznaczyć, że podczas realizacji filmu atmosfera była znakomita. Ludzie
pracowali z entuzjazmem, czasem nie otrzymując odpowiedniej zapłaty za dobrą
pracę w filmie. Stosunki międzyludzkie były i nadal są bardzo dobre, co jest
przede wszystkim zasługą Jerzego. Dlatego też z nadzieją oczekuję następnych
realizacji Jurka Hoffmana.
"PAN WOŁODYJOWSKI" I "POTOP"
Jerzy Hoffman
- jak sam mówi - po raz pierwszy zetknął się z Trylogią na Syberii. Ojciec,
żołnierz I Armii Wojska Polskiego, przysłał z frontu książki, wśród nich m.in.
"Pana Wołodyjowskiego" i "Potop"( w takiej też kolejności powstały filmy).
W 1966 roku
Jerzy Lutowski, pracujący nad scenariuszem serialu "Przygody Pana Michała",
zaproponował Hoffmanowi jego reżyserię. Nim zrealizowano serial, powstał film
kinowy "Pan Wołodyjowski", który odniósł ogromny sukces. Niestety, wskutek
zawirowań politycznych i ciężkiej atmosfery 1968 roku, reżyserią serialu zajął
się ktoś inny. Nazwisko Hoffmana nie pojawiło się nawet w napisach końcowych
serialu, chociaż w "Przygodach Pana Michała" wykorzystano wiele scen z "Pana
Wołodyjowskiego".
W 1974 roku
wszedł na ekrany "Potop", który okazał się kolejnym sukcesem i który bardzo
szybko zyskał sympatię widzów. Artur Rubinstein, aby zobaczyć amerykańską
premierę "Potopu" odwołał swój koncert w Nowym Jorku. Film, nominowany do
Oskara, choć przegrał w walce o nagrodę Akademii z "Armacordem" Felliniego
(Przegrać z Fellinim to zaszczyt - mówi Jerzy Hoffman), wzbudził ogromne
zainteresowanie wśród amerykańskich dystrybutorów, którzy z miejsca chcieli
kupić do niego prawa. Niestety, ówcześni polscy decydenci sami postanowili zająć
się międzynarodową dystrybucją filmu. Gdy się wreszcie za to zabrali, było już
za późno i film nie odniósł za oceanem takiego sukcesu, na jaki zasłużył.
Na "Ogniem
i mieczem" zarówno reżyser, jak i widzowie musieli jeszcze poczekać.
11 LAT "Ogniem i mieczem"
Akcja całej
"Trylogii" obejmuje 25 lat. Od chwili wejścia na ekrany "Pana Wołodyjowskiego"
do premiery "Ogniem i mieczem" upłynie 31 lat. Jak widać, Jerzy Hoffman
poświęcił "Trylogii" o 6 lat więcej, niż trwają opisane przez Sienkiewicza
dzieje bohaterów.
Od początku
było wiadomo, że najtrudniej będzie uzyskać zgodę na sfilmowanie pierwszej
części cyklu. "Ogniem i mieczem" rzekomo godziło w sojusze, było
"antyukraińskie", a więc i antyradzieckie.
Po raz
pierwszy zaczęto mówić o sfilmowaniu pierwszej części "Trylogii" w 1980 roku.
Jerzy Hoffman mówi: Na jakimś spotkaniu filmowców z krajów demokracji ludowej
powiedziałem, że moim marzeniem jest zrobienie "Ogniem i mieczem". Na to
podnosi się Bondarczuk i mówi: "W takim razie ja zrobię 'Tarasa Bulbę'" (
powieść uważaną, dla odmiany, za antypolską). Potem z Bondarczukiem doszliśmy do
wniosku, że można by zrobić dwie koprodukcje - moje "Ogniem i mieczem" i
jego "Tarasa Bulbę". On dostał nawet zgodę KC Ukrainy, ale potem to KC zostało
pogonione przez Moskwę za nacjonalizm i wszystko się rypnęło...
Następna
szansa na film pojawiła się, gdy zaczęto mówić o likwidacji "białych plam" w
stosunkach polsko - ukraińskich. W 1986 roku powstała pierwsza wersja
scenariusza, autorstwa Jerzego Hoffmana i, zmarłego w 1991 roku, Jarosława
Szymkiewicza. Warto dodać, że od tamtego czasu powstało jeszcze siedem wersji, a
film, który zobaczymy w lutym na ekranach, nakręcono według dziewiątej wersji
scenariusza, którego autorem jest Jerzy Hoffman.
W 1987 roku
minister Aleksander Krawczuk, profesor historii, przyznał Jerzemu Hoffmanowi
dotację i rozpoczęto prace nad filmem. Powołano do życia Studio Filmowe "Lauda",
wybrano plenery i obiekty zdjęciowe, zakupiono materiały na kostiumy, wykonano
projekty militariów. Pod koniec tego okresu "Lauda" zatrudniała ok. 100 osób.
Jednak istniała krótko. Zmieniły się realia; nowa pani minister w jednej z
pierwszych decyzji cofnęła dotację dla "Laudy" - wspomina Jerzy Hoffman -
Wszystkie zebrane materiały i projekty oddaliśmy na przechowanie do magazynów
Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi.
Rok 1992
przyniósł kolejny pomysł na zdobycie pieniędzy, dużych pieniędzy, potrzebnych na
produkcję "Ogniem i mieczem". W tym właśnie roku powstaje Fundacja
Wspierania Polskiej Sztuki Filmowej. Jej celem było zbieranie funduszy na
realizację "Ogniem i mieczem".
Od 1993 roku
można mówić o oficjalnym włączeniu się mediów do prac nad ostatnią nie
sfilmowaną częścią "Trylogii". W prasie zaczynają pojawiać się konkursy, znów
pół Polski zastanawia się, kto ma zagrać Helenę, kto Bohuna, kto będzie
najlepszy do roli Skrzetuskiego, a kto powinien być Zagłobą.
