Transwizje – księgi snów i widzeń

Księga Popol Vuh, kronika amerykańska

Popol Vuh. Księga Rady Narodu Quiche
(streszczenie z objaśnieniem ostatniej części kroniki Indian Majów z Gwademali)


EPOKA AMERYKAŃSKA

Kapłani ukryli się "na szczytach gór" i tam potajemnie przed całym światem kultywowali Starą Religię, zanosząc ofiary przed oblicza bóstw. Tymczasem "wiele plemion zaczęło się tworzyć, jedno po drugim i różne gałęzie plemion stopniowo zaczęły łączyć się i gromadzić w pobliżu dróg, tych dróg, które przetarli." 
Tajemnica bogów Atlantydy była pilnie strzeżona, każdego kto zboczył przypadkiem w rejon przebywania kapłanów Dawnego Kultu zabijano i składano w ofierze bóstwom. "Nie wiedziano zaś, gdzie przebywali Balam-Quitze, Balam-Acab, Mahucutah i Iqui-Balam". 
W pobliżu miejsc zabójstw słyszano jedynie ryki "kojota, kota górskiego, pumy i jaguara", co zostało zinterpretowane jako wola Balamów, ukazujących się pod tymi postaciami i osobiście zabijających ofiary. 
Bogowie "Radowali się z krwi [tu: rytualnie upuszczanej sobie z własnych ciał] kapłanów i ofiarników, gdy przybywali z tym dowodem swego trudu: Idźcie ich śladami, tam jest wasze zbawienie! - Stamtąd przybył, z Tulan, gdy nas przynieśliście - rzekli im [bogowie] - gdy dano wam skórę zwaną Pazilizib, zbroczoną krwią [symbol najwyższej ofiary Boga-Jelenia, oddającego życie i cierpiącego dla dobra innych]; niech przelewa się krew jego i niech taka będzie ofiara składana [bogom]." 

[Tę historię najlepiej rozumieć jako opowieść o ukryciu się dotychczasowej kasty kapłanów w świecie wyższego wymiaru gdzieś na Ziemi w czasach, gdy pozostawieni sobie samym ludzie zaczęli odbudować na nowo stary rodzaj kultury i cywilizacji. Przetarte drogi to punkty w sieci czasoprzestrzeni, poprzez które można było trafić do owego świata w jakiś sposób, uruchomiwszy energię wspólnoty. Kapłani byli jednak strażnikami Tajemnicy i zdecydowali się jej nie ujawniać dla dobra ludzkości i Ziemi. Działali na rzecz pomieszania szyków jednoczącym się ponownie na wzór atlantycki plemionom. Wysyłali wciąż jeszcze swoich przedstawicieli w trójwymiar i propagowali ideę samoofiarowania, pokory, łagodności oświeconego "jelenia", który pozwoli się raczej zabić bez żadnej skargi, niż sprzeciwi się woli bogów. Miało to zatem związek z energią chrystusową i koniecznością złożenia ofiary z siebie samego. Ich rada więc brzmiała naprawdę: nie walczcie, nie sprzeciwiajcie się, nawet gdy zechcą was zabić, a jeśli już ma być składana jakaś ofiara, to zwierzęca] 

Kapłani z początku mieli jakieś wątpliwości, gdyż dotąd wystarczała ich własna krew, ale Tohil uznał, że zabójstwom zbłąkanych wędrowców i ciekawskich poszukiwaczy Starych Bogów przyświeca wyższy niż do tej pory cel i dopuścili, aby z biegiem czasu ofiary z ludzi weszły w trwały zwyczaj. Zamieniły się one w religijny rytuał, który dawno temu był już praktykowany i zarzucony po szoku, jakim stała się zagłada Atlantydy. 

