ŻYCZENIE WIECZNEGO SZCZĘŚLIWEGO DZIECIŃSTWA

            Niezależnie od wszelkich wierzeń, w Boże Narodzenie cieszymy sie narodzinami słońca, a w czasie Wielkanocy - narodzinami wiosny. Ale z tej radości składajmy sobie życzenia czegoś o wiele, wiele lepszego: przeciwstawionego mitowi Zmartwychwstania podczas Wielkiej Nocy - Wielkiego Dnia Narodzin wiecznego szczęśliwego dzieciństwa.

            Dla mądrych dzieci nie istnieje obowiązek posłuszeństwa, czci i poszanowania rodziców, gdyż czynią to spontanicznie czerpiąc z takich postaw i zachowań szlachetne szczęście i doświadczają radości szczęśliwego dzieciństwa tak długo, jak długo ich rodzice żyją. W końcu jednak muszą pożegnać tych rodziców, którzy bezpośrednio dali im życie, a mocniej przylgnąć do tych, od których są zasadniczo zależni od narodzin aż po grób. Tymi Rodzicami są: Ojciec-Wszechświat i Matka-Ludzkość. Tu mądrość również polega na znajdowaniu subtelnego szczęścia w czci i posłuszeństwie, polegającym na zgodności uczuć i myśli, działań i zachowań z prawami Wszechświata i Ludzkości. Tak więc mądrość w ogóle to jakby swoisty "instynkt szczęścia", umiejętność odkrywania jego Źródeł, odróżniania go od powodzenia i innej złudy, likwidująca potrzebę mnogich "nauczycieli życia".
             Co jest głównym prawem Wszechowiata? Mądrzy ludzie "instynktownie" odnajdują to Źródło szczęścia, mianowicie idealizację warunkującą miłość i twórczość. Warto jednak pokłonić się nauce i zażądać potwierdzenia od kosmologów. Niejakim potwierdzeniem jest już to, że mimo przypadków chaosu gołym okiem dostrzegamy i podziwiamy we Wszechowiecie zasadniczy ład, toteż bywa on również nazywany Kosmosem. Tym wiecej ładu i piekna dostrzegamy w przyrodzie ożywionej, czego wybitnymi przykładami są funkcjonalne struktury roślin i zwierząt, a nade wszystko kwiaty. Niewątpliwie istnieje we Wszechświecie prawo dynamicznego ładu, jakaś kosmiczna energia warunkująca twórczość przyrody, która na poziomie naszej świadomości przejawia sie jako idealizacja. Gdyby nie ona, nie byłoby postępowej ewolucji, a zatem - nie byłoby nas. Błedem jest odrzucanie teorii ewolucji; trzeba ją tylko kosmologicznie uzasadnić. Funkcjonowanie tej energii obszernie opisał Brian Greene w książce Piękno Wszechświata (Prószynski i S-ka, Warszawa 2001, s. 428). Autor uwzglednia wiele poglądów na ten temat, ale na koniec stwierdza: Jedno jest pewne: Wszechświat opiera sie na zasadach, które przeczą codziennemu doświadczeniu. To doświadczenie przemawia za brakiem celowości i za chaosem, ale najgłebsze zasady ewolucji Wszechświata świadczą o istnieniu kosmicznej symfonii (s. ął9). Podobnie myślał Hoimar von Ditfurth pisząc: W przyrodzie nie ma celowości, ale jej ewolucje cechują pewne tendencje sprzyjające urzeczywistnianiu sie coraz wiekszej doskonałości (Nie tylko z tego świata jesteśmy, IWPax, Warszawa 1985, s. 233). Te zasady i tendencje to właśnie energia kosmiczna, rdzeń naszej idealizacji, a zatem miłości i twórczości.