Kolejny ważny
dla filmu etap to rezygnacja w 1996 roku Jerzego Hoffmana ze stanowiska
dyrektora Państwowego Studia Filmowego "Zodiak" i kontynuacja prac związanych z
rozpoczęciem produkcji filmu w założonym w 1992 roku "Zodiak Jerzy Hoffman Film
Production Sp. z o.o." Od tego momentu rozpoczynają się konkretne, uwieńczone
sukcesem, rozmowy ze sponsorami.
Koproducentami
filmu zostały: Telewizja Polska S.A.; Komitet Kionematografii przez Agencję
Produkcji Filmowej; Okocimskie Zakłady Piwowarskie S.A. (produkujące - już od
dawna - piwo marki "Zagłoba"), Budżet filmu domknięto dzięki nietypowej, jak na
polskie warunki, umowie kredytowej z Kredyt Bankiem PBI SA, który, nim ją
podpisał, zlecił wyspecjalizowanej agencji badania, między innymi potencjalnej
widowni filmu. Tak o tym opowiadał Jerzy Hoffman: Po raz pierwszy w historii
polskiej kinematografii zdarzyło się, że bank podjął decyzję o przyznaniu
kredytu inwestycyjnego na sfinansowanie produkcji filmu. Kredyt zamknął budżet i
jednocześnie otworzył ogromne szanse na przyszłość, na to, że jeśli eksperyment
się powiedzie, filmy z niewielkim budżetem, które obejrzy 200 - 300 tysięcy
widzów, będą miały szansę otrzymania kredytu. Może być to przełom, który
przywróci widza polskiemu kinu.
Oprócz
inwestorów i kredytu bankowego film miał liczną grupę sponsorów: Ford Euro Car,
Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A., Polskie Linie Lotnicze LOT, Oriflame, Kawa
Mag, Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Wreszcie, 13
października 1997 roku, o 8 rano, Jerzy Hoffman mógł rozpocząć zdjęcia do
"Ogniem i mieczem" - pierwszej, a zarazem ostatniej nie sfilmowanej
jeszcze przez siebie, części "Trylogii". W ciągu 118 dni zdjęciowych
zrealizowano materiał, z którego powstanie trzygodzinny film fabularny oraz
czterogodzinny serial telewizyjny (przy czym na serial przyjdzie widzom poczekać
jeszcze dwa lata).
Według
reżysera, "Ogniem i mieczem" ma być polsko-ukraińskim "Przeminęło z
wiatrem", filmem, opowiadającym przede wszystkim o wielkich namiętnościach, o
losach ludzkich rzuconych na tragiczne tło wojny domowej.
TWÓRCY
JERZY
HOFFMAN reżyseria, scenariusz, produkcja
Urodził się 15
marca 1932 r. w Krakowie, w rodzinie lekarskiej. W roku 1940 został wywieziony
na Syberię. Do Polski wrócił po zakończeniu wojny. Maturę zrobił w Bydgoszczy w
roku 1950. Jest absolwentem W.G.I.K. - Instytutu Filmowego w Moskwie.
Jako reżyser
debiutował w 1955 roku, kiedy wraz z Jerzym Skórzewskim zrealizował film
"Chuligani", za który w tym samym roku otrzymał nagrodę Polskiej Krytyki
Filmowej. Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski zrealizowali wspólnie 27 filmów
dokumentalnych, między innymi: "Dzieci oskarżają", "Karuzela Łowicka", "Typy na
dziś", "Pocztówka z Zakopanego", "Pamiątka z Kalwarii", "Dwa oblicza Boga". Ich
filmy otrzymywały nagrody w Oberhausen, Manheim, Wenecji, Moskwie i
Krakowie.Spółka autorska Hoffman - Skórzewski zadebiutowała w filmie fabularnym
w roku 1962, realizując obraz "Gangsterzy i filantropi" (Nagroda Ministra
Kultury i Sztuki III Stopnia). Autorzy zrealizowali wspólnie takie filmy, jak:
"Prawo i pięść" (1964) i "Trzy kroki po ziemi" (1965).
Filmy
zrealizowane przez Jerzego Hoffmana: Jarmark cudów (1966) Nagroda w Wenecji,
Ojciec (1967) Nagroda Ministra Kultury i Sztuki III St., Złoty Ekran za
najlepszy film TV, Pan Wołodyjowski (1968) Nagroda Ministra Kultury i Sztuki I
St., Potop (1974) Nagroda Ministra Kultury i Sztuki I St.,Grand Prix w Gdańsku,
Nominacja do Oskara '75, Nagroda w Moskwie za najlepszą rolę męską dla Tadeusza,
Łomnickiego, Trędowata (1976), Do krwi ostatniej (1978) Nagroda Specjalna w
Gdańsku, Znachor (1981), Wedle wyroków Twoich (1983), Piękna nieznajoma (1992),
Ogniem i mieczem (1999).
JERZY R.
MICHALUK produkcja
Kierownik
produkcji i producent wielu cenionych filmów polskich. Jerzy Michaluk jest
człowiekiem, bez którego film "Ogniem i mieczem" prawdopodobnie nie
ujrzałby światła dziennego. Jego niezwykłą rolę w realizacji tego filmu,
poświęcenie niejednokrotnie podkreślał Jerzy Hoffman. Jerzego Michaluka cechuje
niespożyta energia i entuzjazm, którymi potrafił zarazić wszystkich wokół
siebie. Posiada niezwykły dar przekonywania, co w jego zawodzie jest niezwykle
istotne.
Na jego
dorobek składa się imponująca filmografia.
Wybrana
filmografia: Czterdziestolatek (1975), Noce i dnie (1975), Brunet wieczorową
porą (1976), Motylem jestem czyli romans Czterdziestolatka (1976),
Niedzielne dzieci (1976), Szaleństwo Majki Skowron (1976), Noce i dnie (serial
tv) (1977), Pokój z widokiem na morze (1977), Jan Serce (1981), Matka Królów
(1982), Co dzień bliżej nieba (1983), Komediantka (1986), W piątą stronę świata
(1990), Ogniem i mieczem (1999).