[Sądzę, że jest to ślad jakiegoś głęboko ukrytego konfliktu świadomości wewnątrz grupy wtajemniczonych kapłanów, zostawionych samym sobie, bez przewodnictwa, do którego byli przyzwyczajeni do tej pory. Część kapłanów zaczęła szukać drogi do władzy w społeczeństwie, dlatego potajemnie weszli w układy z wodzami plemion i obmyślili sposób na zaistnienie wśród nich w roli "bogów", druga grupa próbowała to storpedować i dla dobra sprawy wróciła do starych, sprawdzonych sposobów używanych przez Atlantydów. Kwestie kto był w tym konflikcie po dobrej, kto po złej stronie są trudne do rozstrzygnięcia, dlatego Kronika pozostawia wiele niedomówień i nie opowiada się za nikim specjalnie, ciekawe jest jednak rozdzielenie i przeciwstawienie sobie starej, dotychczasowej rasy "balamów", chronionej przez Przybyszy i nowej, kształtującej się dopiero i ekspansywnej rasy "panów". Być może zatem szło o konflikt pomiędzy istotami kontrolującymi ziemską rzeczywistość i przejęcie władzy przez tych, którzy nie byli dobrze widziani przez siły Światła. Być może kronikarz wiedzący co naprawdę "było grane", zakamuflował i pomieszał wiedzę o faktach, gdyż w pewnym momencie doszło do zamiany ról, "dobrzy" weszli w miejsce "złych" i na odwrót...]

"Potem nastąpiła rzeź plemion. Chwytali samotnego wędrowca, lub dwóch, gdy wędrowali, i nikt nie wiedział, kiedy ich uprowadzali, i natychmiast składali z nich ofiarę przed Tohilem i Avilixem." "Wielu już było ludzi, których porwali, ale dopiero po dłuższym czasie plemiona zauważyły to." 
Spróbowano więc odnaleźć miejsce ukrycia bogów, szukano bardzo skrupulatnie, ale kapłani byli sprytniejsi, zostawiali po sobie odwrócone ślady zwierząt, co myliło tropicieli, a w trudniejszych przypadkach sprowadzali deszcz. 
"Nadciągnęła mgła, nadciągnął czarny deszcz i powstało dużo błota; i zaczęło mżyć. Oto co plemiona widziały przed sobą (...) tak potężna była bowiem istota Tohila, Avilixa i Hacavitza". 
W końcu jednak wypatrzono miejsce nad pewną rzeką, w którym codziennie "kąpali się przy samym brzegu" bogowie "pod postacią trzech chłopców".  
Zwołano wielką naradę i oceniono swoje siły i szanse na zwycięstwo. Uznano, że siły plemion są przeważające i łatwo pokonają nielicznych kapłanów. Co do bogów zdecydowano, że zostaną przejęci i uczczeni tak, jak na to zasługują. 

[Prawdopodobne jest, że korzystając z nieobecności wśród nich Balamów niektórzy z kapłanów weszli w spisek z Panami plemion, chcąc przechwycić władzę nad bóstwami, w takim razie to oni byliby odpowiedzialni za ofiary z ludzi, a nie nakazy Przybyszów, którzy najwyraźniej byli im przeciwni] 

Zastosowano podstęp. Wysłano nad rzekę dwie pięknie ubrane młode dziewczyny, które miały udawać, że nic nie wiedzą o tym miejscu i prać w rzece. Liczono naiwnie na to, że spodobają się bogom ["nagualowi Tohila" - jest to indywidualny duch opiekun, przyjmujący postać ludzką, lub zwierzęcą, bliźniaczy sobowtór] i zostaną wzięte jako branki. 
Ci jednak nie zagustowali w ich pięknie, ale przekazali poprzez nie dowód swojego istnienia, trzy malowane w symbole i znaki płaszcze. Na jednym z nich Balamowie, z polecenia Przybyszy i pod ich dyktando namalowali jaguara, na drugim orła, na trzecim trzmiele i osy. 

