Gospoda przy Martwych Bagnach nie należała do
najprzyjemniejszych miejsc. Ulokowana u nasady grobli będącej jedyną
drogą przez moczary przyciągała najróżniejszej maści
awanturników, nekromantów lub wręcz pospolitych
rabusiów. Zwłaszcza nekromanci gościli tu często, bo
Martwe Bagna były, jeśli tylko dobrze poszukać, wspaniałym
źródłem dobrze zakonserwowanych zwłok. Nie lubiłem tego miejsca,
tym razem jednak nie miałem wyboru. Jeśli nie chciałem ryzykować nocnej
przeprawy przez bagna, musiałem się tu zatrzymać. Rozejrzałem się po
sali. Było raczej pustawo, nieliczni zapóźnieni podróżni
samotnie topiący smutki w napojach przypominających konsystencją wodę z
Martwych Bagien spoglądali na mnie z
niechęcią. Nikt nie palił się do rozmowy z nieznajomym. Tylko para w
kącie pod ścianą wyglądała trochę mniej ponuro. Dwaj zakapturzeni
podróżni zażarcie grali w karty. Podszedłem bliżej pchany
nadzieją, że może pozwolą mi się przyłączyć i nie będę musiał spędzać
całego wieczoru w towarzystwie pustego kubka po winie. Obok nich na
ławie leżał jakiś podłużny tłumok, starannie
owinięty kocem i obwiązany sznurkiem. Grali w Trzy Smoki, nie widziałem
jednak
na stole żadnych monet.
- Nie przeszkadzam? - sspytałem.
- Ależ nie. - odpowiedzział niższy, matowym głosem, a
choć twarz jego nadal skryta była w mroku kaptura, wydało mi się, że
oczy jego przez moment zapłonęły na czerwono. - Może się przyłączysz?
- Z chęcią, a co robicie?
- Gramy na zwłokę - odppowiedział wyższy - wskazując
pakunek na ławie.
- Obawiam się... - wysttękałem niepewnie - że nie mam
nic, co mógłbym postawić...
- Ależ masz, masz.... -- zachichotał.
Dla Gosi M. - jak
zwykle, za rysunki i piękno.