JERZY
KAJETAN FRYKOWSKI producent wykonawczy
Kierował
produkcją filmu "Ogniem i mieczem"; wieloletni kierownik produkcji. Dobry
duch filmu i całej produkcji. Ma na swoim koncie współpracę przy m.in.
następujących filmach: "Ciemna strona Wenus", "Bandyta", "Autoportret z
kochanką", "Uprowadzenie Agaty", "Frankenstein" (film tv, prod. USA), "Przeklęta
Ameryka", "Napoleon i Europa" (serial tv, prod. Francja), "Po upadku", "Bez
grzechu", "Życie wewnętrzne", "Śmierć Johna L.", "Cudzoziemka", "Zielone
kasztany", "Sceny dziecięce z życia prowincji", "Thais" i "Odwet".
ANDRZEJ
HALIŃSKI scenografia
Projektował
scenografię m.in. do następujących filmów: "13 posterunek" (serial tv), "Sztos",
"Diabelska edukacja" (film tv), "C. K. Dezerterzy", "Pismak", "Thais",
"Nieciekawa historia", "Królowa Bona" (serial tv), "Słona róża", "Mrzonka" (film
tv), "Fucha", "Kariera Nikodema Dyzmy" (serial tv), "Lalka" (serial tv),
"Sherlock Holmes i dr Watson" (serial tv), "Bułeczka" oraz "Zofia".
Jako drugi
scenograf pracował m.in. przy "Ziemi obiecanej" i "Sanatorium pod Klepsydrą".
Ma na koncie
przeszło 20 filmów reklamowych dla agencji: Lintas, Grey, Saatchi & Saatchi,
McCann Erickson, GGK, DMB&B i innych.
MAGDALENA
TESŁAWSKA PAWEŁ GRABARCZYK kostiumy
Mają za sobą
kilkadziesiąt realizacji filmowych Bardzo często współpracują razem. Ich
najważniejsze wspólne realizacje to m.in. "Niezwykła podróż Baltazara Kobera" w
reżyserii Jerzego Wojciecha Hassa, "Kanclerz" w reżyserii Ryszarda Bera czy
"Borys Godunow" w reżyserii Andrzeja Żuławskiego. W filmie "Ogniem i
mieczem" przygotowali kostiumy dla 120 postaci pierwszoplanowych - średnio
po trzy kostiumy dla każdego aktora oraz kilka tysięcy kostiumów dla postaci
drugiego planu i statystów. Kostiumy wykonane są bardzo starannie z dużą
dbałością o detal z tkanin ręcznie robionych na zabytkowych krosnach w
specjalistycznych manufakturach. Teoretycznie przygotowanie zajęło im kilka lat
pracy i studiów nad epoką. Autorzy starali się, aby kostiumy oddały charakter i
klimat XVII-wiecznej Ukrainy.
TOMASZ
BIERNAWSKI militaria
Absolwent
Wydziału Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego. Organizator i współzałożyciel
Studenckiego Klubu Jeździeckiego w Warszawie, instruktor jazdy konnej. Pierwszy
kontakt z filmem miał jeszcze w czasie realizacji "Pana Wołodyjowskiego" - jako
jeździec brał udział w scenach konnych. Po studiach pracował w Państwowym Muzeum
Etnograficznym. W ramach kompletowania materiałów do pracy doktorskiej na temat
Indian przebywał w USA. Pracował tam jako trener i zawodowy jeździec. Po
powrocie do Polski pracował przy filmie "Hubal" gdzie zajmował się
przygotowaniem koni i jeźdźców do zdjęć. Po pracy przy "kawaleryjskim" filmie
posypały się inne propozycje zawodowe. Tomasz Biernawski ma za sobą
kilkadziesiąt filmów przy których pracował jako jeździec, kaskader i instruktor.
Przy filmie "Gniazdo" w reżyserii Jana Rybkowskiego współpracował przy
"ubieraniu koni". Od tamtego czasu wyspecjalizował się jako scenograf militarny.
Współpracował w tym charakterze z najwybitniejszymi reżyserami: z Andrzejem
Żuławskim ("Borys Godunow", "Szamanka"); Wojciechem Hassem ("Pamiętnik
Grzesznika", "Przypadki Baltazara Kobera"); Januszem Majewskim ("Królowa Bona"),
Jerzym Kawalerowiczem ("Austeria").
Jest autorem
militariów do ok. 50 tytułów filmów fabularnych, telewizyjnych i teatru TV
("Tristan i Izolda"; "Cezar i Pompejusz"), głównie historyczno-kostiumowych.
Militaria to
elementy uzbrojenia w kostiumie, oporządzenie koni wierzchowych i zaprzęgowych,
pojazdy konne oraz takie elementy scenografii jak: obozy, tabory,
fortyfikacje.
ALBINA
BARAŃSKA dekoracja wnętrz
Projektowała
dekoracje wnętrz m.in. do takich filmów jak: "Pięciu", "Cyrograf dojrzałości",
"Czterej pancerni i pies", "Janosik", "Karino", "Mazepa", "Lalka", "Rodzina
Połanieckich", "Kariera Nikodema Dyzmy", "Mniejsze niebo", "Karate po polsku",
"Zapach psiej sierści", "Kobieta z prowincji", "Był jazz", "Tabu", "Ostatni
prom", "Kramarz", "Cynga", "Powrót wilczycy", "Niezwykła podróż Baltazara
Kobera", "Dwa księżyce", "Tragarz puchu", "Listopad", "Matka swojej matki" oraz
"Sztos".
Filmy
"Kawalerskie życie na obczyźnie" i "Horror w Wesołych Bagniskach" przyniosły jej
nagrody na festiwalu w Gdyni.
KRZESIMIR
DĘBSKI kompozytor
Studiował
kompozycję w poznańskiej Akademii Muzycznej. Jako skrzypek z zespołem "String
Connection" koncertował od 1980 r. w całej niemal Europie oraz USA i Kanadzie.