[Panom zależało zatem na podsunięciu uważanym za wyższe, boskim istotom - kobiet ze swojego plemienia, aby w ich wynniku zaczęły się rodzić półboskie ludzkie istoty, które zapoczątkowałyby rody królewskie i pozwoliły im kontrolować rzeczywistość przez długi okres czasu. Symbole na płaszczach ilustrują jednak przepowiednię i pouczenie dla ludzi materialistycznych, że nawet, gdy osiągną władzę i potęgę Orła, opanują technikę i magiczną wiedzę Jaguara, to i tak przyjdzie na nich kara, której się nie spodziewają]
 
Dziewczyny przyniosły podarunki do swoich i "radość ogarnęła Panów" na widok płaszczy. Pan przymierzył z ochotą najpierw płaszcz z jaguarem, potem z orłem i "czuł się bardzo dobrze, okryty nim." Ale ledwie włożył trzeci płaszcz "natychmiast zaczęły kąsać jego ciało trutnie i osy" i zerwał go z siebie z krzykiem. 
"Nie sposób było zwyciężyć [Tohila], dzięki nadprzyrodzonej mocy" Balamów.

Wtedy plemiona postanowiły walczyć i zabić kapłanów, ukrywających się i przebywających "na górze Hacavitz", którzy "nie mieli ze sobą takich tłumów, jakie miały plemiona." 
Wyruszono w nocy, ale gdy wojownicy zasnęli w obozie po drodze "natychmiast zaczęto wyrywać im brwi i brody, potem zabrano im metalowe ozdoby z szyi, ich korony i naszyjniki. I zabrano im metal z rękojeści dzid." 
Obudzili się bez włosów na ciele i żelaza w rynsztunku, bardzo zdumieni, przypisując to zdarzenie złym duchom.

"W tym czasie [Balamowie] przebywali na górze Hacavitz, na wzgórzu o tym imieniu. Znajdowali się tam, aby ocalić swych synów w górach." "Byli razem na górze ze swymi żonami i dziećmi, gdy przybyli wojownicy". 

[Balamowie pojawili się w mieście ze względu na nadzwyczajną sytuację, a ich siedziba była głębiej ukryta w innym miejscu. Zostali tu być może przytransportowani przez Przybyszy i pozostawieni do czasu załatwienia konfliktu]

Kazali wykopać fosy, "wznieść mur na krańcach swego miasta i otoczyć je belkami", na murze ustawiono kukły imitujące czuwających wojowników, a wokół niego rozmieszczono tykwy z osami i trutniami. Balamowie podtrzymywali spokój i wiarę w sukces w nielicznych stosunkowo obrońcach. Wtedy "przybyli wszyscy wojownicy i żołnierze. Plemiona nie liczyły ani 16 tysięcy, ani 24 tysięcy". 
Otoczyli miasto i rozpoczął się szturm. Wtedy wypuszczono osy, które oszołomiły żołnierzy, a do walki obronnej wręcz stanęły także kobiety, które nadzwyczaj dobrze radziły sobie w boju. 

[Platon wspomina w "Kritiasie", że w społeczeństwie atlantydzkim kobiety i mężczyźni mieli jednakowe prawa, a kobiety nierzadko walczyły wraz z mężczyznami, co potwierdza także grecki mit o Amazonkach]

Upokorzeni atakujący uciekli, po czym poddali się, stając się poddanymi kapłanów Starego Kultu.
Po tym zwycięstwie Balamowie, "ponieważ przeczuwali już swą śmierć i swój koniec, udzielili rad swym synom [pozostawianym w Czasoprzestrzeni dla kontynuacji linii świętego Przekazu]. Nie byli chorzy, nie czuli bólu ani trwogi, gdy przekazywali zalecenia...", pożegnali się ze swymi synami i żonami, zostawiwszy im na wieczną pamiątkę znak swego istnienia, święte zawiniątko Pizom-Gagal, "którego zawartość była niewidoczna, była bowiem zawinięta i nie mogła zostać rozwinięta; nie można było dostrzec szwu...". 
Powiedzieli ("i serca ich płakały, gdy zaśpiewali Camacu, tak zwie się bowiem pieśń, którą zaśpiewali"): "Wracamy do naszego ludu, już jest na swym miejscu. Nasz Pan Jeleni widoczny jest na niebie. Rozpoczynamy powrót, spełniliśmy naszą misję, nasze dni dobiegły końca." 