            W życiu codziennym idealizacja jest przydawaniem przedmiotowi upragnionych przez nas cech, zazwyczaj w stopniu najwyższym. Typowym przykładem jest wzajemna idealizacja dwojga młodych ludzi rodząca ich zakochanie. Zafascynowanie wyidealizowanym wyobrażeniem stwarza niebezpieczenstwo prześlizgu od idealizacji do mityzacji, czyli niezłomnej, nawet fanatycznej wiary, że to urzekające swoją doskonałością wyobrażenie istnieje obiektywnie, niezależnie od podmiotu idealizacji, jako realny byt. Tak powstawały wszystkie mity i mitologie, łącznie z platońskimi ideami rzekomo bardziej rzeczywistymi niż materialny świat. Wszystko to są byty prowizoryczne, mogące mieć cenne walory poznawcze, artystyczne i dydaktyczne, ale niedobrze jest, gdy tej prowizorce nadaje sie charakter NAJWYŻSZEJ, A STATYCZNEJ REALNOŚCI. Takiego kłamliwego przekrętu dokonują wszystkie mitologiczne religie, nakazujące wierzyć w swoich bogów. Bogowie ci rzekomo mogą urzeczywistnić wszelkie ludzkie pragnienia, pod warunkiem silnej wiary w nich, modłów do nich i kultu organizowanego przez kapłanów. W ten sposób rzeczywista energia kosmiczna, warunkująca wzajemną miłość, twórczość i postęp, ulega wynaturzeniu i wręcz zablokowaniu. Na domiar złego kapłani tworzą poteżne instytucje, budują swoim bogom okazałe świątynie i w tych świątyniach urządzają pompatyczne nabożenstwa - wszystko po to, aby ludzie wyzbyli się szczęściodajnego posłuszeństwa swemu rzeczywistemu Ojcu, a wielbili ich bogów. Najgorsze zaś jest to, że potężne kapłańskie totalitarne instytucje okaleczają umysłowo i duchowo sam kler, do tego stopnia, iż mimo zniewolenia przez instytucje-molocha i mimo świadomości, że ich bóg jest tylko atrapą niezbedną tej instytucji do istnienia, pokornie spełnia swoje funkcje, woród których najważniejszą jest ogłupianie mas ową atrapą i dogadzanie ich duchowemu lenistwu, przejawiającemu sie w nałogach i groźnych patologiach społecznych. Wiadomo, że ludzie ogłupiani i psuci sami skazują sie na reżim ze strony władz politycznych i "duchownych", zawsze działających w porozumieniu i swoistym sojuszu.
             Nic więc dziwnego, że w parze z tym nieposłuszenstwem naszemu wielkiemu Ojcu idzie analogiczne nieposłuszenstwo naszej Matce-Ludzkości. Jak głównym prawem Wszechświata jest idealizacja, tak głównym prawem Ludzkości jest ukonkretniająca te idealizacje wszechstronna kultura osobista ludzi. Ma to bya 1/ kultura prawdziwa przeciwstawna fałszywej, pozornej, obłudnej, na którą wrażliwe są już dzieci w wieku przedszkolnym; 2/ kultura głeboka przeciwstawna płytkiej, przejawiającej się w profanowaniu miłości erotycznej, w hołdowaniu potrzebom prestiżowym niszczącym środowisko i snobizmowi; 3/ kultura obiektywna, polegająca na upodmiotowieniu aktywistycznego modelu struktury społecznej, to jest kultura przeciwstawna subiektywnej, mającej wiele odmian, na przykład błogie mniemanie, że społeczenstwo powinno poczytywać sobie za zaszczyt utrzymywanie drani i darmozjadów, lub kominy płacowe osobników pełniących funkcje polityczne i kierownicze; 4/ kultura wysoka przeciwstawiona niskiej, na przykład szykanowaniu sąsiadów w bloku nagłośnioną aparaturą audio-video; 5/ kultura autentyczna przeciwstawiona nieautentycznej - tu wchodzi w grę właśnie to, o czym była mowa powyżej, czyli całe zło mitologicznych religii; w koncu 6/ kultura kosmiczna przeciwstawiona geocentrycznej, polegającej na gmatwaniu "przyziemnych" spraw z braku regulującej kosmicznej perspektywy otwierającej sie przed ludzkoocią.