Jest laureatem I nagrody światowego Konkursu Jazzowego w Hoeillart (Belgia).
Wielokrotnie zdobywał tytuł Najlepszego Skrzypka, Kompozytora, Aranżera Roku w
ankietach magazynu Jazz Forum. W 1985 r. znalazł się na liście 10-ciu
najlepszych skrzypków jazzowych amerykańskiego pisma Down Beat.
Krzesimir
Dębski tworzy muzykę jazzową, filmową, teatralną i eksperymentalną. Jest autorem
ścieżki dźwiękowej do ponad 50-ciu filmów fabularnych, telewizyjnych krajowych i
zagranicznych. Ostatnio podjął również działalność dyrygencką i jego dyskografia
jako dyrygenta obejmuje już kilkanaście tytułów, m.in. z muzyką filmową dla Sony
Classics Record.Autor muzyki m.in. do następujących filmów: "Medium", "Cudowne
dziecko", "Alchemik", "Opowieść Harleya", "Ferdydurke" (aranżacja), "Deja vu",
"Szwadron", "Człowiek z...", "Kolos", "Motyw cienia", "Oczy niebieskie", "Matka
swojej matki", "Ciemna strona Wenus", "V.I.P.", "Prostytutki" oraz seriali tv
"Matki, żony i kochanki" i "Złotopolscy".
KRZYSZTOF
WODZIŃSKI dźwięk
Operator
dźwięku m.in. przy następujących filmach: "Dziewczyny do wzięcia" (film tv),
"Palec Boży", "Obszar zamknięty", "Drzwi w murze", "Nie będę cię kochać", "Jak
to się robi", "Ziemia obiecana", "Inna", "Milioner", "Szarada", "Palace Hotel",
"Znachor", "Wilczyca", "Śpiewy po rosie", "Wysokie loty", "Czułe miejsca",
"Płomienie", "Pogrzeb świerszcza", "Klątwa Doliny Węży", "Powrót Wilczycy",
"Odlotowe wakacje" i "Matki, żony i kochanki" (serial tv).
AKTORZY
IZABELLA
SCORUPCO Helena Kurcewiczówna
Urodziła się w
Białymstoku i jako ośmioletnia dziewczynka wyjechała z matką (lekarką,
specjalistą anestezjologiem i psychiatrą) do Szwecji. W szkole uczyła się
dramatu i muzyki. Kiedy miała siedemnaście lat odkrył ją szwedzki reżyser i
zagrała w filmie "Nikt tak nie kocha jak my" ("No One Can Love Like Us"). Ta
rola uczyniła z niej idola nastolatków. Po tym filmie, będąc bardzo popularna w
Skandynawii, rozpoczęła pracę jako modelka. Pracowała nie tylko w Szwecji. Jej
zdjęcia trafiły na okładki międzynarodowych magazynów poświęconych modzie i
urodzie.
W roku 1989
Izabella Scorupco nagrała singiel "Substitute", za który otrzymała w Szwecji
Złotą Płytę, podobnie jak za późniejszy album "Iza". Jej piosenki zainspirowane
były muzyką lat siedemdziesiątych i twórczością zespołu ABBA. Popularność
przyniósł jej prezentowany w MTV teledysk do piosenki "Shame, Shame, Shame"
zrealizowany w 1991 roku.
W roku 1994
Izabella Scorupco powróciła do kariery aktorskiej. Wtedy otrzymała główną rolę w
rozgrywającym się w epoce średniowiecza dramacie pt. "Oczy Piotra" ("Petri
Tears"), w którym wcieliła się w rolę Carli Marcellini. Film ten spotkał się z
dużym uznaniem krytyki.
W czasie
realizacji "Oczu Piotra" na plan filmu przyjechała specjalnie do Izabelli
Scorupco ekipa filmowa "Goldeneye". Aktorka spodobała się producentom Michaelowi
G. Wilsonowi i Barbarze Broccoli oraz reżyserowi Martinowi Cambellowi. Zagrała w
filmie "Goldeneye", dołączając tym samym do grupy tzw. "dziewczyn Bonda". Jako
pierwsza odmieniła ich wizerunek. Udowodniła, że piękne kobiety potrafią być
również mądre i inteligentne.
W grudniu 1996
r. Izabella Scorupco wyszła za mąż za polskiego hokeistę Mariusza Czerkawskiego.
Z powodów zawodowych Izabella Scorupco wiele czasu spędza w Los Angeles,
Londynie i Sztokholmie. We wrześniu 1997 aktorka urodziła córeczkę. Mieszka z
mężem i córką w Nowym Jorku.
MICHAŁ
ŻEBROWSKI Jan Skrzetuski
Urodził się 17
czerwca 1972 roku w Warszawie. W roku 1991 ukończył XI Liceum Ogólnokształcące
im. Mikołaja Reja w Warszawie, gdzie uczęszczał do klasy o profilu
matematyczno-fizycznym.
Od dziecka
marzył o zawodzie aktora. Brał udział w zajęciach kółka recytatorskiego,
prowadzonego przez Ewę Różbicką w Warszawskim Ośrodku Kultury. W konkursach
recytatorskich otrzymał wiele nagród. W roku 1991 został studentem Państwowej
Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, którą ukończył w roku 1995.
W PWST
studiował pod kierunkiem takich profesorów, jak: Anna Seniuk, Zbigniew
Zapasiewicz, Gustaw Holoubek, Mariusz Benoit, Jan Englert i Jarosław Gajewski.
Na III roku studiów Michał Żebrowski zagrał główną rolę w "Kordianie" Juliusza
Słowackiego pod kierunkiem Jana Englerta. W PWST zagrał w czterech
przedstawieniach dyplomowych.