[Plan przetrwania w Czasie tak naprawdę udał się, gdyż Światło osiągnęło swój cel w przyszłości. Nadeszła pora cyklicznej wizyty Jasnej Strony Mocy i zmiany warty w trójwymiarze. Ci co spełnili już swoje zadanie i osiągnęli pełne oświecenie odchodzili, a w ich miejsce dobrowolnie wchodzili ich następcy, posiadający genetyczny zapis w pamięci, który miał im ułatwić przeprowadzenie zadań w kolejnym cyklu czasu]

Zalecili spokojne życie pozostałym, kultywowanie pamięci o nich, "a znów ujrzycie miejsce, skąd przyszliśmy". Po czym "zniknęli tam, na szczycie góry Hacavitz. Nie zostali pogrzebani przez swe żony ani przez swych synów, gdyż nie widziano, w co się przemienili, gdy zniknęli. Jedynie ich pożegnanie widziano". "Takie było zniknięcie i koniec [Balamów] pierwszych mężów, którzy przybyli stamtąd, zza morza, skąd wstaje słońce. Upłynęło dużo czasu, odkąd tu przyszli, aż do chwili gdy umarli, będąc już bardzo starymi, wodzowie i ofiarnicy, bo tak ich zwano."
Po ich odejściu "wielka była chwała Zawiniątka. Nigdy go nie rozwiązywali i zawsze im towarzyszyło", a władza kapłańska przeszła na trzech synów Balamów, Qocaiba, Qoacuteca i Qoahau. 

[Trzej aniołowie pojawiali się także w Biblii, zapoczątkowując przekaz i błogosławiąc jego ziemskich nosicieli choćby w Biblii, a także np. w legendzie o Piaście i Ziemowicie. Kontynuowano system kapłański już bez czwartego stanowiska przynależącemu bogowi żywiołu Ziemi]
 
"I wówczas zostali stworzeni ludzie przez Panów, którzy nastąpili po [Balamach]". 

[Od tej pory rozpoczęła się nowa faza cywilizacji Majów i zaczęto liczyć czas wg nowego cyklu stworzenia, czyli jakby od punktu 0 mierzono jego upływ kolejnymi pokoleniami/dynastiami królów, doszło także do znaczących reform w systemie sprawowania władzy i organizacji państwa. Zaszła "zmiana warty" i Panowie byli już innymi od Czterech istotami, wcielającymi się świadomie i czuwającymi nad "swoim ludem". Jest to zbieżne z Przymierzem zawartym na górze Synaj. Na podstawie zapisu daty w Palenque niektórzy naukowcy uważają, że było to albo 3374 r. p.n.e., albo ok. 10.500 lat temu] 

Po jakimś czasie postanowili oni powędrować na wschód, "za morze", tak jak zalecili im ojcowie, "aby otrzymać malowidła z Tulan, malowidła, jak nazywano to, na czym przedstawiali swoje dzieje". 

[Wydaje się to podobne do zniesienia tablic mojżeszowych, napisanych bożym pismem na górze Synaj]

Byli ludźmi rozwiniętymi duchowo, łagodnymi i skromnymi, obiecali powrócić. I "z pewnością przeszli przez morze, gdy dotarli tam na wschód, gdy poszli, aby otrzymać godność królewską." 

[Aby tego dokonać wbrew fizycznej niemożliwości musieli przenieść się w Czasie, w celu porozumienia się z Atlantydami z okresu ich świetności i rozkwitu w sprawach, które były dla nich teraz istotne, znali więc tajemnicę otwierania Portali Czasoprzestrzennych!]

Trafili przed oblicze Pana Nacxit, "jedynego najwyższego sędziego wszystkich królestw, ów wręczył im insygnia królewskie i wszystkie ich oznaki." 