            Jak dalecy jesteśmy od takiej wszechstronnej kultury, najlepiej świadczy to, że moja obszerna rozprawa teoretyczno-metodyczna, poświęcona jej opisowi i nauczaniu, sprawdzona w praktyce dydaktycznej z uczniami i studentami i opublikowana przez Uniwersytet Szczeciński w 1991 roku, mimo moich usilnych starań nie została wzięta pod uwage przez żadne ministerstwo edukacji, choć mogłaby ona znakomicie zintegrować wszystkie wycinkowe przedmioty wychowawcze, a wyeliminować treści sprzeczne i szkodliwe wychowawczo. W związku z tym, że wyszła ona w przełomowym okresie (była pisana przed rokiem 1989, a wydana po nim), i w dodatku wydrukowana, jak inne w owym czasie, małą poligrafią, obecnie wymaga nowelizacji, której chetnie bym sie podjął, gdyby władze panstwowe przewidywały wykorzystanie jej w szkolnictwie i zachęciły mnie do tego.
            Czy w sytuacji jawnej pogardy dla naszych wielkich Rodziców można liczyć na uzdrowienie edukacji, tak pilne i ważne w całej Unii Europejskiej? Czy zmieni tę sytuację nauczanie propedeutyki filozofii, religioznawstwa, a choćby i etyki? Wydaje się to wielce wątpliwe. Wątpliwości co do wychowawczej skuteczności tych dyscyplin dośa jasno wyraziłem w eseju Ślepota nauki i nauczania na kluczową zależność, zawartym w książce Zmierzch ery mitologii, świt ery religii (Kraków 2006 s. 99).
            Wspomniana tu książka jest jaskrawym zaprzeczeniem insynuacji i obaw, że jestem zdeklarowanym wrogiem kleru i kultu Boga. Przeciwstawiam sie tylko religiom mitologicznym, ewidentnie fałszywym, w obronie religii prawdziwej i prawdziwego, podmiotowego kultu Boga. Czyż nie jest piekną formą tego kultu respekt wobec praw Wszechowiata i Ludzkości, czyli "posłuszenstwo" naszym wielkim Rodzicom, jeśli zakłada się, że ich Stwórcą jest Bóg? Czyż nie jest naturalną rzeczą szanować i czcić Rodziców, od których jesteśmy ustawicznie zależni, których widzimy, a Boga-Stwórcę, którego nie widzimy i o którym wiemy tak mało, czcić w głębi serca jako tę tajemniczą MOC, która może spełnia najwieksze pragnienie wszystkich ludów, wciąż ożywiające mit o zmartwychwstaniu: zapewnia nam udział w swoim wiecznym szczęściu? Niechaj zamilkną ateiści! Kto sto lat temu wyobrażał sobie moc jądra atomowego lub możliwości, jakie daje elektronika? Jesteśmy na skraju oceanu tajemnic, a Moc wciąż rodząca i podtrzymująca Wszechświat na pewno jest poteżniejsza i lepsza niż myślimy. Jeśli urzeczywistnimy w sobie ideał dobrych dzieci, to nie tylko będziemy mogli zgodnie usuwać przyczyny naszych udręk i pomyślnie "budować nową ziemie i nowe niebo", ale także spodziewać sie i życzyć sobie wiecznego szczęśliwego dzieciństwa.
            Na koniec proszę wybaczyć wszelkie usterki naszkicowanej tu koncepcji - nieuniknione w sytuacji, gdy nowa ważka myśl pochodzi od jednego człowieka. Dotychczasowe światopoglądy tworzyły niezliczone krocie nie takich marnych jak ja myślicieli - czyż ja jeden mógłbym od razu rozwiązać wszystkie problemy i rozwiać wszelkie wątpliwości, jakie powstają, gdy rodzi sie NOWE, mające przeciwstawić się STAREMU, które powstawało setki i tysiące lat? Oczekuję na życzliwą pomoc i obiektywną, twórczą krytykę. Przecież chodzi o to, abyśmy wszyscy jako dzieci wielkich Rodziców - byli szczęśliwi i mieli szanse na wieczne szczęśliwe dzieciństwo.

Stanisław Cieniawa

Kraków,Wielkanoc 2007 r.