W spektaklu
przygotowanym pod kierunkiem Mariusza Benoit zagrał Jimiego w "Miłości i
gniewie" Johna Osborne'a. Pod opieką Zbigniewa Zapasiewicza zagrał Posła w
"Odprawie Posłów Greckich" Jana Kochanowskiego i Pana Cogito w spektaklu
"Opowiastki o Panu Cogito" Zbigniewa Herberta. Pod kierunkiem Anny Seniuk Michał
Żebrowski zagrał rolę Doręby w "Gwałtu, co się dzieje" Aleksandra Fredry. W
inscenizacji przygotowanej przez Gustawa Holoubka zagrał Edypa w przedstawieniu
"Medea, Jokasta, Idalia" na podstawie dramatów Sofoklesa.
Na XIII
Łódzkim Przeglądzie Szkół Teatralnych w roku 1995 Michał Żebrowski otrzymał trzy
nagrody: za najlepszą rolę męską, nagrodę publiczności oraz Nagrodę Jana
Machulskiego.
Po studiach
zagrał Szczęsnego w "Horsztyńskim" Juliusza Słowackiego, w reżyserii Zbigniewa
Zapasiewicza w Teatrze Telewizji, Janusz Myszyńskiego w serialu telewizyjnym
"Sława i chwała" w reż. Kazimierza Kutza.
W listopadzie
1997 roku w Teatrze Telewizji można było oglądać "Dziady" w reżyserii Jana
Englerta, w których Michał Żebrowski gra Gustawa - Konrada.
Michał
Żebrowski grał rolę Skrzetuskiego w radiowym słuchowisku "Ogniem i
mieczem" w reżyserii Janusza Kukuły.
Aktor ma także
na swoim koncie role w "Samowolce" Feliksa Falka, "Wynajmę pokój" Andrzeja
Titkowa, "Poznań 56" Filipa Bajona. Po zakończeniu zdjęć do filmu "Ogniem i
mieczem" Michał Żebrowski zagrał Pana Tadeusza w filmie Andrzeja Wajdy.
ALEKSANDER
DOMOGAROW Bohun
Urodził się 12
lipca 1963 roku w Moskwie. W 1984 roku ukończył Wyższą Szkołę Teatralną im.
Szczepkina przy Teatrze Małym w Moskwie. Bezpośrednio po studiach pracował w
Teatrze Małym, później przez 9 lat w Teatrze Sowieckiej Armii, gdzie zagrał 13
głównych ról. Od roku 1994 Aleksander Domogarow jest aktorem w Teatrze im.
Mossowieta, gdzie zagrał 4 główne role. Między innymi rolę Marata w sztuce "Mój
biedny Marat" Arbuzowa (premiera w 1995 r.) i Georga w "Kochanym przyjacielu" wg
Guy de Maupassanta. Za tę kreację otrzymał nagrodę za najlepszą rolę w sezonie
teatralnym 1996 w Moskwie.
Propozycję
zagrania roli Bohuna Jerzy Hoffman złożył Aleksandrowi Domogarowi dwa tygodnie
przed rozpoczęciem zdjęć do "Ogniem i mieczem". Po krótkiej rozmowie z
aktorem reżyser zrezygnował ze zdjęć próbnych.
Bohun, to
według Aleksandra Domogarowa człowiek, który szaleńczo kocha. Jest zabójcą,
wojownikiem, ale gdy patrzy w oczy ukochanej, świat przestaje dla niego istnieć.
Jak mówi problemem reżysera i moim było pokazanie napięcia między kobietą i
mężczyzną na tle historycznym. Akcja toczy się przecież w czasie krwawej wojny,
rozbicia Ukrainy. Dla was, Polaków to historia, dla mnie - teraźniejszość. Sam
odczuwam, co to znaczy rozbicie ziem niegdyś połączonych. W 1995 roku Białoruś,
Ukraina, Kazachstan i Rosja oddzieliły się granicami. Przyjeżdża do mnie
przyjaciel z Kijowa i narzeka: dlaczego muszę załatwiać tyle papierków,
dokumentów, aby dotrzeć do Moskwy? Dlaczego robią mi tyle problemów na
granicy?
Po zakończeniu
zdjęć do "Ogniem i mieczem" Aleksander Domogarow zagrał jedna z głównych
ról w najnowszym filmie Magdaleny Łazarkiewicz pt: "Na koniec świata", w którym
partnerowała mu Justyna Steczkowska.
KRZYSZTOF
KOWALEWSKI Jan Onufry Zagłoba
Urodzony 20
marca 1937 roku w Warszawie. Absolwent PWST w Warszawiea. Dyplom otrzymał w 1960
roku. Debiutował jako aktor teatralny w roku 1961. Aktor teatrów warszawskich:
Klasycznego (1960-1961), Dramatycznego (1961-1962), Polskiego (1962-1970),
Studenckiego Teatru Satyryków (1970-1973), Rozmaitości (1974-1977),
Współczesnego (od 1977). Ceniony jako aktor kabaretowy. Krzysztof Kowalewski
jest wieloletnim wykładowcą PWST w Warszawie.
Odtwórca roli
Zagłoby w filmie "Ogniem i mieczem" zagrał prawie 100 ról filmowych w
najważniejszych polskich filmach i serialach. Sympatię widzów przyniosła mu
między innymi rola Benka w "Czterdziestolatku" oraz kreacje w komediach, przede
wszystkim Stanisława Barei. Grywał księży, nauczycieli, policjantów. Na scenach
teatrów stworzył wiele niezapomnianych kreacji.
Krzysztof
Kowalewski zawsze pragnął być aktorem. Już jako licealista uczęszczał do kółka
dramatycznego w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, a następnie zdawał do Szkoły
Teatralnej. Debiutował w "Krzyżakach" będąc na drugim roku studiów.
Krzysztof
Kowalewski jest aktorem wszechstronnym. Obok występów filmowych ma na swoim
koncie udział w wielu audycjach radiowych, z których największą popularność
przyniosła mu rola pana Sułka. Od blisko 20 lat jest aktorem Teatru
Współczesnego. Ma na swoim koncie także szereg ról telewizyjnych.
Wszystkie
dokonania aktorskie Krzysztofa Kowalewskiego łączą się pod względem charakteru
wykonywanych ról. W ogromnej większości są to role komediowe, ale jak sam
twierdzi, taką właśnie ma naturę.