[Jest to imię legendarnego króla wschodu, czyli władcy Atlantydy, który prawdopodobnie zorganizował Plan Przetrwania ludzkości w Czasie i zadysponował wielki exodus do Ameryki, po czym stał się wśród Indian legendą jako Kukulkan-Quetzalcoatl-Gucumatz, ten sam, który obiecał powrócić w Dniach Ostatnich. Może być to istota, która zorganizowała i dopilnowuje Planu przetrwania ludzkiej rasy do chwili świtu, także Mistrz Gry, pojawiający się i znikający]

Po czym powrócili z licznymi symbolami władzy "do swej osady zwanej Hacavitz" i "na nowo objęli tam rządy nad plemionami." "Tam żyli długie lata, tam na szczycie góry żyli w wielkiej liczbie." Po czym opuścili swoją ojczyznę "i szukali innych miejsc, aby się osiedlić. Niezliczone są miejsca, w których się osiedlili..." 
W końcu "porzucono ich pierwsze miasto, zwane Hacavitz i (...) doszło do założenia innego miasta, które nazwali Chi-Quix." Rozmnożyli się tam, ich stolica zaczęła być za ciasna dla wszystkich, więc zaczęli znów wędrować i szukać "miejsc nie zamieszkałych, albowiem wszyscy razem byli bardzo liczni." 

[Te przenosiny były motywowane systemem gospodarki Majów i stopniowym jałowieniem gleby w obszarach zamieszkałych. Ponieważ były one stosunkowo częste wystarczało w końcu odszukać jakieś opuszczone dawniej, niezamieszkałe już miasto, zamiast budować nowe]

"Już nie żyli ci, którzy udali się na wschód, aby otrzymać władzę. Byli już starzy, gdy przybyli do każdego z miast. Nie przywykli do żadnego z miejsc, przez które przeszli; wiele trudów i krzywd wycierpieli i dopiero po wielu latach wrócili do swego ludu dziadkowie i ojcowie." 
W ten sposób dotarli do miasta Chi-Izmachi. "Tam umocnili swą władzę i zbudowali domy z wapna i kamienia pod rządami czwartego pokolenia królów." "I żyli tam z jedną tylko myślą, bez zatargów ani kłopotów, spokojne było królestwo, nie było kłótni ani bójek, tylko pokój i szczęście panowały w ich sercach." 
Nie byli ekspansywni, zadowalali się obroną swych posiadłości i ustalonych granic, co w końcu sprowokowało sąsiadujących z nimi Ilocabów do wszczęcia wojny. 

"Taki był początek przewrotu i wojennych konfliktów. Najpierw zaatakowano miasto i nadeszli wojownicy. I pragnęli zguby rasy Quiche, gdyż chcieli panować sami. Ale czekała ich śmierć" i niewola. Jeńców złożono w ofierze bogu, "i to była kara za ich grzechy z rozkazu króla Cotuha." "W taki oto sposób zostały zapoczątkowane ofiary z ludzi przed bogami, gdy rozpętała się wojna tarcz, z której to przyczyny zaczęto budować fortyfikacje miasta Izmachi". 
W ten sposób zaczęło wzrastać w siłę imperium króla Quiche. 
"W całym tego słowa znaczeniu byli to królowie cudotwórcy (...) i byli również twórcami potęgi królestwa". Wzmocnili kraj wchodząc w układy oligarchiczne z sąsiadami, państwo stało się bogate i można było pomyśleć o "zabawach i orgiach". "Rozdzielili się na grupy, na siedem plemion i na dzielnice." "Przez długi czas żyli tam w Izmachi, dopóki nie znaleźli i nie zobaczyli innego miasta i nie opuścili Izmachi."

