--Wir--

Czas, zwykle plynac niezmiernie do zachodu slonca,
Chwilowo zmienil swój ciag dzis tworzac nowy brzeg,
Na którym widac jak swiat dokola rusza sie bez konca,
Chociaz mnie otacza jakby wszród ponurej mgle.
Wpada ma swiadomosc stepowana codziennoscia do pienistej glebi,
i odpada tepa skoro pod niej martwa woda licho krazy.
Teraz na mnie swieci promien z dalekiej powierzchni,
Oswietlajac nieco smuge cienia co do serca dazy.
Raz rozjasnia, drugi, trzeci, i sie powieksza nagle,
Gdyz znow w rzece gotujacej sie znajduje...
Juz chwila strachu rozszarpnela moje zagle,
Lecz poniewaz niemal tone to mnie nie przejmuje...
Jeszcze toczy i rozwija mocno bitwa sie,
Gdyz niedawno odkrywana otchlan znów zalewa mnie.

Marcin Cieslak

    Source: geocities.com/tintinmaster