Wcześniej u
Jerzego Hoffmana zagrał w "Potopie", wcielając się w postać Rocha Kowalskiego.
Rolę Zagłoby w "Ogniem i mieczem" przyjął z radością. Już jako 14-letni
chłopiec był zafascynowany postacią Zagłoby, jego pełnymi fantazji opowieściami,
a jednocześnie trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość. W epopei Jerzego Hoffmana
Krzysztof Kowalewski występuje razem z żoną, Ewą Wiśniewską.
Wybrana
filmografia: Potop (1974), Nie ma róży bez ognia (1974), Brunet wieczorową
porą (1976), Co mi zrobisz jak mnie złapiesz (1978), Miś (1980), Rodzina
Leśniewskich (1980), Miłość ci wszystko wybaczy (1981), Wielka majówka (1981),
Jeśli się odnajdziemy (1982) , Wyjście awaryjne (1982), "Lata dwudzieste...,
lata trzydzieste" (1983), C. K. Dezerterzy (1985), Jezioro Bodeńskie (1985),
1986 Komediantka (1986), Nowy Jork - czwarta rano (1988), Co lubią tygrysy
(1989), Rozmowy kontrolowane (1991), Awantura o Basię (1995), Horror w Wesołych
Bagniskach (1995), Nic śmiesznego (1995), Nocne graffiti (1996), Złoto
dezerterów (1998), Ogniem i mieczem (1999).
ZBIGNIEW
ZAMACHOWSKI Michał Wołodyjowski
Urodził się 17
stycznia 1961 w Brzezinach koło Łodzi. Debiutował w teatrze w grudniu 1983 roku.
Dwa lata później otrzymał nagrodę za rolę Pianisty w przedstawieniu "Syn
marnotrawny" Łódź - III OPSDST. W tym samym roku ukończył Wydział Aktorski
PWSFTviT w Łodzi. Jest laureatem Nagrody im. Stanisława Wyspiańskiego I stopnia
za osiągnięcia aktorskie w teatrze i filmie.
Należy do
najczęściej nagradzanych aktorów młodego pokolenia. Jest laureatem licznych
nagród krajowych (m.in. Wiktory '93. '96 i '97, Złota Kaczka '93 oraz dyplom
mistrzowski - Nagroda im. prof. Aleksandra Bardiniego na XVIII Przeglądzie
Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu) i międzynarodowych.
Zbigniew
Zamachowski jest absolwentem technikum i szkoły muzycznej. W filmie debiutował w
1981 roku brawurową rolą w "Wielkiej majówce" Krzysztofa Rogulskiego. Jest
aktorem, ale także kompozytorem muzyki do etiud filmowych oraz autorem muzyki i
tekstów piosenek, które wykonuje z wielkim powodzeniem.
Jest uważany
za jedenego z najlepszych i najpopularniejszych aktorów swojego pokolenia. Znamy
go m.in. z ról w filmach Krzysztofa Kieślowskiego ("Trzy kolory - Biały",
"Dekalog X") oraz Kazimierza Kutza ("Zawrócony", "Pułkownik Kwiatkowski", "Sława
i chwała").
W latach 1985
-1997 występował w Teatrze Studio w Warszawie, od roku 1997 jest aktorem Teatru
Narodowego.
Zagrał w
prawie 60 polskich filmach, za które otrzymał wiele nagród:
1987 -
Ucieczka nagroda aktorska w Gdańsku (Młode Kino Polskie)
1988 - Zad
Wielkiego Wieloryba nagroda aktorska w Gdańsku (Młode Kino Polskie)
1990 -
Ucieczka z kina "Wolność" nominacja do nagrody za drugoplanową rolę męską Gdańsk
- Gdynia (FPFF)
1991 -
Ucieczka z kina "Wolność" nominacja do Feliksa w kategorii drugoplanowa rola
męska;
1994 -
Zawrócony nagroda za pierwszoplanową rolę męska Gdańsk - Gdynia (FPFF)
Wybrana
filmografia: Wielka majówka (1981), Ucieczka (1982), Pierścień i róża
(1986), Zmiennicy (1986), Zabij mnie, glino (1987), Zad wielkiego wieloryba
(1987), Dekalog (1988), Dotknięci (1988), Mistrz i Małgorzata (1988), Niezwykła
podróż Baltazara Kobera (1988), Bal na dworcu w Koluszkach (1989), Seszele
(1990), Ucieczka z kina "Wolność" (1990), Tak, tak (1991), Sauna (1992),
Zawrócony (1994), Pestka (1995), Pułkownik Kwiatkowski (1995), Darmozjad polski
(1997), Kochaj i rób co chcesz (1997), Pułapka (1997), Szczęśliwego Nowego Jorku
(1997), Demony wojny wg Goi (1998), Ogniem i mieczem (1999).
ANDRZEJ
SEWERYN Książe Jeremi Wiśniowiecki
Urodził się 25
kwietnia 1946 roku w Niemczech. W 1968 roku ukończył warszawską PWST. Był
aktorem Teatru Ateneum. Popularność zdobył na początku lat siedemdziesiątych
dzięki rolom w spektaklach Teatru Telewizji. Pierwszą dużą rolę filmową zagrał w
"Albumie Polskim" w reżyserii Jana Rybkowskiego.
Andrzej
Seweryn zagrał w ponad 40 filmach fabularnych. Pracował m.in. z: Andrzejem
Wajdą, Andrzejem Żuławskim, Giorgio Trevesem, Stevenem Spielbergiem i Agnieszką
Holland.
Od końca lat
siedemdziesiątych Andrzej Seweryn mieszka na stałe we Francji, gdzie jest
aktorem Comedie Francaise oraz członkiem zarządu słynnego paryskiego teatru oraz
wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Sztuki i Technik Teatralnych (l'Ecole
Nationale Superieure des Arts et Techniques du Theatre) w Lyon. W swojej
karierze zawodowej wystąpił w ponad 30 spektaklach teatralnych w Polsce i we
Francji. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród i odznaczeń, m.in. laureatem
nagrody dla najlepszego aktora przyznanej przez Związek Krytyków Teatralnych i
Muzycznych oraz kawalerem orderu Sztuki i Literatury, które otrzymał we Francji.