Potem osiedlili się w mieście Gumarcaah. 
"Wkroczyli wówczas w piąte pokolenie ludzi od początku cywilizacji i ludzkości, od początku istnienia narodu"
. Zbudowano świątynię boga, odbywano ważne narady "w swych wielkich Rodach", ale tam także doszło do podziału interesów dynastycznych i rozłamu. Zarządzono podział królestwa pomiędzy 24 wielkie Rody. 
"Tam doszli do wielkości, tam ustawili swe wspaniałe trony i krzesła i rozdzielili godności między wszystkich Panów." 
Po długim czasie "skończyły się 24 wielkie Rody, tam w mieście Gumarcaah, które zostało poświęcone przez Pana Biskupa." 

[Ten stan rzeczy i organizacji państwa trwał więc aż do inwazji Hiszpanów]

W czasie jednak ich potęgi panował w imperium pokój i dobrobyt. "Rozmnożyli się mieszkańcy wsi i miasta". Nie używano siły, by trzymać ludzi w poddaństwie, lecz samego autorytetu wielkich królów cudotwórców, Gucumatza i króla Cotuha (jego zwyczajowego zastępcy- "bliźniaka"). 
"Gucumatz (...) przez 7 dni wznosił się do nieba i 7 dni wędrował, aby zejść do Xibalba; przez 7 dni przemieniał się w zaskrońca i zaprawdę stawał się wężem; przez 7 dni przemieniał się w orła, przez 7 dni przemieniał się w jaguara; zaprawdę jego postać była postacią orła i jaguara. W ciągu jednak 7 dni zamieniał się w krew skrzepniętą i był jedynie krwią zastygniętą.". 
"Zaprawdę cudowna była natura tego króla, i wszystkich pozostałych Panów ogarniał przed nim strach. Rozeszła się wieść o nadprzyrodzonej naturze króla i usłyszeli to wszyscy Panowie plemion. I taki był początek wielkości Quiche, gdy król Gucumatz dał takie dowody swej potęgi. Nie zatarł się jego wizerunek w pamięci jego synów i wnuków. I nie uczynił tego, aby stać się królem cudotwórcą; uczynił to jedynie po to, by posiąść sposób panowania nad wszystkimi plemionami, aby udowodnić, że tylko jeden był powołany do tego, by zostać władcą plemion
[delikatna sugestia, że chodzi o Mistrza Gry, który czuwa nad przebiegiem realizacji Planu Przetrwania w Czasie]. Było to czwarte pokolenie królów, pokolenie owego króla cudotwórcy, zwanego Gucumatz." 

W szóstym pokoleniu królów było dwóch wielkich władców, E-Gag-Quicab i Cavizimah "i wywyższyli Quiche, bowiem naprawdę posiadali niezwykłą naturę." "Oni wiedzieli, czy miała wybuchnąć wojna, i wszystko było jasne dla ich oczu; wiedzieli, czy nastąpi rzeź, czy głód, czy wybuchną kłótnie. Wiedzieli dobrze, że była tam, gdzie ją mogli ujrzeć, i że istniała księga zwana przez nich Popol Vuh." "Wielkie również były ich posty" i ofiary bogom. 
Quicab podbił sąsiednie ludy i rozszerzył Imperium drogą wojen, obsadzając przygraniczne miasta żołnierzami, gotowymi do odparcia jakiegokolwiek najazdu, czy buntu. Dowódcy posterunków zostali potem mianowani lokalnymi władcami, "kapitanami" i otrzymali godość szlachecką. 
W stolicy były trzy świątynie bogów Tohila, Avilixa i Hacavitza. Istniał także "Tzutuha, który można zobaczyć w Cuhbaha", wielka budowla, "w której znajdował się pewien kamień czczony przez wszystkich Panów i czczony także przez wszystkie plemiona."

Tu następuje szczegółowe wyliczenie królów, ich zastępców i Panów wielkich rodów, co sugeruje Pełnię i zamknięcie Cyklu.

"Takie były dzieje Quiche, ponieważ już nie można zobaczyć księgi Popol Vuh, która istniała dawniej, tak nazwana przez królów, albowiem zniknęła. Taki więc był kres wszystkich w Quiche, które zwie się Santa Cruz." [Święty Krzyż].

copyright (c) by Ewa Seydlitz, 2000-2005

<<wstecz

do góry