W 1997 roku otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski z rąk Prezydenta
RP oraz Dyplom Ministra Spraw Zagranicznych za Wybitne Zasługi dla Kultury
Polskiej w Świecie.
Wybrana
filmografia: Raz, dwa, trzy (1967), Album polski (1970), Chłopi (1972),
Przejście podziemne (1973), Ziemia obiecana (1975), Polskie drogi (1977), Noce i
dnie (1977), Granica (1977), Bez znieczulenia (1978), Roman i Magda (1978),
Dyrygent (1979), Człowiek z żelaza (1981), Podróż na Wschód (1994), Całkowite
zaćmienie (1995), Genealogies d'un crime (1995), Ogniem i mieczem (1999),
Pan Tadeusz (1999).
WIKTOR
ZBOROWSKI Longinus Podbipięta
Filmowy
Longinus Podbipięta jest jednym z najbardziej wszechstronnych polskich aktorów.
Występuje chętnie w kabaretach, bajkach dla dzieci, w filmach i w teatrze.
Absolwent warszawskiej PWST. Dyplom otrzymał w 1973. Debiutował w serialu
"Czterdziestolatek" w roku 1975. Zagrał prawie 50 ról filmowych. Wiktor
Zborowski to: niezapomniany Bociek w "Janie Serce", Haber w "C.K. Dezerterzy" i
"Złocie Dezerterów", młody Batiuk w "Siekierezadzie", Zdzisio mechanik w "Misji
specjalnej", Roman Zabiełło w "Sztuce kochania".
Od dawna nie
miał wątpliwości, że Jerzy Hoffman dotrzyma danego słowa i obsadzi go w roli
Longinusa Podbipięty.
Wybrana
filmografia: Czterdziestolatek (1975), Widziadło (1977), Kontrakt (1980),
Miś (1980), Wesele (1983), Alternatywy 4 (1983), C. K. Dezerterzy (1985),
Siekierezada (1985), Misja specjalna (1987), Kogel - mogel (1988), Galimatias
czyli kogel - mogel II (1989), Sztuka kochania (1989), Kuchnia polska (1991),
Dotknięcie ręki (1992), Kawalerskie życie na obczyźnie (1992), Wszystko, co
najważniejsze (1992), Bank nie z tej ziemi (1993), Oczy niebieskie (1993),
Darmozjad polski (1997), Złoto dezerterów (1998), Ogniem i mieczem
(1999).
WOJCIECH
MALAJKAT Rzędzian
Urodzony 16
stycznia 1963 roku. Ukończył Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi w 1986 roku. Dwa
lata później otrzymał nagrodę aktorską im. Leona Schillera.
Aktor scen
warszawskich: Teatru Studio i Narodowego. W polskim filmie zagrał prawie 30 ról.
Popularność przyniosła mu między innymi rola Herberta w telewizyjnym serialu
"Panny i wdowy". W filmie Jerzego Hoffmana z roku 1992 "Piękna nieznajoma" grał
Obozowa.
W filmie
"Ogniem i mieczem" stworzył wspaniałą kreację Rzędziana. Propozycja
aktorska Wojciecha Malajkata została przyjęta przez reżysera z takim
entuzjazmem, że rozbudował postać, która w scenariuszu zapowiadała się bardziej
skromnie.
Wybrana
filmografia: Żuraw i czapla (1985), Cesarskie cięcie (1987), O rany, nic się
nie stało !!! (1987), Zad wielkiego wieloryba (1987), Deja vu (1989), Sztuka
kochania (1989), Mów mi Rockefeller (1990), Panny i wdowy (1991), Piękna
nieznajoma (1992), Czterdziestolatek. 20 lat później (1993), Pajęczarki (1993),
Szabla od komendanta (1995), Wielki tydzień (1995), Ogniem i mieczem
(1999).
BOHDAN S.
STUPKA Bohdan Chmielnicki
Jeden z
najwybitniejszych współczesnych aktorów ukraińskich. Urodził się 27 sierpnia
1941 roku pod Lwowem. Studiował filologię ukraińską na Uniwersytecie we Lwowie.
Kontynuował studia w Szkole Teatralnej we Lwowie i w Instytucie Teatralnym w
Kijowie. W latach 1961-1978 pracował w Teatrze im. M. Zamkowieckaja. Od roku
1978 jest aktorem Teatru Narodowego im. I. Franco w Kijowie. Za niezapomniane
kreacje, głównie teatralne otrzymał wiele nagród, wśród których za najważniejsze
uważa:
Grand Prix na
VII Moskiewskim Festiwalu Filmowym za rolę Oresta w filmie "Biały Ptak z Czarnym
Znamieniem" w reżyserii Wiktora Ilienki
Nagrodę dla
odtwórcy głównej roli w "Wujaszku Wani" Czechowa, 1980
Nagrodę Tarasa
Szewczenki za rolę Tewiego Mleczarza w sztuce "Tewi Mleczarz", 1993
Międzynarodową
Nagrodę im. Stanisławskiego za rolę Zadrożnego w "Ukradzionym szczęściu"
Grał w
siedemdziesięciu filmach, także w takich, które przeszły do historii kina
europejskiego (tzw. ukraińska szkoła filmowa), jak: "Cienie zapomnianych
przodków"; "Kamienna dusza", "Rodzina Kajdasza".
Sztuki
teatralne, w których występuje Bohdan Stupka obejmują role szekspirowskie
(Ryszard III, Król Lear), fredrowskie "Damy i Huzary", dzieła autorów
ukraińskich, oraz role w sztukach Gogola, które odbiły się ostatnio głośnym
echem w świecie kultury. Sztukę "Pamiętnik Wariata" wg Gogola Stupka
przedstawiał w teatrze w La MaMa w Nowym Yorku, na najważniejszych scenach
Chicago, Detroit, Filadelfii i Waszyngtonu oraz na scenach europejskich. Zdaniem
krytyki w sztuce tej Stupka stworzył mistrzowskie studium psychologiczne
postaci, "sceniczne arcydzieło". W przedstawieniach występował również jego syn
Ostap Stupka.
Jedną z
najbardziej znanych kreacji teatralnych aktora jest rola Tewiego Mleczarza w
sztuce Scholem Aleiehema (grana w oryginale), na podstawie której powstał znany
amerykański musical "Skrzypek na dachu" .
EWA
WIŚNIEWSKA Kniahini Kurcewiczowa
Ukończyła
warszawską PWST w roku 1963. Aktorka teatralna i filmowa. Związana jest z takimi
scenami warszawskimi jak Teatr Ludowy (1964-74), Kwadrat, Nowy, Syrena i
Ateneum.
Otrzymała
wiele nagród, m.in.: "Złota kaczka'86" miesięcznika "Film" i tytuł Gwiazdy
Sezonu Filmowego na XVII LLF w Łagowie.
Ewa Wiśniewska
zagrała prawie 60 ról w polskich filmach. Debiutowała w "Kanale" w roku 1956
rolą dziewczyny podającej wodę powstańcom. Grała także w "Zezowatym szczęściu".
Z Jerzym Hoffmanem spotkała się na planie filmu "Prawo i pięść", w którym grała
Jankę.
Ogólnopolską
sławę przyniosła aktorce rola lekarki w telewizyjnym serialu "Doktor Ewa" oraz
wspaniała rola w ekranizacji powieści Kuncewiczowej "Cudzoziemka", za którą
otrzymała Nagrodę Przewodniczącego Komitetu Kinematografii w roku 1987 oraz
nagrpdę na FPFF w Gdyni za główną rolę kobiecą. W latach dziewięćdziesiątych
aktorka zagrała ważne role w ośmiu polskich filmach.
Rola Kniahini
Kurcewiczowej jest jedną z jej najnowszych kreacji aktorskich.
Na stałe
związana jest ze sceną Teatru Ateneum.
Wybrana
filmografia: Kanał (1956), Zezowate szczęście (1960), Zbrodniarz i panna
(1963), Prawo i pięść (1964), Album polski (1970), Doktor Ewa (1970), Granica
(1977), Widziadło (1977), Lalka (serial tv) (1977), Co mi zrobisz jak mnie
złapiesz (1978), Hallo Szpicbródka czyli ostatni występ króla kasiarzy
(1978), Roman i Magda (1978), Umarli rzucają cień (1978), Paciorki jednego
różańca (1979), Wielka majówka (1981), Dolina Issy (1982), Thais (1983), "Lata
dwudzieste . . . lata trzydzieste . . ." (1983), Cudzoziemka (1986), Dotknięci
(1988), Ucieczka z kina "Wolność" (1990), Życie za życie. Maksymilian Kolbe
(1990), Przeklęta Ameryka (1992), Młode wilki (1995), Złoto dezerterów (1998),
Ogniem i mieczem (1999).
DANIEL
OLBRYCHSKI Tuhaj-Bej
Daniel
Olbrychski jest jedynym aktorem, który grał we wszystkich ekranizacjach
"Trylogii" w reżyserii Jerzego Hoffmana: Azję Tuhajbejowicza w "Panu
Wołodyjowskim", Kmicica w "Potopie" i Tuhaj-beja w "Ogniem i
mieczem".
Po raz
pierwszy spotkał się z Jerzym Hoffmanem na planie filmu "Ranny w lesie", gdzie
reżyser przebywał jako gość. Tam zwróciła na niego uwagę żona reżysera,
Walentyna, i dzięki jej rekomendacji otrzymał rolę Rafała w "Popiołach" Andrzeja
Wajdy.
Daniel
Olbrychski zagrał wiele wybitnych ról w ponad 150 filmach kinowych i
telewizyjnych, w pięciu, które były nominowane do Oscara. Trzy z nich otrzymały
tę nagrodę.
W latach 1963
-1964 związany był z Teatrem Młodzieżowym TVP pod kierunkiem Andrzeja Konica. Na
ekranie debiutował w 1964 roku jako student PWST w Warszawie. Studiów nie
ukończył. Występował w Teatrze Powszechnym, a następnie w Teatrze Narodowym w
Warszawie. Wystąpił w wielu filmach na Węgrzech, we Włoszech, Francji i w RFN.
W plebiscycie
"Polityki" na najważniejszych aktorów polskich XX wieku zajął VII miejsce. W
roku 1998 na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi odsłonięto jego gwiazdę w nowo
powstałej Alei Gwiazd.
Nagrody
filmowe:
Nagroda za
rolę męską w filmie "Brzezina" Łagów 1971;
Nagroda za
rolę męska w filmie "Brzezina" Moskwa MFF 1971;
Nagroda za
pierwszoplanową role męską w filmie "Potop" Gdańsk-Gdynia 1974;
Złota Kamera
dla najlepszego aktora w fillmie "Potop" - 1974;
Wybrana
filmografia: Popioły (1965), Potem nastąpi cisza (1965), Małżeństwo z
rozsądku (1966), Hrabina Cosel (1968), Pan Wołodyjowski (1968), Wszystko na
sprzedaż (1968), Polowanie na muchy (1969), Sól ziemi czarnej (1969), Struktura
kryształu (1969), Brzezina (1970), Krajobraz po bitwie (1970), Różaniec z
granatów (1970), Wesele (1972), Potop (1974), Ziemia obiecana (1974), Panny z
Wilka (1979), Wizja lokalna (1980), Ga, ga. chwała bohaterom (1985),
Siekierezada (1985), Dekalog (1988), Kolejność uczuć (1993), Pestka (1995), Pan
Tadeusz (1999), Ogniem i mieczem (1999).